Energa Czarni, Trefl, Polski Cukier, Anwil. Jak grali w Memoriale Michniewicza?

Turniej w Toruniu był okazją, by zobaczyć potencjał aż czterech klubów Tauron Basket Ligi.
Energa Czarni Słupsk -  Anwil Włocławek (83-73) Energa Czarni Słupsk - Anwil Włocławek (83-73) MIKOŁAJ KURAS

Energa Czarni Słupsk

 

Zdecydowanie najlepszy zespół memoriału Wojciecha Michniewicza. I to pod każdym względem - od możliwości fizycznych po organizację gry. Słychać gdzieniegdzie, że w Słupsku są wyjątkowo wielkie oczekiwania na najbliższy sezon ze względu na polityczne ambicje prezesa Andrzeja Twardowskiego oraz bardzo motywacyjny system premiowania ze strony sponsora tytularnego, koncernu Energa SA. Efekt jest widoczny na parkiecie - słupszczanie, trzymani przez sztab trenerski wyjątkowo krótko, są już teraz w świetnej formie.
Kluczową postacią Energi nie okazują się wcale ci, którzy dostarczali jej najwięcej punktów. Świetną pracę wykonuje malutki William Franklin, drobny rozgrywający potrafiący w pierwszym kroku minąć przeciwnika. Nieźle organizuje grę, dobrze współpracuje ze swoim rodakiem, niewiele wyższym Kyle Shilohem. Ten ostatniego dnia memoriału Michniewicza był bliski osiągnięcia triple-double. Dzięki temu duetowi gra słupszczan jest prosta, acz bardzo skuteczna - Amerykanie dobrze korzystają z zasłon wysokich zawodników, a tuż po rozbiciu pierwszej lini defensywy umiejętnie ?rozrzucają? całą obronę przeciwników. To był najbardziej widoczny element gry słupszczan - sporo akcji wykonywanych było przez nich już ?na pamięć?. Nie wynikały zaś, jak u konkurentów, z improwizacji.
Mocni są Czarni również w strefie podkoszowej, co mogłoby dziwić. Nie ma w drużynie wielu podkoszowych - poza Callistusem Eziukwu i Bojanem Trajkovskim praktycznie ich brak. Rzecz w tym, że ten duet bez problemów wystarczał do dobrej gry pod tablicami. Eziukwu, wiecznie uśmiechnięty i jakby bawiący się koszykówką, swoje możliwości pokazywał już na rozgrzewkach, gdy - jakby od niechcenia - wsadzał piłkę do kosza po lotach, których mogliby mu pozazdrościć wszyscy inni na parkiecie. Jest silny, umie wykorzystać swoje centymetry, chętnie gra siłowo. Na jego tle Trajkovski gra znacznie bardziej statycznie, nie fruwa nad obręczami, ale imponuje - co naturalne dla koszykarzy z Bałkanów - precyzją rzutu. Często decydował się na grę tyłem do kosza po czym kończył akcje rzutami z odchylenia. Zwykle trafiał.

Zdecydowanie najlepszy zespół memoriału Wojciecha Michniewicza. I to pod każdym względem - od możliwości fizycznych po organizację gry. Słychać gdzieniegdzie, że w Słupsku są wyjątkowo wielkie oczekiwania na najbliższy sezon ze względu na polityczne ambicje prezesa Andrzeja Twardowskiego oraz bardzo motywacyjny system premiowania ze strony sponsora tytularnego, koncernu Energa SA. Efekt jest widoczny na parkiecie - słupszczanie, trzymani przez sztab trenerski wyjątkowo krótko, są już teraz w świetnej formie. Kluczową postacią Energi nie okazują się wcale ci, którzy dostarczali jej najwięcej punktów. Świetną pracę wykonuje malutki William Franklin, drobny rozgrywający potrafiący w pierwszym kroku minąć przeciwnika. Nieźle organizuje grę, dobrze współpracuje ze swoim rodakiem, niewiele wyższym Kyle Shilohem. Ten ostatniego dnia memoriału Michniewicza był bliski osiągnięcia triple-double. Dzięki temu duetowi gra słupszczan jest prosta, acz bardzo skuteczna - Amerykanie dobrze korzystają z zasłon wysokich zawodników, a tuż po rozbiciu pierwszej lini defensywy umiejętnie rozrzucają całą obronę przeciwników. To był najbardziej widoczny element gry słupszczan - sporo akcji wykonywanych było przez nich już na pamięć. Nie wynikały zaś, jak u konkurentów, z improwizacji. Mocni są Czarni również w strefie podkoszowej, co mogłoby dziwić. Nie ma w drużynie wielu podkoszowych - poza Callistusem Eziukwu i Bojanem Trajkovskim praktycznie ich brak. Rzecz w tym, że ten duet bez problemów wystarczał do dobrej gry pod tablicami. Eziukwu, wiecznie uśmiechnięty i jakby bawiący się koszykówką, swoje możliwości pokazywał już na rozgrzewkach, gdy - jakby od niechcenia - wsadzał piłkę do kosza po lotach, których mogliby mu pozazdrościć wszyscy inni na parkiecie. Jest silny, umie wykorzystać swoje centymetry, chętnie gra siłowo. Na jego tle Trajkovski gra znacznie bardziej statycznie, nie fruwa nad obręczami, ale imponuje - co naturalne dla koszykarzy z Bałkanów - precyzją rzutu. Często decydował się na grę tyłem do kosza po czym kończył akcje rzutami z odchylenia. Zwykle trafiał.

 

Polski Cukier Toruń - Energa Czarni Słupsk (68-87) Polski Cukier Toruń - Energa Czarni Słupsk (68-87) MIKOŁAJ KURAS

Polski Cukier Toruń

 

Trudno ocenić, która jego wersja była prawdziwa - czy ta, która była bezradna w starciu z Energą czy też ta, która z zaskakującą łatwością pokonała Anwil. Dwóch graczy torunian ma carte blanche na grę w ofensywie - ich swoboda w decyzjach wydaje się być nieograniczona. LaMarshall Corbett potwierdza, że ma spory potencjał ofensywny. Rzuca z dystansu, chętnie mija, jest wszędobylski i wprowadza do gry torunian sporo nieprzewidywalności. Kreowany na lidera Sean Denison nie będzie centrem biorącym się za bary z podkoszowymi siłaczami, ale swoje mankamenty - choćby stosunkowo drobną budowę jak na 210 cm wzrostu - potrafi zmienić w atuty. Był sprawniejszy od rywali i jeśli tylko dostaje szansę, by grać przeciwko nim przodem do kosza - okazuje się sporym zagrożeniem. Dobrze w drużynę wkomponowuje się Aleks Perka. Widać, iż torunianie stawiają na szybkość i mobilność - szczególnie zawodników wysokich. Do takich sprintów Perka nadaje się idealnie. Coraz lepiej wygląda jego współpraca z mającym bardzo dobry przegląd pola Denisonem.
Dobre wrażenie pozostawił po sobie także Jarosław Zyskowski jr. Pewność rzutu, mądre decyzje, zaskakująco dużo sprytu jak na stosunkowo młodego zawodnika - to pokazywał grając w niedzielę naprzeciw rutyniarza, Konrada Wysockiego.
Problemy Polskiego Cukru? Na pewno kilogramy. Praktycznie wszyscy zawodnicy torunian w starciach z potężniejszymi fizycznie zawodnikami mieli kłopoty. Brak w drużynie zawodników mających warunki do koszykarskich zapasów - stąd oczekiwanie na powrót do gry bardzo silnego Krzysztofa Sulimy. Jego siła będzie dla Polskiego Cukru na wagę złota.
Problem to również rezerwowi. Pierwsza piątka gra na niezłym poziomie, ale epizody graczy drugoplanowych chwilami wyglądały dramatycznie. Wyjątek to Marcin Nowakowski, który umiejętnością organizacji ataku pozycyjnego przewyższał w Memoriale Michniewicza teoretycznie podstawowego rozgrywającego, Jamara Diggsa.

Trudno ocenić, która jego wersja była prawdziwa - czy ta, która była bezradna w starciu z Energą czy też ta, która z zaskakującą łatwością pokonała Anwil. Dwóch graczy torunian ma carte blanche na grę w ofensywie - ich swoboda w decyzjach wydaje się być nieograniczona. LaMarshall Corbett potwierdza, że ma spory potencjał ofensywny. Rzuca z dystansu, chętnie mija, jest wszędobylski i wprowadza do gry torunian sporo nieprzewidywalności. Kreowany na lidera Sean Denison nie będzie centrem biorącym się za bary z podkoszowymi siłaczami, ale swoje mankamenty - choćby stosunkowo drobną budowę jak na 210 cm wzrostu - potrafi zmienić w atuty. Był sprawniejszy od rywali i jeśli tylko dostaje szansę, by grać przeciwko nim przodem do kosza - okazuje się sporym zagrożeniem. Dobrze w drużynę wkomponowuje się Aleks Perka. Widać, iż torunianie stawiają na szybkość i mobilność - szczególnie zawodników wysokich. Do takich sprintów Perka nadaje się idealnie. Coraz lepiej wygląda jego współpraca z mającym bardzo dobry przegląd pola Denisonem.Dobre wrażenie pozostawił po sobie także Jarosław Zyskowski jr. Pewność rzutu, mądre decyzje, zaskakująco dużo sprytu jak na stosunkowo młodego zawodnika - to pokazywał grając w niedzielę naprzeciw rutyniarza, Konrada Wysockiego. Problemy Polskiego Cukru? Na pewno kilogramy. Praktycznie wszyscy zawodnicy torunian w starciach z potężniejszymi fizycznie zawodnikami mieli kłopoty. Brak w drużynie zawodników mających warunki do koszykarskich zapasów - stąd oczekiwanie na powrót do gry bardzo silnego Krzysztofa Sulimy. Jego siła będzie dla Polskiego Cukru na wagę złota.Problem to również rezerwowi. Pierwsza piątka gra na niezłym poziomie, ale epizody graczy drugoplanowych chwilami wyglądały dramatycznie. Wyjątek to Marcin Nowakowski, który umiejętnością organizacji ataku pozycyjnego przewyższał w Memoriale Michniewicza teoretycznie podstawowego rozgrywającego, Jamara Diggsa.

 

Polski Cukier Toruń - Trefl Sopot (80-81) Polski Cukier Toruń - Trefl Sopot (80-81) MIKOŁAJ KURAS

Trefl Sopot

 

Trudno oceniać sopocian na podstawie memoriału z dwóch względów. Nie było w drużynie podstawego rozgrywającego Sarunasa Vasilauskasa, kluczowego skrzydłowego Marcina Dutkiewicza, a zespół prowadził asystent Krzysztof Roszyk, który przerwy dla zespołu spędzał głównie na podziwianiu efektownej hali w Toruniu. Co zwraca uwagę w drużynie Trefla?
Na pewno Eimantas Bendzius. Ma 203 cm wzrostu - więcej niż coniektórzy środkowi w Tauron Basket Lidze - a gra jako niski skrzydłowy, przy czym najchętniej brałby piłkę w ręce i pełnił rolę obrońcy. Jego przewaga fizyczna nad każdym pilnującym go zawodnikiem była przygniatająca - przekonał się o tym chociażby Michał Jankowski z Polskiego Cukru, który nijak nie umiał zagrać przeciwko Bendziusowi, kiedy ten ustawiał się tyłem do kosza. Z drugiej strony Litwin ma problemy w obronie - w iście amerykańskim stylu do skrzyżowania jego nóg i upadku na parkiet doprowadził chociażby LaMarshall Corbett.
Ciekawym zawodnikiem Trefla będzie DeShawn Painter. Jest przewidywalny, niemal wszystkie akcje kończy w podobny sposób. Tylko, że choć wszyscy wiedzą co chce zrobić, trudno go powstrzymać.
Problem Trefla dziś to rzucający. Willie Kemp ma skłonność do kreowania głównie siebie. Michał Michalak podejmował w Toruniu złe decyzje i zupełnie zatracił talent do rzutów z dystansu.

Trudno oceniać sopocian na podstawie memoriału z dwóch względów. Nie było w drużynie podstawego rozgrywającego Sarunasa Vasilauskasa, kluczowego skrzydłowego Marcina Dutkiewicza, a zespół prowadził asystent Krzysztof Roszyk, który przerwy dla zespołu spędzał głównie na podziwianiu efektownej hali w Toruniu. Co zwraca uwagę w drużynie Trefla? Na pewno Eimantas Bendzius. Ma 203 cm wzrostu - więcej niż coniektórzy środkowi w Tauron Basket Lidze - a gra jako niski skrzydłowy, przy czym najchętniej brałby piłkę w ręce i pełnił rolę obrońcy. Jego przewaga fizyczna nad każdym pilnującym go zawodnikiem była przygniatająca - przekonał się o tym chociażby Michał Jankowski z Polskiego Cukru, który nijak nie umiał zagrać przeciwko Bendziusowi, kiedy ten ustawiał się tyłem do kosza. Z drugiej strony Litwin ma problemy w obronie - w iście amerykańskim stylu do skrzyżowania jego nóg i upadku na parkiet doprowadził chociażby LaMarshall Corbett. Ciekawym zawodnikiem Trefla będzie DeShawn Painter. Jest przewidywalny, niemal wszystkie akcje kończy w podobny sposób. Tylko, że choć wszyscy wiedzą co chce zrobić, trudno go powstrzymać. Problem Trefla dziś to rzucający. Willie Kemp ma skłonność do kreowania głównie siebie. Michał Michalak podejmował w Toruniu złe decyzje i zupełnie zatracił talent do rzutów z dystansu.

 

Brandon Brown podczas meczu Energa Czarni Słupsk -  Anwil Włocławek (83-73) Brandon Brown podczas meczu Energa Czarni Słupsk - Anwil Włocławek (83-73) MIKOŁAJ KURAS

Anwil Włocławek

 

Niespodziewanie najsłabszy zespół memoriału. 26-punktowa porażka z Polskim Cukrem wcale nie oznacza jednak, że podobnie będzie 3. października - już w pierwszym meczu ligi. Po włocławianach najbardziej było widać, jak bardzo są zmęczeni treningami siłowymi. Brandon Brown sapał jak lokomotywa już po dziewięciu minutach gry, Arvidas Eitutavicius również miał problemy z kondycją.
Pozytywy? Brown - i to nawet mimo tego, że popełnia sporo strat. Bierze na siebie niemałe ryzyko, chętnie gra jeden na jednego, by zdobyć przewagę i oddać piłkę. Okazuje się najlepszym podającym w drużynie. Jest wszędzie: od obwodu po sam kosz. Jeśli odzyska świeżość, jest w stanie zostać kluczowym zawodnikiem włocławian.
Więcej jest problemów. Gdzieś w cieniu drużyny jest Chase Simon. Ma spory potencjał, ale wyraźnie nie może się przebić w drużynie lub też taktyka gry nie umożliwia wyeksponowanie jego walorów w ofensywie. Simon mentalnie nie jest typem gracza, który będzie na siłę prezentował to co potrafi - jeśli zespół lub trener go nie uaktywnią, pozostanie bezbarwny.
Rozczarowaniem w Toruniu był też Mikołaj Witliński, który - w założeniach klubu - ma już pełnić znaczącą rolę w tym sezonie w podkoszowej rotacji. W ataku punkty zdobywał głównie dzięki nieźle ułożonemu rzutowi z dystansu, ale unikał starć bliżej kosza. W obronie miał spore problemy - to źle wróży grze włocławian, bo duet Brown-Seid Hajrić jest za niski na większość par w lidze.

Niespodziewanie najsłabszy zespół memoriału. 26-punktowa porażka z Polskim Cukrem wcale nie oznacza jednak, że podobnie będzie 3. października - już w pierwszym meczu ligi. Po włocławianach najbardziej było widać, jak bardzo są zmęczeni treningami siłowymi. Brandon Brown sapał jak lokomotywa już po dziewięciu minutach gry, Arvidas Eitutavicius również miał problemy z kondycją. Pozytywy? Brown - i to nawet mimo tego, że popełnia sporo strat. Bierze na siebie niemałe ryzyko, chętnie gra jeden na jednego, by zdobyć przewagę i oddać piłkę. Okazuje się najlepszym podającym w drużynie. Jest wszędzie: od obwodu po sam kosz. Jeśli odzyska świeżość, jest w stanie zostać kluczowym zawodnikiem włocławian. Więcej jest problemów. Gdzieś w cieniu drużyny jest Chase Simon. Ma spory potencjał, ale wyraźnie nie może się przebić w drużynie lub też taktyka gry nie umożliwia wyeksponowanie jego walorów w ofensywie. Simon mentalnie nie jest typem gracza, który będzie na siłę prezentował to co potrafi - jeśli zespół lub trener go nie uaktywnią, pozostanie bezbarwny. Rozczarowaniem w Toruniu był też Mikołaj Witliński, który - w założeniach klubu - ma już pełnić znaczącą rolę w tym sezonie w podkoszowej rotacji. W ataku punkty zdobywał głównie dzięki nieźle ułożonemu rzutowi z dystansu, ale unikał starć bliżej kosza. W obronie miał spore problemy - to źle wróży grze włocławian, bo duet Brown-Seid Hajrić jest za niski na większość par w lidze.