Sport.pl

Pięć powodów, dla których Anwil może ekscytować się transferem Łapety

Kontrakt na miarę finału Tauron Basket Ligi?

Powód 1. Gdzie jest granica rozwoju?

Transfer Adama Łapety ze Stelmetu Zielona Góra do Anwilu budzi we Włocławku spory entuzjazm, ale nie bez powodu. Z kilku powodów to decyzja, która znacznie powiększa szanse zespołu Miliji Bogicevicia na finał TBL.

Łapeta jest w ligowym światku traktowany już jako niemalże weteran TBL, ale trzeba pamiętać, iż ma ledwie 24 lata. Ciut za dużo, by - tak jak komentatorzy TVP przez kolejne sezony traktowali Filipa Dylewicza - uznać go za niezmiennie młody talent polskiej koszykówki. Ale też za mało, by uznać, iż Łapeta osiągnął już swoją granicę rozwoju.
Do Prokomu Trefla Sopot trafił ze względu na swoje 217 - choć gdzieniegdzie pojawiają się wersje o 219 - cm wzrostu. W 2004 r. Prokom Software, ówczesny sponsor nadmorskiego klubu, wraz z prezydentem miasta Jackiem Karnowskim rozdzielali stypendia dla - jak to wtedy określono - najzdolniejszych miłośników koszykówki. Kwota: 2 tys. zł miesięcznie. Dostało je siedem osób - z dzisiejszej perspektywy anonimowych. Karierę zrobił tylko Łapeta.
Jaki jest po niemal dekadzie? Minęły czasy, gdy był tylko wysoką tyczką ustawianą pod tablicą by odstraszać rywali. Trudno nazwać Łapetę mistrzem mobilności i giętkości, ale trudno nie docenić, jak wiele się przez kilka lat zmienił. Najpierw znacznie przybrał na wadze, wzmocnił się fizycznie. Później część ze zbędnych kilogramów zgubił. Dziś Łapeta ciągle przerasta rywali o głowę albo i dwie, ale w przeciwieństwie choćby do innej nadziei polskiej koszykówki, 220-centymetrowego Janusza Mysłowieckiego o którym słuch zaginął, fizycznie jest dobrze przygotowany do walki pod koszami.
Ma mankamenty: nie gra w ataku tyłem do kosza, nie grozi rzutem z półdystansu, raczej nie kreuje sobie pozycji rzutowych. Jednak nie on w Anwilu ma się na to decydować.

 

Powód 2. Różnorodność po włocławsku

Anwil ma po transferze Łapety podkoszowe zestawienie idealne: pięciu graczy, przy czym każdy z nich jest inny. Brak tu kopii, nie ma również dublowania umiejętności.
Łapeta nie da drużynie punktów spod kosza po indywidualnych akcjach w polu trzech sekund, ale za to świetny pod tym względem jest silny i dobrze wykonujący manewry centra Seid Hajrić (na zdjęciu). Dwóch środkowych włocławian to teraz duet sprzeczności. Jeden jest wysoki, drugi - stosunkowo niski. Pierwszy raczej defensywny, drugi - ofensywny. Pierwszy sprawdzi się w koszykówce statycznej, bardziej pozycyjnej, drugi - w kontrach. Na dodatek podobne przeciwieństwa Anwil ma teraz na pozycji wysokiego skrzydłowego, gdzie Ruben Boykin to odwrotność Nikoli Jovanovicia. Wszystko okrasza w rotacji Mateusz Bartosz - przydatny w roli kilkuminutowego walczaka z konkretnym zadaniem na parkiecie.

Krzysztof Szubarga Krzysztof Szubarga Fot. Ma3gorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Powód 3. Łapeta a rozgrywający

Naiwnością byłoby oczekiwać od Łapety tego, że gdy dostanie piłkę, spróbuje kilkoma piwotami zgrabnie oszukać kilku przeciwników. Nic z tego. Nie ta koordynacja, nie to panowanie nad piłką, jakim charakteryzuje się chociażby Hajrić. Za to Łapeta nieoceniony będzie przy akcjach dwójkowych. Świetnie stawia zasłony, zasłania sobą pół świata, co daje ogromne możliwości rozgrywającym. I nie tylko im - co nieraz przy pick?n?rollach pokazywał kiedyś wspólnie z Qyntelem Woodsem. To koszykarska woda na młyn dla Krzysztofa Szubargi (na zdjęciu), który najchętniej każdą swoją akcję zaczynałby od mocnej zasłony, po której może wbić się pod kosz. Okazji do tego, by oddawać piłki Łapecie pod samym koszem będzie miał mnóstwo. A były center klubów z Sopotu i Gdyni już - w przeciwieństwie do początków kariery - się nie patyczkuje. Przed laty można było jeszcze spróbować wypchnąć go spod kosza, bo brakowało mu kilogramów. Dziś, i to w lidze gdzie bardzo wysokich graczy jest już na lekarstwo, dobre podanie do Łapety oznaczać będzie punkty lub faule. A akurat Szubarga owe podania zapewni - zalicza najlepszy i najmądrzejszy sezon od początku kariery.

Powód 4. Determinacja po pożegnaniu

W sieci aż huczy od spekulacji, jak wysoki był kontrakt Łapety w Zielonej Górze - a ponoć był całkowicie oderwany od polskich realiów. We Włocławku tyle z pewnością nie zarobi, bo Anwil stawia na ostre oszczędności - co wcale nie odbija się teraz na jakości zespołu. Teoretycznie mógłby Łapeta uprzeć się, by zarobić więcej i przesiedzieć cały sezon w Stelmecie na ławce rezerwowych. Postawił na minuty na parkiecie za mniejsze pieniądze. Wie, że jego wartość na rynku spadła i ma niewiele czasu na to, by notowania poprawić. Ciągle ma szanse na lukratywny kontrakt za granicą, ale do tego niezbędny jest dobry, okraszony solidnymi statystykami, sezon w Polsce - i to w mocnej, walczącej o mistrzostwo drużynie. Jeśli Łapeta nie ma zamiaru ugrzęznąć w przeciętności, musi w Anwilu harować jak w najlepszych latach.

Powód 5. Centymetry historyczne

Nigdy we Włocławku nie było tak wysokiego gracza jak Łapeta. Bywali centrzy specyficzni. Henryk Wardach mógłby za pewne z powodzeniem ciągnąć ciężarówki, Charles Claxton swoją posturą w 1996 r. wywołał pomruk zdziwienia w starej hali OSiR, niczym ochroniarz wyglądał Miladin Mutavdzić. 215 cm i ręce jak bochny chleba miał Aleksander Koul. Nikt jednak nie był aż tak wysoki jak Łapeta. Luis Scola, spryciarz podkoszowy jakich mało, w lipcu 2008 r. po sparingu Polski i Argentyny oraz potężnym bloku ze strony Łapety mówił, iż ta akcja będzie mu się teraz śniła po nocach. Na to liczy teraz też Anwil.