Polski Cukier/ SIDEn zadziwia I ligę. Jak pokonał dwa razy Śląsk?

To, że wrocławianie nie wygrali w Toruniu ani razu to sensacja.
Polski Cukier/ SIDEn po dwóch meczach w Toruniu doprowadził w półfinałowej rywalizacji ze Śląskiem Wrocław do remisu 2:2. Remisu sensacyjnego, bo trudno było spodziewać się, by klub ze stolicy Dolnego Śląska - szczególnie po spotkaniu nr 2 zakończonym pogromem rywali - nie wygrał na Pomorzu ani razu.

Nie wygrał, bo Polski Cukier/ SIDEn dość niespodziewanie zaczął w końcówce tego sezonu grać porywająco - i w ataku, i w obronie.

Trener Grzegorz Sowiński często wspomina o pracy kolektywu, jednak trudno nie zauważyć, jak wiele dla PC/ SIDEn w meczach ze Śląskiem znaczyły indywidualne możliwości poszczególnych graczy.

Torunianom świetnie udało się ograniczanie swobody lidera Śląska Pawła Kikowskiego. Sowiński namawiał swoich graczy, by "tworzyli przeciwko niemu mur". I rzeczywiście w Toruniu go tworzyli - na tyle szczelnie, że coraz bardziej sfrustrowany niemocą Kikowski chwilami decydował się na akcje wręcz szalone - rzuty przez ręce, z nieprzygotowanych pozycji, oddawane tak, jakby chciał się szybko pozbyć piłki. Gracze pilnujący Kikowskiego - choćby Jacek Jarecki - wkładali w to mnóstwo energii, co później przekładało się na grę w ataku, ale nacisk defensywny się opłacił. Gdy udaje się ograniczać możliwości najlepszego zawodnika I ligi, Śląsk jest wybijany z rytmu. Nie widać w pomysłach taktycznych trenera Tomasza Jankowskiego czegokolwiek, co mogłoby stanowić alternatywę.

Takiego problemu nie miał w weekend PC/ SIDEn. W jego przypadku mnogość rozwiązań mogła robić wrażenie. Świetnie na tle rozgrywających rywali wyglądał Łukasz Żytko - z jednej strony bardzo skuteczny w ataku, z drugiej w dziecinny wręcz sposób odbierający piłki niskim graczom Śląska. Na dobre PC/ SIDEn wyszła nawet kontuzja niegrającego ostatnio Karola Szpyrki. Zmiennikiem Żytki na pozycji rozgrywającego zostać musiał Sławomir Sikora - cichy bohater obu zwycięstw nad Śląskiem. W niedzielę grał ledwie 14 minut, ale zdążył zdobyć w tym czasie 11 punktów i mieć po 5 zbiórek i asyst - a wszystko bez choćby jednej straty.

Nie widać też przewagi Śląska pod tablicami. To miał być spory atut wrocławian, ale - przynajmniej w Toruniu - był nim tylko w teorii. Sprytnie swoją siłę i chęć do gry fizycznej wykorzystuje Łukasz Diduszko, ale ci, którzy mieli dawać Śląskowi najwięcej - zawodzą. Krzysztof Sulima, Radosław Hyży i Michał Gabiński przydają się do walki pod tablicami, ale w ataku robią niewiele. Na ich tle Wojciech Barycz - chętnie pozdrawiający po udanych akcjach ekipę z Wrocławia - jest wulkanem energii.

5. decydujący mecz o awans do finału I ligi w środę we Wrocławiu. Faworytem - mimo słabej gry w Toruniu - ciągle pozostaje Śląsk. Wrocławianie są jednak pod presją. Akurat oni do finału awansować muszą. Torunianie - jedynie mogą. I to teraz ich największa przewaga nad rywalami.

Kto wygra piąty mecz o finał I ligi koszykarzy?