Sport.pl

Leo Messi w debiucie w Polsce nie zachwycił. Energa miała magiczny bidon

Tina Charles, najlepsza zawodniczka świata, zadebiutowała w sobotę w polskiej lidze. Jej Wisła pokonała Energę Toruń.
Charles, gwiazda amerykańskiej ligi WNBA, w której uznano ją za MVP rozgrywek, zaliczyła debiut w drużynie Wisły Can-Pack Kraków. Ta bez większych problemów wygrała w Toruniu z Energą, która nie miała z krakowiankami żadnych szans. Wisła już po 20 minutach prowadziła aż 20:46.

Lepiej spotkanie rozpoczęły koszykarki Wisły Can-Pack, które szybko uzyskały kilkupunktowe prowadzenie. Jednak w 2. min gospodynie dzięki trafieniom Pauliny Misiek doprowadziły do wyniku 9:10. Od tego momentu torunianki grały niczym sparaliżowane. - Cały tydzień pracowaliśmy nad tym, aby nie przestraszyć się przeciwnika. Mieliśmy rozpracowane zagrywki krakowianek i nic nie zapowiadało takiej niemocy. Graliśmy fatalnie - stwierdził po meczu trener torunianek Elmedin Omanić. W ciągu 75 sekund mistrzynie Polski zdobyły 11 punktów, podczas gdy Energa ani jednego - było 9:21 dla Wisły Can-Pack. Już do końca pierwszej kwarty wydarzenia na parkiecie kontrolowały krakowianki, które bez większego trudu wypracowały sobie 15 punktów przewagi.

Na pierwszy plan wyrosła gra Charles. 23-letnia środkowa była już 1. numerem draftu do WNBA, najlepszą debiutantką tej ligi, bije rekordy zbiórek i punktów. Została wybrana na najlepszą koszykarkę WNBA w sezonie 2012. W Toruniu zaczęła mecz jako rezerwowa, ale w sumie na parkiecie była przez ponad 20 minut. Miała problemy ze zrozumieniem taktyki Wisły, trafiła tylko 4 z 13 rzutów z gry, ale imponowała wszechstronnością (6 zbiórek, 4 asysty, 2 bloki) i sprytem. Statystycznie lepiej od megagwiazdy WNBA zaprezentowała się polska podkoszowa Martyna Koc. Koszykarka Energi miała w meczu 21 punktów (8/14 z gry) i 8 zbiórek. - Dopiero co jestem w Polsce. Trener dał mi szansę trochę pograć, ale potrzebuję czasu, aby dojść do optymalnej formy. W tym meczu nie byłam mocnym punktem naszej drużyny - powiedziała po spotkaniu Charles.

- Przeciwnik potraktował nas bardzo poważnie. Tina Charles, która dopiero co przyleciała do Polski, przyjechała do Torunia własnym samochodem, aby zdążyć na mecz - powiedział trener Energi Elmedin Omanić.

Trener Omanić jeszcze przed meczem z Wisłą wychwalał Charles, określając ją m.in. jako Leo Messiego kobiecej koszykówki. Według tego szkoleniowca Amerykanka miesięcznie zarabia więcej niż w tym samym okresie wszystkie zawodniczki Energi.

Jak grała Charles w sobotę? Zapraszamy do galerii zdjęć serwisu torun.sport.pl.

Druga część meczu rozpoczęła się od małego zrywu gospodyń, które po skutecznych akcjach doprowadziły do wyniku 18:27. Ale to było wszystko, na co stać było przed przerwą torunianki. Mistrzynie Polski następne pięć minut wygrały 19:2 i to był nokaut. Nie do zatrzymania były Anke de Mondt i Petra Stampalija, które z łatwością dziurawiły kosz Energi. Gdyby nie słaba gra Charles, prowadzenie Wisły Can-Pack byłoby znacznie wyższe niż 46:20.

- W przerwie nasz masażysta Piotr Kacprowicz dolał magicznego płynu do bidonu zawodniczkom - mówił ze śmiechem po meczu Omanić, tłumacząc metamorfozę swoich podopiecznych. Chyba nikt z fanów w hali przy ul. Grunwaldzkiej nie przypuszczał, że w tym meczu będą jeszcze emocje. Jednak z każdą kolejną minutą torunianki mozolnie odrabiały straty. Świetnie zaczęła grać Martyna Koc, która w trzeciej kwarcie sama zdobyła 13 punktów. Do dopingu poderwali się senni do tej pory kibice, którzy zaczęli żywiołowo dopingować gospodynie. W ciągu 10 minut koszykarki Energi zdołały odrobić aż 14 punktów do rywalek. Trener Wisły Can-Pack Jose Hernandez co chwilę wściekał się przy linii bocznej, patrząc na bezradność swoich gwiazd w starciu z toruniankami.

Czwarta kwarta to ponownie świetna gra Energi. Ciężar gry wzięła na siebie Michael, która z łatwością ogrywała rywalki pod koszem Wisły Can-Pack. Szaleńczy pościg gospodyń trwał. W 33. min było już tylko 62:75 dla mistrzyń Polski. Kiedy po chwili do kosza trafiła Adrianne Ross, przewaga krakowianek zmalała do zaledwie pięciu punktów. Kibice oszaleli i cała hala niemal zerwała się do ogłuszającego dopingu. Na chwilę uciszył go celny rzut z dystansu Pauliny Pawlak. Na trzy minuty przed końcowym gwizdkiem trafiła Koc i znów było tylko 65:70 dla rywalek. Gospodynie miały szanse całkowicie odrobić straty, ale fatalnie pudłowały, rzucając za trzy punkty. W całym meczu na 16 prób torunianki nie trafiły ani razu i ten element zadecydował o późniejszej porażce. - Na przedmeczowym treningu wszystko wyglądało świetnie. "Szpila" - czyli Emilia Tłumak - trafiała ze skutecznością 80 procent. Niestety, w trakcie pojedynku coś się zacięło - żałował Omanić. Zawodniczki Wisły Can-Pack w tym elemencie prezentowały się znacznie lepiej i na 18 prób połowa znalazła drogę do kosza. Mistrz Polski wygrał ostatecznie 80:69, ale musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, aby odnieść siódme kolejne zwycięstwo w Ford Germaz Ekstraklasie. Pomimo porażki Energa utrzymała się na czwartym miejscu w tabeli.

Tego samego dnia inny toruński zespół, Polski Cukier/ SIDEn zaliczył koszmarny mecz w I lidze mężczyzn .



Wynik meczu

Energa Toruń - Wisła Can-Pack Kraków 69:80

Kwarty: 11:26, 9:20, 26:12, 23:22

Energa: Michael 20, Misiek 10, Ross 9, Idczak 6, Tłumak 0 oraz Koc 21, Cvetanovic 2, Ratajczak 1, Płonka 0, Bell 0

Wisła Can-Pack: De Mondt 14 (4), Stampalija 14, Żurowska 12, Pawlak 11 (2), Krężel 9 (2) oraz Charles 13, Ouvina 5 (1), Horti 2, Czarnecka 0

Więcej o: