Sullivan nie pojedzie w rewanżu. Tajny plan Kryjoma

W niedzielę w Częstochowie zostanie rozegrany rewanżowy półfinałowy pojedynek w Enea Ekstralidze pomiędzy miejscowym Dospelem Włókniarzem a Unibaksem. Torunianie w pierwszym meczu pokonali rywali 49:41 i aby awansować do finału, mogą przegrać co najwyżej różnicą siedmiu punktów


Rozmowa ze Sławomirem Kryjomem, menedżerem żużlowców Unibaksu



Filip Łazowy: Przed zespołem Unibaksu trudne trzy dni. To będą nerwowe godziny przed rewanżem w Częstochowie, który zaplanowany jest na niedzielę 8 września...

Sławomir Kryjom: Moja rola polega na tym, aby te dni właśnie nie były nerwowe. Zawodnicy muszą podejść do meczu rewanżowego bardzo skoncentrowani, ale nie naładowani emocjami. Dlatego studzimy nastroje i w spokoju czekamy do pojedynku rewanżowego. Najłatwiej mają juniorzy, których czeka dużo jazdy do tego czasu. We wtorek odbył się w Toruniu finał Ligi Juniorów, w której zwyciężył Paweł Przedpełski. Przed nami jeszcze kilka zawodów dla młodzieżowców. W środę na torze w Częstochowie rozegrany zostanie finał MDMP. W sobotę z kolei w Tarnowie odbędzie się też finał Indywidualnych Mistrzostw Polski Juniorów. Tomasz Gollob i Darcy Ward tego samego dnia wystąpią w zawodach Grand Prix w słoweńskim Krsko. Dlatego też mamy zaplanowany jeden trening w piątek na Motoarenie. Więcej wolnego czasu po prostu nie mamy.

W niedzielę pod Jasną Górą Unibax pojedzie bez Ryana Sullivana, a w składzie znajdzie się Chris Holder, za którego zastosowane będzie zastępstwo zawodnika?

- Tak. Mogę to już potwierdzić. We wtorek wieczorem rozmawiałem z Ryanem osobiście i przekazałem mu tę informację. Przyjął to ze zrozumieniem, bo dla niego dobro zespołu jest najważniejsze. Poinformowałem też zarząd o tej decyzji. Dlatego też pojedziemy z tzw. zz, czyli zastępstwem zawodnika za Holdera. Czterech zawodników będzie jechało o jeden bieg więcej.

To sprawia, że ma pan możliwość wyboru drugiego juniora pomiędzy Kamilem a Emilem Pulczyńskim?

- To prawda. Kiedy w składzie był Sullivan, to wyboru nie miałem. Ze względu na wysoki KSM, czyli kalkulowaną średnią meczową, mógł jechać tylko Kamil. Teraz mogę postawić także na jego brata. Ale decyzji o tym, kto pojedzie w niedzielę w Częstochowie, jeszcze nie podjąłem. Czekam na finał Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów, które odbędą się w środę pod Jasną Górą. Wtedy będę wiedział, na kogo postawić.

Kamil Brzozowski po upadku w Toruniu doszedł już do siebie?

- Zawodnik przechodzi intensywną rehabilitację. Jednak to twardy chłopak i nie ma takiej możliwości, aby zabrakło go w rewanżu. Ma jeszcze kilka dni, aby wrócić do pełni sił, i na pewno będzie gotowy do jazdy.

Zeszły już emocje po dramatycznym pierwszym meczu w Toruniu? Goście cały czas mają wielkie pretensje do arbitra za dwie krzywdzące ich zdaniem decyzje...

- Dla nas to już przeszłość. Emocje już zeszły dawno. O tym meczu już nie myślimy. Dla nas liczy się rewanż i to, aby obronić zaliczkę ośmiu punktów w Częstochowie. Rywalom radzę, aby zwrócili uwagę, że mecz toczy się od pierwszego, a nie drugiego biegu. Ostrej jazdy swojego zawodnika nie chcą chyba widzieć. Ale jak wspomniałem - dla nas to spotkanie jest historią.

Po pojedynku na Motoarenie trener Dospelu Włókniarza skakał z radości tak, jakby jego zespół zwyciężył. W 1996 roku sytuacja była niemal odwrotna...

- Doskonale to pamiętam. Pod Jasną Górą Apator przegrał z Włókniarzem 40:50, ale wszyscy byli święcie przekonani, że z łatwością odrobią tę stratę i zdobędą złoto. Okazało się, że torunianie ledwo wygrali 46:44 i musieli pogodzić się z porażką w dwumeczu. Takich sytuacji było więcej. Dlatego głęboko wierzę, że radość rywali jest przedwczesna. Musimy od pierwszych biegów trafić z przełożeniami i utrzymywać korzystny dla nas wynik. Wtedy częstochowianie będę się denerwować, że nie idzie nic po ich myśli. O to nam chodzi.

Czy będzie z drużyną ktoś, kto pomoże na miejscu w rozszyfrowaniu częstochowskiego toru?

- Następne pytanie poproszę. Tego planu zdradzić nie mogę.

Czuje pan wsparcie całego Torunia?

- Tak. To było widać na meczu, a także już nawet później. Pełne trybuny kibiców, którzy nie żałowali gardeł, aby nam tylko pomóc. Po spotkaniu słyszeliśmy tylko głosy, że wielu kibiców, nie tylko tych, którzy byli na Motoarenie, trzyma za nas kciuki. Byłoby to coś wspaniałego awansować do finału i pojechać o złoto. Zawodnicy na pewno zrobią wszystko, co w ich mocy. Za wsparcie fanów bardzo dziękujemy i prosimy o jeszcze.