Unibax kontra jego żużlowcy. Ich prawnik: - To jest pozbawione sensu

Około 300 tysięcy złotych - takiej kwoty niespodziewanie żąda od swoich trzech żużlowców toruński Unibax. Oczekuje zwrotu za ich gorsze wyniki w porównaniu do 2011 r. Prawnik reprezentujący Adriana Miedzińskiego i Ryana Sullivana: - To pozbawione i sensu, i racjonalności.
W umowach Unibaksu z żużlowcami są rzeczywiście zapisy o możliwym zwrocie pieniędzy?

Wiktor Cajsel*: Klubowi wydaje się, że tak. Jednak jeśli wczytamy się w kontrakty, nie ma podstawy prawnej do ściągania pieniędzy, kwot wypłaconych już wcześniej. Klub przyjął dziwną koncepcję, iż jeśli w 2012 r. zawodnik obniżył swoją pozycję w rankingu w stosunku do 2011, to z pieniędzy wypłaconych w 2012 może "obciąć" odpowiednią sumę wyrażoną w procentach. A w kontraktach jest mowa że, jeżeli zawodnik w 2012 r. obniży swoją pozycję w stosunku do 2011, to z wynagrodzenia na sezon 2013 będzie mógł mieć obniżone stawki. Czyli - jeżeli ktoś obniży o 10 proc. liczbę punktów, będzie mógł mieć całą kwotę odpowiednio zmniejszoną w 2013 r. I to jest mechanizm, który dopinguje zawodników. Jeśli chcą zarobić tyle, ile w ub. roku, muszą teraz zdobyć owe 10 proc. więcej punktów. To jest korzystne - i dla klubu, i dla zawodników. Natomiast obcięcie pieniędzy, potrącenie kwoty z puli wypłaconej już w 2012 r. może spowodować tylko demotywację, może pozbawić zawodników np. pieniędzy potrzebnych im na niezbędne przygotowanie do nowego sezonu. Jest to więc pozbawione i sensu, i racjonalności.

Czy Unibax podaje precyzyjną datę, do kiedy pieniądze miałyby zostać wpłacone na jego konto? Jeśli np. jeszcze przed startem ligi, ok. 200 tys. zł, jakie oddać ma Miedziński, znacznie wpływa na jego możliwości przygotowania do nowego sezonu.

- Nie, przepis ogólnie mówi, że klub może podnieść lub obniżyć kontrakt. Ale np. Chris Holder podwyższył swoją pozycję w rankingu, jednak wątpię, by klub dał mu za to więcej.

Według nieoficjalnych informacji zarobi teraz więcej - o ok. 5 proc.

- Zobaczymy. Pożyjemy, zobaczymy. Oby tak było. Ale czy Unibax wypłaci mu 5 proc. z kwot zarobionych w 2012 r., czy podniesie mu stawkę na sezon 2013?

Czy to, co aktualnie robi Unibax, jest czymś całkowicie nowym w polskim żużlu?

- Nie było dotychczas niczego podobnego. To nowa rzecz. Podobnie nową, dziwną rzeczą są ubezpieczenia ustalane przez żużlową Ekstraligę. Generalnie, gdy się w nie wczytamy, zawodnik musi opłacić ubezpieczenie, które de facto jest ubezpieczeniem klubu. W sytuacji kontuzji ma potrącone 5 proc. wynagrodzenia. Jednak wcale nie ma gwarancji, że ubezpieczyciel zwróci mu te 5 proc. Jest np. mowa o tym, że ubezpieczyciel nie wypłaci ubezpieczenia w sytuacji, w której dojdzie do odnowienia kontuzji. A wiadomo przecież, że mało który żużlowiec nigdy nie miał poważniejszego upadku, a jego wszystkie kości były nienaruszone. Brak w tym logiki, sensu i ochrony zawodników.

* Wiktor Cajsel - w sporze żużlowców z Unibaksem reprezentuje Adriana Miedzińskiego oraz Ryana Sullivana



Spory spór o pieniądze

Ten ostry spór prawny toczy się o niemałe pieniądze. Unibax, opierając się na zapisach sprzed dwóch lat uważa, że może domagać się zwrotu pieniędzy od zawodników, jeśli ich pozycje w rankingu będą niższe w porównaniu do poprzedniego. Na takie rozwiązanie decyduje się tylko klub w Toruniu. Unibax już zażądał od żużlowców pieniędzy. Adrian Miedziński miałby zapłacić ok. 200 tys. zł. Ryan Sullivan - niemal 90 tys. Najmniejszy dług ma według Unibaksu Darcy Ward. To ok. 50 tys. zł. Żużlowcy na zwrot pieniędzy się nie zgodzili - odesłali swój sprzeciw do Unibaksu. Jeśli teraz klub i zawodnicy nie dojdą do porozumienia, ich spór będzie musiał rozstrzygnąć Polski Związek Motorowy.