Sport.pl

Krzyżacy - śpiewacie: "Apator, tylko zwycięstwo". Dlaczego nie chcecie Golloba? [LIST]

Oto bardzo ciekawy głos w dyskusji o Gollobie w Toruniu.
Do torun.sport.pl piszecie od kilku dni listy "za" i przeciw" ewentualnemu kontraktowi Tomasza Golloba w toruńskim Unibaksie. Żużlowiec podzielił kibiców - w naszym sondażu, ponad 2 tys. osób chce go w zespole , a drugie tyle się na to nie zgadza. Pojawiają się propozycje, by powstała akcja "Nie dla Ryana Sullivana" - Australijczyk w przeszłości też reprezentował Polonię Bydgoszcz.

O podziale Torunia pisze w liście do redakcji kibic, który przedstawia się jako Przemysław. Oto jego list.



Od kilku dni środowisko żużlowe w Toruniu elektryzuje fakt ewentualnego kontraktu Tomasza Golloba w naszym klubie. Na forach internetowych stron sportowych kibice prześcigają się w komentarzach na ten temat, dotyczy to również stron lokalnych gazet, które informują o koncepcjach toruńskiej drużyny na sezon 2013 . Mnie najbardziej zadziwił w tym wszystkim wyraźny podział wśród kibiców. Wydawać by się mogło, że Toruń - niegdyś słynący z wielu utalentowanych wychowanków sztuki żużlowej - ma za sobą licznych kibiców, którzy mimo zmieniających się czasów, a tym samym żużla, zawsze będą optować za drużyną złożoną właśnie z takich zawodników.

To podejście wyraziście i szumnie prezentuje się w komentarzach kibicowskich pod artykułami o możliwym Gollobie w Toruniu. Stwierdzenia typu "Gollob w Toruniu = nie pójdę na stadion", "Nie dla tyfusa", "Jak Gollob tu przyjdzie, to pierwszy raz od 20 lat nie kupię karnetu" nie są rzadkością.

Okazuje się jednak, że zaraz pod takimi stwierdzeniami czytamy: "Tomek zapraszamy do nas", "Gollob = pełen stadion", "Z Gollobem możemy powalczyć o mistrza" itp.

Jakich więc kibiców jest w Toruniu więcej? Czego ci kibice chcieliby od Unibaxu? Zapewne nie uda się precyzyjnie odpowiedzieć na takie pytania, ale można spróbować spojrzeć na tę elektryzującą sprawę z punktu widzenia kibica, który mając 10 lat, pojawił się na derbach w roku 1990.

Mówię o tym, bo to oznacza, że zdążyłem jeszcze wychować się na "żużlu tradycyjnym", na Apatorze Elektrimie, DGG i Netii. Zaznałem czasów wielkiej wojny bydgosko-toruńskiej, przebijania opon samochodów z Bydgoszczy, rysowania im lakieru, a jako mieszkaniec jednej z podtoruńskich wsi nieraz zostałem przez swoich kibiców obrzucony kamieniami, bo ze stadionu wracałem autobusem jadącym w stronę Bydgoszczy.

Wreszcie derby z Bydgoszczą. Za każdym razem miejsce na prostej, cały mecz stojąc i śpiewając, a kiedy Tomek Gollob wyjeżdżał na próbę toru, wraz z kibicami z sektora obrzucałem go inwektywami, o których dziś wstyd pomyśleć. A nasz skład z tamtych czasów? W zasadzie gdyby rozmawiać o nim w szerszym gronie, to okazałoby się, że to byli wówczas nasi znajomi i sąsiedzi, z ulicy, z wioski dalej. Jaguś, Bajerski, Krzyżaniak. Ale to już było, i nie wróci więcej, jak mówią słowa piosenki Maryli Rodowicz.

Przez te wszystkie lata które upłynęły, zmieniło się moje spojrzenie na żużel i sposób kibicowania, ale przede wszystkim zmienił się sam żużel. Czy to się komuś podoba czy nie.

Dziś wszędzie oczekuje się wyników, dobrych wyników, nie owijajmy w bawełnę, najlepszych wyników. W szkole, w pracy i w klubie żużlowym. Przychodzimy na stadiony i chcemy oglądać zwycięstwa. "Krzyżacy" z pierwszego piętra Motoareny śpiewają przecież "Tylko zwycięstwo, Apator tylko zwycięstwo". Znamy to. Mógłbym zapytać, więc kim chcemy zwyciężać? Braćmi Pulczyńskimi? Karolem Ząbikiem, któremu bardzo kibicowałem, ale niestety nie udało mu się "odrodzić". Chcemy zwyciężać naszym wychowankiem Adrianem Miedzińskim, który w zasadzie od dwóch sezonów stanął w rozwoju, a sam ocenił siebie w minionym sezonie ledwo na trójkę. To do niego było najwięcej pretensji. Nawet nie o to, że nie aspiruje na lidera drużyny, ale że nie stanowi nawet solidnej "drugiej linii". 

Teraz, kiedy niby podjęto zaawansowane rozmowy z Tomaszem Gollobem, którego występy na Motoarenie są wręcz genialne, odzywają się głosy, że to ikona Bydgoszczy. Że to tyfus, że to zniewaga dla kibiców, tych prawdziwych kibiców. Ja też jestem prawdziwym kibicem i wcale tego tak nie oceniam. Staram się widzieć i widzę jako ten wychowany na "tradycyjnym żużlu" kibic, dwie strony medalu. Z jednej są zwycięstwa, absolutnie oczekiwane przez publiczność, których w tym sezonie niestety zabrakło. Z drugiej strony są starania klubu, działania, zmierzające aby te zwycięstwa, nam wszystkim ta drużyna przywoziła. Jak się okazuje do tego nie wystarczą tylko utalentowani wychowankowie. 

Tomek Gollob, ikona Polonii, w Unibaxie? A co mięli powiedzieć bydgoscy kibice, kiedy w tym klubie zaczął jeździć Robert Sawina, Mirek Kowalik, Jacek Krzyżaniak, którego już samo nazwisko wskazuje, do jakiego klubu powinien on należeć na zawsze. Czy to wtedy nie były toruńskie ikony żużla? Dziś zawodnikiem Polonii jest Robert Kościecha, był nim również nasz wychowanek Tomek Chrzanowski. Kolejnym przykładem jest Zielona Góra, której prezes co sezon sprowadza do klubu zawodników gwarantujących wynik! Mimo to kibice nie "strzelają focha", tylko go wspierają, jeżdżą na wyjazdy, organizują liczne akcje. Ze stuprocentowych wychowanków został im się Dudek. O Tarnowie nie wspomnę. 

Mają rację ci, którzy twierdzą, że Gollob to już nie jest ten sam zawodnik co kilka lat temu. Fakty są takie, że na naszym torze, powtórzę się, jest genialny! Z nim w składzie nie byłoby wpadek z Falubazem i Tauronem, nie drżelibyśmy o wynik Włókniarza z Lesznem o wejście do play-off, a zremisowany półfinał mógłby być absolutnie zwycięski. 

Ciągłe odwoływanie się do tego kto i skąd pochodzi, gdzie zdobywał licencję, jakie barwy reprezentował, wśród żużlowców przeszło już dawno do historii. Drodzy kibice, dla nich nie ma to już naprawdę żadnego znaczenia!

Dziś utalentowany Maciej Janowski opuszcza swój macierzysty klub już jako junior! Bracia Pawliccy, również juniorzy, wędrują od klubu do klubu. Żużlowcy szukają pracy i godnego wynagrodzenia. Kluby szukają dobrych pracowników, dokładnie tak samo jak firmy, w których pracujemy, a każdy chciałby mieć jak najlepszych pracowników, takim niewątpliwie jest wciąż Tomasz Gollob. Przestańmy się więc obrażać i powracać do dawnych antagonizmów, bo to niczemu i nikomu nie służy. Żużel, ten żużel dzieje się dziś, tu i teraz, nie w roku 1990.

Pozdrawiam, Przemek.



Tutaj więcej listów czytelników torun.sport.pl .

Co jest najważniejsze dla kibiców toruńskiego żużla?
Więcej o: