Holder po horrorze na torze. Nie jest aż tak źle, jak się wcześniej wydawało

Chce być gotowy już na start Grand Prix w marcu.
To spora zmiana dla Chrisa Holdera. Australijczyk, mistrz świata i lider żużlowego Unibaksu Toruń, w Anglii przechodzi kolejne badania po tym, jak w meczu ligi brytyjskiej zaliczył najgorszy upadek w karierze. Holder, dotychczas raczej niemający problemów z kolizjami na torze, po groźnej kolizji doznał poważnych obrażeń: złamał kość piszczelową i żebro. Pojawiły się też obawy o jego więzadła w kolanie, które zostały naderwane.

Tak poważnych obrażeń Holder w trakcie swojej kariery jeszcze nie miał. Początkowo wydawało się, że urazy są na tyle skomplikowane, że potrzebne będą operacje, a jego przyszły sezon był zagrożony - przede wszystkim ze względu na problemy z kolanem.

Teraz według angielskich mediów Holder potwierdził, iż zabieg będzie niezbędny, jednak po horrorze - tak na Wyspach określa się jego wypadek - pojawia się coraz więcej optymizmu. Dotyczy to przede wszystkim kwestii więzadeł.

Po prześwietleniach wykonanych w szpitalu w Southampton okazało się, iż uraz nie jest tak poważny, jak wydawało się na początku. Według angielskich mediów Holder chce być gotowy do rywalizacji w mistrzostwach świata już w marcu, kiedy najlepsi żużlowcy globu zmierzą się w nowozelandzkim Auckland. Wcześniej w środowisku zawodników spekulowano, że na tor może wrócić dopiero późną wiosną.