Kto może wzmocnić Unibax? Jest zachwycający żużlowiec

To, że Unibax musi w kontekście przyszłego sezonu szukać wartościowego zawodnika drugiego planu, jest pewne. Można znaleźć żużlowców jeszcze mało znanych, ale intrygujących.
Propozycje te to teoria, swoiste "speedway fiction". Nie dlatego, że trudno przewidzieć kadrowe decyzje Unibaksu, ale ze względu na mglisty regulamin ligi żużlowej w przyszłym sezonie.

Ciekawych nazwisk można doszukać się wśród tych, którzy walczą o tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów. To swoista wojna polsko-duńska. I właśnie na Skandynawię warto zwrócić uwagę.

Wyłączając Michaela Jepsena Jensena, ciekawie zapowiadają się dwaj jego krajanie - Mikkel Bech Jensen oraz Mikkel Michelsen.

Pierwszy dopiero raczkuje w polskich realiach ligowych. W tym roku dwa razy reprezentował II-ligowy ROW Rybnik. Jednak uważany jest za talent sporego kalibru. Potwierdził to - tak, to nie błąd - w tegorocznym finale Drużynowego Pucharu Świata. Imponował spokojem, sporą dojrzałością w jeździe. Zdobył siedem punktów. A o tym, jak bardzo Duńczykom zależy na eksplozji jego talentu, świadczy to, że już w ubiegłym roku - jako zaledwie 17-latek! - zadebiutował w Grand Prix, otrzymując dziką kartę na zawody rozgrywane w Kopenhadze. Już teraz zainteresowanych jest nim kilka zespołów ekstraligowych.

Michelsen to rówieśnik Becha Jensena. I w nim również drzemią spore możliwości. Karierę zaczął robić wcześnie - i z sukcesami. W 2008 i 2009 r. zdobywał tytuł najlepszego żużlowca świata na minitorze. Rok później zdecydował się wejść w tryby poważniejszego żużla. I natychmiast stał się jednym z bardziej obiecujących zawodników młodego pokolenia. Niedawno wywalczył brązowy medal w finale indywidualnych mistrzostw Danii w kategorii juniorów. Przegrał jedynie z mistrzem - Jepsenem Jensenem oraz Niclasem Porsingiem, kolejny z młodych duńskich wilków. Ani ten drugi, ani Michelsen nie mieli dotąd okazji do startów w polskiej lidze.

A gdyby nie ograniczać się do rynku duńskiego? Jest ku temu pretekst. Władze światowego żużla planują "zainfekowanie" tą dyscypliną krajów dość egzotycznych. Może tam wyszukać perełkę, którą można szlifować w Toruniu?

Zachwycił mnie niedawno 24-letni Argentyńczyk z włoskim paszportem Nicolas Covatti. Kiedy oglądałem niedawne Grand Prix w Terenzano, patrzyłem na niego ze zdziwieniem. Oto zawodnik jeżdżący nieco już anachronicznie, ale bardzo widowiskowo. Pamiętacie symbol wygiętego na motocyklu żużlowca, który widniał na pierwszej stronie dawnego programu żużlowego? Podobny jest teraz na stronie tytułowej "Tygodnika Żużlowego". Możliwe, że Covatti nie gwarantowałby jakichkolwiek punktów, ale jego obecność w parku maszyn, a później na torze, dodałaby nieco kolorytu i świeżości na Motoarenie.

Zejdźmy jednak na ziemię.

Polska I liga to kilka ciekawych postaci. W Lubelskim Węglu/ KMŻ jest Dawid Stachyra. W kontekście Unibaksu wygląda ciekawie choćby od półfinału rozgrywek Złotego Kasku rozgrywanego na Motoarenie. 27-latek zajął wtedy na nim szóste miejsce. Zdobył dziewięć punktów. Niezły wynik, biorąc pod uwagę, że na tym stadionie startował dopiero drugi raz. Ciekawiej robi się, kiedy przeanalizuje się jego drogę do finału indywidualnych mistrzostw Polski. Dziewięć punktów zdobył w Krakowie, 12 - w półfinale w Pile. W finale znów miał dziewięć, co dało mu ósme miejsce.

Znany jest z zadziorności - prezentowanej w każdych zawodach, niezależnie od rangi. O tym, jak jest ambitny, świadczą wypowiedzi dotyczące własnego, domowego, lubelskiego toru. Narzeka w nich na jego specyfikę, której "nie może rozgryźć". Mimo to osiąga na nim w ligowych spotkaniach dobre wyniki. Trochę lepiej spisuje się na wyjazdach - ma średnią niespełna dwóch punktów na bieg - co czyni z niego ósmego zawodnika I ligi, a zarazem drugiego wśród Polaków.

Trzeba jednocześnie pamiętać o tym, jak trudno zawodnikom I-ligowym wejść na dobry poziom w ekstralidze. Ostatnio takich przypadków było sporo - z nadzieją łotewskiego żużla Maksimem Bogdanowem na czele. Sprawa młodych, nieopierzonych żużlowców jest jeszcze bardziej złożona. Wymagania Enea Ekstraligi mogą okazać się zbyt wysokie dla nawet najlepiej rokujących zagranicznych juniorów. Jednak przykład Jepsena Jensena pokazuje, że warto cierpliwie czekać na wybuch talentu.

Czy Unibax rozstanie się po tym sezonie z Karolem Ząbikiem?