Sport.pl

Faworyt fanów nie chce być prezesem żużlowego Unibaksu

Zdecydowanie rozwiewa wątpliwości. - W żadnym konkursie nigdy nie startowałem i nie zamierzam tego robić - mówi Jacek Gajewski, były menedżer toruńskich żużlowców
Filip Łazowy: W niedzielę rozpoczną się półfinały Enea Ekstraligi. Czy żużlowcy Unibaksu mają szanse na pokonanie głównego faworyta rozgrywek Tauron Azoty Tarnów?

Jacek Gajewski: W sporcie zawsze są szanse na zwycięstwo. Zwłaszcza że rywalizacja rozpoczyna się od stanu 0:0. Tu rywale nie mają przewagi 10 czy też 20 punktów na starcie. Dlatego wcale nie jesteśmy skazani na pożarcie. Powiem więcej. Moim zdaniem Unibax ma 50 procent szans na awans do półfinału. Choć trzeba też dodać, że to ekipa z Tarnowa jest faworytem tego dwumeczu.

Czym można zaskoczyć rywali? Jak sprawić, aby ta świetnie funkcjonująca maszyna prowadzona przez charyzmatycznego trenera Marka Cieślaka się zacięła?

- Przede wszystkim trzeba dobrze ustawić zespół i nie można popełniać błędów w prowadzeniu drużyny. Kilka zostało już zrobionych w tym sezonie. Ale to normalna rzecz. Teraz rozgrywki wkraczają w taką fazę, że nie ma miejsca na najmniejszy błąd. Przed sezonem Mirosław Kowalik, menedżer Unibaksu, chciał w jednej parze zestawić Chrisa Holdera i Darcy Warda. Wydawało się, że będą wszystkie biegi wygrywać podwójnie i to będzie wielka siła naszej drużyny. Ja od samego początku twierdziłem, że tutaj w Polsce trzeba ich rozdzielić i będzie to oznaczało większą korzyść dla zespołu. Teraz wydaje mi się, że pary są ustawione bardzo dobrze. Ja bym nic nie zmienił. Jedynie zastanowić się, kto pod jakim numerem powinien pojechać. Ale to już sprawa, którą powinno omówić się w środku ekipy.

Pierwszy mecz na torze w Tarnowie może rozstrzygnąć losy rywalizacji? Ostatnio gospodarze rozbili u siebie aktualnego jeszcze mistrza Polski Stelmet Falubaz Zielona Góra.

- Nie. Moim zdaniem to, u kogo odbędzie się pierwszy mecz, nie ma znaczenia. Przez wiele lat prowadziłem kilka klubów i stwierdziłem, że to nie jest takie ważne. Poza tym to rywale są pod presją. Oni są faworytem i oni muszą zwyciężyć. A chciałbym przypomnieć, że od połowy rozgrywek Tauron Azoty jadą właściwie bez presji. Byli niemal pewni wygrania fazy zasadniczej. Co prawda pod koniec zespół z Gorzowa trochę "naciskał", ale wszystko mieli pod kontrolą. Nie było meczu, wyścigu, w którym decydowałyby się ich losy w tabeli. Jeśli od początku nie będzie układało się wszystko po ich myśli, mogą się pogubić. W Toruniu było zupełnie inaczej. Żużlowcy Unibaksu poradzili sobie w bardzo trudnych momentach i to dodało im pewności siebie. W drugiej części sezonu zespół prowadzony przez Kowalika spisuje się naprawdę dobrze.

Wracając do Unibaksu. Z funkcji prezesa zrezygnował Wojciech Stępniewski. Będzie on najprawdopodobniej szefem Enea Ekstraligi. Byłby pan zainteresowany powrotem do zespołu w takiej roli?

- Tu jest skomplikowana sprawa. Raczej nie. Mam swoje zajęcia i choć kibicuję toruńskiej drużynie i przecież kilka dobrych lat tu spędziłem, to jednak nie ma w ogóle takiego tematu.

Działacze ogłosili konkurs na to stanowisko. Może pan się zastanowi i złoży swoją kandydaturę? Kibice chcą Gajewskiego.

- Jest mi miło, że kibice pamiętają mnie i doceniają, że coś tam dobrego dla klubu zrobiłem. Co do samego konkursu - to dla mnie jest to trochę śmieszne. Jakbym złożył swój wniosek, to kto by mnie potem oceniał? Z całym szacunkiem, ale to byłoby tak, jakby uczeń weryfikował nauczyciela. W żadnym konkursie nigdy nie startowałem i nie zamierzam tego robić.

A gdyby działacze klubu przyszli do pana i zapytali wprost - i bez konkursu - "Panie Jacku, chcemy, aby pan został prezesem zespołu Unibax"?

- (śmiech) Raczej nie. Jak wcześniej wspomniałem, to bardzo skomplikowana sprawa.

Więcej o: