Sport.pl

Ryan Sullivan najgorszy od lat. Pożegnanie? [SONDAŻ]

Szanse na to, że toruński Unibax w tym sezonie awansuje do żużlowego play-off, są już bardzo skromne. Główny powód: forma lidera drużyny Ryana Sullivana w meczach wyjazdowych
Australijczyk zdobył co prawda w niedzielę w Zielonej Górze przeciwko Stelmetowi/Falubazowi 10 punktów, lecz kolejny raz kompletnie zawiódł w dwóch wyścigach, w których przegrywał 1:5. Gdyby nie to, że koledzy z zespołu od razu "naprawiali" wynik, emocje w Zielonej Górze mogłyby trwać krócej niż do ostatniego biegu.

Średni występ Ryana Sullivana przeciw Stelmetowi nie jest żadną niespodzianką. Przez trzy lata - do ostatniej niedzieli - niezależnie od formy, w zmaganiach ligowych na tamtejszym torze ani razu nie osiągnął magicznej granicy 10 punktów, co dla tak klasowego zawodnika nie powinno stanowić problemu. Jednak kwestia jego startów na obcych stadionach jest jednak dużo bardziej złożona, i nie dotyczy tylko stadionu Falubazu.

Sezon 2012 jest pod tym względem najbardziej zastanawiający. Swoje Sullivan zrobił tylko w dwóch meczach wyjazdowych - w Częstochowie oraz Bydgoszczy, co na 8 spotkań jest wynikiem mizernym. Warto zwrócić uwagę na to, że tory w obu tych miastach są mu wyjątkowo dobrze znane. W Częstochowie spędził sześć sezonów. Bydgoszcz z kolei jest miastem, do którego często zjeżdżają żużlowcy z Torunia, by np. zaliczyć z miejscowymi mecz towarzyski w ramach przedsezonowych przygotowań. Zatem każdego roku okazji do startowania u lokalnego rywala jest więcej niż gdzie indziej, a co za tym idzie, szansa na rozgryzienie specyfiki bydgoskiego toru siłą rzeczy się zwiększa. Poza tym to właśnie w Bydgoszczy Sullivan zaskoczył znakomitym rezultatem 21 punktów (na 34 całej drużyny) w pamiętnych derbach 2007 roku.



Nie "czy", a "ile razy"

Mecze wyjazdowe obecnego sezonu są dla Australijczyka koszmarem. Przed rozpoczęciem każdego zasadne wydaje się pytanie już nawet nie "czy", ale "ile razy" lider toruńskiego Unibaksu zostanie przywieziony na 5:1. Wiele powodów do odpowiedzi dał już w pierwszym meczu w Gorzowie, gdzie zawiodła cała drużyna. Co jednak gorsze, pytanie to wisi w powietrzu nawet po dobrym wejściu w spotkanie. Tak było w Lesznie oraz we Wrocławiu. Remis wywalczony na gorącym leszczyńskim terenie był w dużej mierze efektem jazdy kapitana torunian. Po wygranych dwóch pierwszych startach, w trzech kolejnych nie nawiązał walki z żadnym z rywali. Z kolei ważny mecz we Wrocławiu "Anioły" wygrały dwoma punktami, lecz ogromna nerwówka w jego końcówce to także wina Sullivana, który w drugiej części meczu zdobył zaledwie 2 punkty - w 4 startach.

Australijczyk nie zabłysnął także w meczach rozgrywanych w Małopolsce. W Rzeszowie wywalczył 9 punktów w 6 wyścigach, zaś w Tarnowie 7 - z bonusem - w 5.

Drugi pod względem średniej biegopunktowej zawodnik Unibaksu na wyjazdach prezentuje się znacznie poniżej oczekiwań. Przegrywa nie tylko z liderami zespołów przeciwnych, często nie zdobywa punktów także na żużlowcach tzw. drugiej linii. W tym sezonie przegrał m.in. z żółtodziobami - Łukaszem Sówką z Rzeszowa, Arturem Czają z Częstochowy czy Dennisem Anderssonem z Wrocławia.



Najgorzej od lat

Przeciętna Sullivana w meczach na obcych torach wynosi 1,42. Biorąc pod uwagę to, że do końca rundy zasadniczej został już tylko wyjazd do Gdańska, można stwierdzić, że nie pójdzie ona drastycznie w górę. Ta średnia wyjazdowa jest jego najgorszą od 2007 roku (!), a więc od czasu, kiedy zdecydował się powtórnie przywdziać toruńskie barwy po latach spędzonych pod Jasną Górą.

Sezon 2009 był rokiem, w którym torunianie przenieśli się na nowoczesną Motoarenę. Sullivan z miejsca został okrzyknięty jej królem. Nie bez przyczyny. Jego przeciętne na toruńskim obiekcie wyglądały imponująco - 2,39 w 2009 r.; 2,24 w 2010; 2,56 w 2011. W tym roku może pochwalić się równie wysoką - 2,51, a w większości biegów jeździ tak, jakby pod silnikiem miał podczepiony dynamit. Dość powiedzieć, że tylko raz nie zdobył co najmniej 10 punktów w meczu - przeciwko Częstochowie, i stało się to, ponieważ na torze pojawił się zaledwie trzykrotnie.

Skąd bierze się ta ogromna dysproporcja w zdobyczach punktowych na Motoarenie i poza nią?

Jacek Gajewski, były menedżer toruńskiej drużyny, a prywatnie przyjaciel Australijczyka, w rozmowie z "Gazetą" stwierdził, że cała tajemnica tkwi w tym, że Sullivanowi najzwyczajniej brakuje jazd na obcych terenach. To z kolei wpływa m.in. na niewłaściwy dobór przełożeń sprzętu podczas stale zmieniających się warunków torowych.

Jednak w tym samym wywiadzie Gajewski powiedział: "Staramy się, żeby miał okazję do większej liczby startów". Skoro problem został, jak się wydaje, trafnie zdiagnozowany, czemu nie zrobiono nic, by mu zaradzić? Kapitan Unibaksu jak nie jeździł w Anglii, Szwecji, Danii, Czechach itd., tak w dalszym ciągu tego nie robi. Jedyne jego zagraniczne wojaże wiązały się z dwiema wizytami w Rosji (gdzie nomen omen także startował ze zmiennym szczęściem - raz zdobył 17 punktów, by w drugim meczu uzbierać 5). O co więc chodzi?



Kotwica u Kopernika

Może fakt silnego zakotwiczenia w grodzie Kopernika - własna firma, żona torunianka - słabiej mobilizuje do podróży? Może to także kwestia wieku. Sullivan ma 37 lat i zdecydowanie częściej myśli o sportowej emeryturze. To przeświadczenie, że najlepsze lata kariery żużlowej ma za sobą, oraz uzasadnione obawy, że już niczego wielkiego na arenie międzynarodowej nie wywalczy, nie pozostają bez wpływu na wynik zmagań na polskich torach.

W tym sezonie Australijczyk, wzorem lat poprzednich, nie załapał się do ścisłej kadry narodowej na coroczny Drużynowy Puchar Świata, i to pomimo zmiany na stanowisku jej szefa, który, delikatnie mówiąc, za Sullivanem nie przepadał. Craiga Boyce'a zastąpił Mark Lemon. W półfinale w angielskim King's Lynn i w finale w szwedzkiej Malilli wystąpił solidny rzemieślnik, nie żaden as, 34-letni Davey Watt. Wreszcie głośny konflikt na linii Jason Crump -Sullivan był ponoć bardziej faktem medialnym niż rzeczywistym. Dlaczego więc torunianin nie dostąpił zaszczytu reprezentowania barw narodowych?



Koniec z wszechstronnością

Sullivan twierdzi, że nie ma pojęcia, o co chodzi, ponieważ był gotowy do walki. Moim zdaniem ma świadomość, że nie jest już tak wszechstronny jak dawniej. Myślę, iż w twierdzeniu, iż w Toruniu robi się twardsze tory właśnie pod Sullivana, jest ziarnko prawdy - albo i dwa. Nie jest tajemnicą, że kapitan Unibaksu na bardziej przyczepnych torach radzi sobie dużo gorzej niż na betonie. Najdosadniej na ten temat na łamach portalu Sportowefakty.pl wypowiedział się, w swoim zresztą stylu, Sławomir Drabik, a więc legenda częstochowskiego żużla. Zauważył m.in.: "Ryan, już jak w Częstochowie jeździł, to nic mu nie pasowało. W Toruniu chłopaki mi potwierdziły, że jest ten sam problem. W niedzielę tak płakał, że się prawie odwodnił. On musi pamiętać, że nie jest u siebie w domu, tylko na wyjeździe. Z tego co wiem, gdzie nie pojedzie na wyjazd, to ma jakieś zastrzeżenia co do toru".

Jaka jest przyszłość Ryana Sullivana w toruńskim klubie? Pewne jest to, że ma z Unibaksem podpisany kontrakt, który obwiązuje jeszcze przez dwa lata. Mimo to głośniej zaczyna się mówić o ewentualnym odejściu australijskiego kapitana. Wyraźniej też słychać nazwisko jego ewentualnego następcy - ma nim być Jarosław Hampel, a więc ciągle aktualny indywidualny drugi wicemistrz świata.



Jeszcze jedna szansa

Jednak trzeba dać Sullivanowi jeszcze jedną szansę, nawet kosztem zrezygnowania z przewietrzenia składu Unibaksu. Należy pamiętać, że to w Toruniu prawdziwa ikona, znak rozpoznawczy tego klubu, zawodnik fantastycznie łączący obecne czasy z latami dziewięćdziesiątymi - to właśnie w Toruniu w 1996 roku rozpoczynał swoją karierę na polskich torach. W sumie w grodzie Kopernika spędził dziewięć sezonów, właśnie zalicza dziesiąty. Choćby ta wysługa lat, wiele wygranych dla Torunia poszczególnych biegów czy meczów przemawiają za tym, by tak łatwo nie rezygnować z jego usług. Sullivan jest nadal bardzo pewnym punktem drużyny na Motoarenie. Trzeba też mieć na uwadze, iż nie dalej jak w 2011 roku należał do najlepszych żużlowców w całej Ekstralidze - z łączną średnią 2,28 (2,08 na wyjazdach) na bieg plasował się na 5. miejscu wśród jej najskuteczniejszych jeźdźców.

Aktualny kryzys, jaki ten zawodnik przeżywa w meczach wyjazdowych, jest moim zdaniem "sezonowy" i w pewnym sensie musiał się zdarzyć akurat w 2012 roku. Trudno. Nie dajmy się jednak zwariować i nie wypuszczajmy z dłoni najbardziej toruńskiego z australijskich żużlowców Unibaksu.

W przyszłym sezonie Ryan Sullivan:
Więcej o: