Sport.pl

Żużlowiec Apatora kontra jego szalikowcy. Jest w szoku

Porażka w Bydgoszczy może torunian słono kosztować. Plan minimum - punkt bonusowy - jest zrealizowany, ale w starciu z Polonią Unibax powinien zdobyć komplet. Przegrana może dla klubu oznaczać utratę czwartego miejsca przed fazą play-off.
Jak przegrane przez Unibax 49:41 derby wyglądały z perspektywy zawodników i działaczy obu klubów?

Robert Kościecha, wychowanek toruńskiego Apatora, dziś reprezentujący Polonię przyznawał, że jest zadowolony z samej wygranej. - Pozostał niedosyt, bo mogliśmy zdobyć też punkt bonusowy. Mam pretensje do siebie za kilka nieudanych biegów. Zawaliłem i przepraszam kibiców z Bydgoszczy.

Kościecha odniósł się też do zachowania szalikowców Unibaksu, którzy po jego upadku na tor skandowali "jeszcze jeden!". To wzbudziło na trybunach ogromne zdziwienie. Jeszcze niedawno Kościecha był uznawany za jednego z ulubieńców fanów w Toruniu. Po derbach nie krył rozgoryczenia i rozżalenia tym, jak szalikowcy zachowywali się po jego groźnym upadku.

- Nie wiem, co powiedzieć. W Toruniu się wychowałem, tam zdobywałem punkty dla Apatora. Dwa razy wywalczyłem z nim tytuł mistrza Polski. A oni robią coś takiego... Bardzo im dziękuję. Jestem w szoku - kręcił głową z niedowierzaniem.

Po chwili Kościecha dodał: - Co do mojego wykluczenia, to zupełnie nie rozumiem decyzji sędziego. Ryan Sullivan zahaczył o moje przednie koło - dlatego upadłem. To rywal powinien być wykluczony, a nie ja - mówił.

- Na początku naszym celem było zwycięstwo. Po kilku biegach myśleliśmy już tylko o tym, by pokonać Unibax różnicą wyższą niż 12 punktów i zdobyć bonus - przyznał po meczu świetny junior Polonii Szymon Woźniak. - Nie udało się, ale jakoś specjalnie zmartwiony tym faktem nie jestem. Nasza sytuacja w tabeli jest wiadoma. Jeden punkt więcej niczego zbytnio by nie zmienił. Na początku meczu uderzyliśmy mocno, a później kontrolowaliśmy wydarzenia na torze - oceniał.

Lider Polonii Emil Sajfutdinow zwracał uwagę na metamorfozę Unibaksu.

- Na początku rywale mieli kłopoty z dopasowaniem się do toru. Później już go rozszyfrowali i byli naprawdę szybcy. W ostatnim biegu już nie zdążyłem dogonić Darcy Warda. Dużo czasu straciłem na pokonanie Ryana Sullivana. Gdyby bieg liczył 15 okrążeń, a nie cztery, na mecie byłbym pierwszy - żartował.

Torunianie sprawiali wrażenie zawiedzionych. Nie bez powodu. Wygrana w Bydgoszczy znacznie zbliżyłaby ich do startu w play-off. Wojciech Stępniewski, prezes toruńskiego klubu: - Na początku meczu jechaliśmy źle. Tor nas nie zaskoczył, to my sami popełnialiśmy proste błędy. Mówiliśmy sobie, że do siódmego biegu na pierwszym łuku trzeba ścinać do krawężnika. Natomiast my, nie wiem po co, wyjeżdżaliśmy pod bandę. Tylko że jak się stoi pod taśmą, o takich rzeczach się nie myśli. Szkoda, że wypadł ze składu Emil, bo on na pewno też by tu sporo punktów zrobił. Moim zdaniem tutaj winy naszego zawodnika nie było i dziwi mnie wykluczenie przez sędziego. Gdyby nasz junior był w stanie startować, wynik oscylowałby w granicach remisu. Cieszy chociaż ten punkt bonusowy, który daje nadzieję na awans od fazy play-off.

Wiele będzie teraz zależało nie tylko od wyników Unibaksu, ale i jego najgroźniejszego konkurenta - Unii Leszno. Torunianie mają się czego obawiać. Tym bardziej że w zespole zawiedli liderzy.

Przeciętnie jeździł Chris Holder, a fatalnie Adrian Miedziński. Mecz skończył z zaledwie dwoma punktami w trzech startach.

- Dobrze wychodziłem spod taśmy, ale później byłem już zagubiony. Na początku cały zespół miał problemy z dopasowaniem motocykli do toru. Ja nie ukrywam, że nawierzchnia w Bydgoszczy ostatnio mi kompletnie nie odpowiada. W zeszłym sezonie było słabo, w Kryterium Asów też i teraz w lidze znów fatalnie. Nie potrafię dostroić motocykli do tego toru. Błędy na pierwszym łuku też z tego wynikały. Zawiodłem, ale nie można się załamywać. Zostały cztery mecze i trzeba walczyć do końca. Mamy szanse na play-off i ja na pewno obiecuję zrobić wszystko, aby Unibax jeździł o medale - dzielił się swoimi spostrzeżeniami po meczu Miedziński. Holder krótko stwierdził : - Coś było nie tak, jak powinno, ale sezon nadal trwa. Będziemy dalej walczyć o punkty w lidze.

Więcej o: