Sport.pl

Wstrząsająca liga żużlowa. Kogo interesuje zdrowie?

Tak walczy się o punkty i pieniądze w polskim żużlu. Szef toruńskiego klubu nakazał w ekspresowym tempie przywieźć ze szpitala swojego zawodnika - po groźnym upadku i wstrząśnieniu mózgu - by wykorzystać regulaminowy kruczek. I nie przegrać bardzo ważnego dwumeczu
Nic złego się nie stało - przekonuje prezes toruńskiego Unibaksu Wojciech Stępniewski. Czy rzeczywiście nie ryzykował życiem własnego żużlowca dla wyniku?

Wtorkowy wieczór, Bydgoszcz. Na stadionie zaczynają się derby Pomorza.

Polonia podejmuje Unibax Toruń. Mecz zaczyna się od rywalizacji juniorów. Najmniej doświadczeni zawodnicy ruszają dynamicznie spod taśmy. Dochodzi do kolizji. Na tor groźnie upada torunianin Emil Pulczyński.

Wbiegają lekarze, działacze klubu. Początkowo wydaje się, że nic Pulczyńskiemu się nie stało. Chwilę później robi się nerwowo. Żużlowiec jest oszołomiony. Mówi, że czuje się coraz gorzej. Według świadków wyraźnie nie wie, co się z nim dzieje. Decyzja lekarza jest konkretna: trzeba go szybko zawieźć do szpitala.

Karetka rusza w tempie ekspresowym. W równie ekspresowym tempie Unibax zwraca uwagę na regulamin. Pulczyńskiego może w meczu zastąpić w jednym z wyścigów inny junior, brat bliźniak Kamil. Jednak pod jednym warunkiem. Emil musi być na stadionie. A nie na obserwacji w szpitalu.

Stępniewski jest równie konkretny, jak wcześniej lekarz wysyłający Pulczyńskiego na badania. Nakazuje byłemu żużlowcowi z Torunia, Mariuszowi Puszakowskiemu, pojechać klubowym autem po juniora do szpitala. Ten szybko przywozi Pulczyńskiego z na stadion.

Według świadków junior toruńskiego klubu był wtedy oszołomiony. Krzysztof Wypijewski, dziennikarz toruńskich "Nowości" i bydgoskiego "Expressu", nazywa go wręcz "półprzytomnym". Inna osoba będąca tego dnia w parku maszyn wśród żużlowców: - W żadnym wypadku nie można zrobić czegoś takiego, co zrobił Unibax! Jeśli ktoś jeździł na żużlu, wie, że po wypadkach trzeba zawodnika nie tylko dokładnie przebadać, ale i chwilę odczekać. Trzeba zweryfikować stan zdrowia po pewnym czasie. Urazy wewnętrzne, wstrząśnienia mózgu - to poważna sprawa. Dobrze, że Pulczyńskiemu nic się nie stało, ale gdyby tak np. doszło do jakiejś opóźnionej reakcji organizmu?

Jeszcze w trakcie meczu okazało się, że młodzieżowiec toruńskiej drużyny doznał wstrząśnienia mózgu. Kiedy już został przywieziony na stadion, Unibax oficjalnie mógł go zastąpić bratem. Ten w derbach jeździł zaskakująco dobrze. I okazał się bohaterem zespołu, który przegrał, ale uratował punkt bonusowy w dwumeczu. To przedłuża szanse Unibaksu na awans do play-off.

Czy kosztem zdrowia Pulczyńskiego? Stępniewski: - Emil został przebadany przez lekarza, więc naturalne, że trzeba go było przywieźć z powrotem do nas.

Czy rzeczywiście stan zdrowia Pulczyńskiego w momencie, kiedy wysłano po niego samochód i przywieziono z powrotem na mecz, nie budził zastrzeżeń? Na stronie internetowej juniora Unibaksu jeszcze tego samego dnia pojawił się komunikat, iż Pulczyński... "spędzi noc w szpitalu na obserwacji, gdyż tak zalecił lekarz". W środę około południa nadal był pod okiem medyków. Gdy już mecz się skończył i nie był - w świetle regulaminu - potrzebny, wrócił do szpitala. W środę przyznał, że tego, co działo się z nim po upadku, nie pamięta.

Potwierdza to menedżer Unibaksu Mirosław Kowalik. Po meczu mówił o swoim zawodniku: - Sam powiedział, że nie pamięta nawet, jak wrócił do parkingu.

Pamięć Pulczyńskiego poprawiła się później. - Trochę przypominam sobie, jak wracaliśmy ze szpitala - mówił "Gazecie" w środę. - Czułem się... No, trochę lepiej - dodaje.



Czy Unibax powinien ryzykować zdrowiem żużlowca dla wyniku? Czekamy na e-maile: redakcja@torun.agora.pl