Sport.pl

Liga żużlowa chce bardziej kusić kibiców. Tylko czym?

Ilu kibiców żużla w Toruniu przyjdzie w niedzielę na Motoarenę na mecz Unibaksu i Dospelu/ Włókniarza Częstochowa, skoro z góry wiadomo, że emocji w nim nie będzie?
To staje się ciekawsze niż sam wynik, bo ten wydaje się być przesądzony.

Częstochowianie zgodnie ze swoimi początkowymi zapowiedziami na spotkanie ligowe w Toruniu przyjeżdżają bez zawodników z Grand Prix, bez Kennetha Bjerre i Chrisa Harrisa. Obaj mogliby "urwać" punkty - nawet mimo formy dalekiej od ideału - liderom gospodarzy. Jednak w składzie Włókniarza ich nie będzie. Klub - nie przekazuje tego wprost; można jednak to wywnioskować z komentarzy - z góry zakłada, że w Toruniu i tak nie ma żadnych szans na zwycięstwo. Ba, wydaje się, że nie widzi nawet szans na to, by choćby powalczyć o wynik zbliżony do remisu. Częstochowianie jakby z góry zakładali, że na Motoarenie nie mają szans zdobyć więcej niż 40 punktów. Po co więc zapraszać Anglika i Duńczyka, gdy można wystawić w ich miejsce żużlowców polskich - niech walczą między sobą o to, kto będzie w składzie w następnych meczach.

Każdy klub prowadzi własną politykę kadrową - to naturalne. Szczególnie w czasach, gdy bieda w żużlu zaczyna piszczeć bardziej niż w przeszłości, rezygnacja z drogich obcokrajowców wydaje się być naturalna. Nawet, jeśli w budżecie na sezon ma się 5-6 mln zł warto czasami zacisnąć pasa.

Jednak sprawa składu częstochowian ma jeszcze drugie dno.

Szefowie polskich klubów psioczą i marudzą na to, że pieniędzy w budżetach niewiele, żądania żużlowców - astronomiczne, a na dodatek kapryśni kibice nie mają ostatnio ochoty przychodzić na stadiony. Motoarena jeszcze niedawno była wypełniona po brzegi. Dziś na ważny mecz przychodzi ok. 7-8 tys. kibiców. Popisy torunian na tle częstochowian - bynajmniej nie asów: Daniela Nermarka, Grzegorza Zengoty i innych - pewnie obejrzy w porywach 5 tys. I nie będzie w tym nic dziwnego.

Dlaczego kibic z Torunia ma w niedzielę wsiąść do samochodu (który ciężko gdzieś blisko Motoareny zostawić), wydać pieniądze na paliwo (lub w wersji ekonomicznej jechać na stadion pojazdami MZK) i kupić za kilkadziesiąt zł bilet (jeśli idzie sam - gdy z rodziną, koszt będzie większy). Tylko po to, by zobaczyć jak gospodarze bez problemu już na pierwszym łuku ogrywają bezradnych rywali? Nonsens. Kilka tygodni temu człowiek, który żużlem przez lata zajmował się niejako zawodowo - dziś już nie - powiedział mi krótko: - Gdybym miał za oglądanie tego płacić, w życiu bym nie przyszedł na stadion.

Żużel jest niczym innym jak formą sprzedawania emocji, robienia ligowego show, które z natury musi być ekscytujące, intrygujące. Czy taki będzie mecz asów Unibaksu i Włókniarza pozbawionego swoich gwiazdek - wątpię. Nie mam za to żadnych wątpliwości, że koszty organizacji tego spotkania - wynagrodzenia dla zawodników, zapewnienie ochrony, ściągnięcie w okolice stadionu straży miejskiej czy policji, posprzątanie Motoareny po wizycie kilku tysięcy osób (zapewne tylko posiadaczy karnetów) - będą wyższe niż wpływy.

W ten sposób żużla z kryzysu nie wydźwignie i najsprytniejszy menedżer.

Składy zespołów:

Włókniarz:

1. Daniel Nermark, 2. Mirosław Jabłoński, 3. Rafał Szombierski, 4. Grzegorz Zengota, 5. Grigorij Laguta, 6. Artur Czaja

Unibax:

9. Ryan Sullivan, 10. Karol Ząbik, 11. Adrian Miedziński, 12. Darcy Ward, 13. Chris Holder

14. Kamil Pulczyński

Więcej o: