Sport.pl

Klub żużlowy dusi się w gorsecie z logo Unibax [SONDAŻ]

Większość toruńskich kibiców przestała się z Unibaksem utożsamiać. Dla tych najwierniejszych jest to i tak Apator. Dla reszty - to show i okazja do popatrzenia na panów widowiskowo ścigających się na motorkach.
Po przeczytaniu artykułu opublikowanego w portalu Torun.sport.pl pt. "KS Apator opatentowany. To koniec żużlowej kiełbasy?" pragnę ponownie zabrać głos w debacie. Z największą przykrością muszę stwierdzić, że moja diagnoza opublikowana na łamach "Gazety" w dniu 4. marca 2011 roku pt. "Apator jak Real Madryt" okazała się trafna.

Dzisiejszą polską ligę żużlową trapi wiele patologii. Staje się coraz bardziej oczywiste, że są one przyczyną coraz głębszego kryzysu w tym jakże pięknym sporcie. Zakazywanie najlepszym zawodnikom na świecie jeżdżenia w ENEA Ekstralidze (pomysł - jeden zawodnik z Grand Prix w drużynie), brak próby toru (co powoduje jego coraz częstsze preparowanie), różne regulaminy w każdej z polskich lig, jego coroczne zmiany i wiele innych. Odbija się to negatywnie na zainteresowaniu kibiców sportem żużlowym i frekwencji na wszystkich stadionach.



Kibice: czynnik drugorzędny

W toruńskim klubie są dodatkowe przyczyny tego stanu rzeczy. Wejście do klubu Unibaxu było znaczącym przełomem. Spowodowało uratowanie klubu i wzniesienie go na najwyższy poziom organizacyjny i sportowy - co do tego nikt nie ma wątpliwości. Za to kibice są wdzięczni panu Romanowi Karkosikowi, co jeszcze raz trzeba z całą mocą podkreślić.

Po wejściu Unibaxu kibice jednak stali się jakby czynnikiem drugorzędnym. W wypowiedziach prezesa klubu (Wojciecha Stępniewskiego - red.) można wielokrotnie usłyszeć odmieniane przez wszystkie przypadki słowo "sponsorzy" - jakby tylko dla nich był ten klub. Tradycja zeszła przy tym na drugi plan, czego symbolem jest wręcz strona klubu speedway.torun.pl. Po wejściu na nią, w nagłówku, nie ma żadnego odniesienia do pięknego jubileuszu 50-lecia klubu, a jedynie do medali zdobytych w ostatnich latach po nową nazwą. Jakby nie było nic wcześniej.

Nazwa "Apator" nie pojawiła się nawet na zdjęciach pierwszej mistrzowskiej drużyny z 1986 roku rozdawanych po meczu z Polonią Bydgoszcz. W początkowych latach Unibaksu nie było "na mieście" nawet plakatów informujących o tym, że odbywa się mecz. Czarę goryczy przelały zaś wysokie ceny biletów, czy zamieszania z karnetami.

Do tego dochodzi schizofreniczna sytuacja, w której kibice nazywają klub "Apatorem", wywieszają na jego cześć flagi, z wszechobecnym tradycyjnym herbem, śpiewają piosenki i wznoszą okrzyki. W materiałach klubowych i mediach znajdziemy zaś jeśli nie Unibax to "toruńskich żużlowców", "toruński klub", "toruńskie anioły", czy "Krzyżaków".

Innym zabiegiem ucieczki od Apatora jest sztuczne gloryfikowanie barw, czy zupełnie moim zdaniem nieudana akcja promocyjna "My Krzyżacy!", która wzbudziła dużo kontrowersji i prawie żadnych skojarzeń pozytywnych. Duży uśmiech każdego kibica wzbudzają informacje medialne o "kibolach w szalikach Unibaksu". Każdy wie, co naprawdę było na tych szalikach.

Skutkiem sytuacji, o której piszę jest to, że większość toruńskich kibiców przestała się z Unibaksem utożsamiać. Dla tych najwierniejszych jest to i tak Apator. Dla reszty - to show i okazja do popatrzenia na panów widowiskowo ścigających się na motorkach. W momencie gdy Unibax walczy o mistrzostwo i show jest na wysokim poziomie, stadion jest pełny. Gdy jakość widowiska spada, a klub nie osiąga wyniku, stadion pustoszeje. Nie ma więzi między kibicami a klubem oraz relacji "jesteśmy razem na dobre i na złe".



KS Unibax-Apator. I herb

Jak wyjść z tej sytuacji i zapełnić stadion? Moim zdaniem rozwiązanie jest bardzo proste. Nazwa drużyny KS Unibax-Apator Toruń z tradycyjnym herbem i wielkimi reklamami sponsora na kewlarach i stadionie to najlepsze rozwiązanie godzące interesy wszystkich. Ostatnie sześć lat pokazało najdobitniej, że KS Apator to już dawno nie jest nazwa sponsora, który kiedyś wspierał klub. To tradycyjna nazwa klubu: jak Real, Wisła, Lech, czy LA Lakers.

Toruński klub żużlowy przez to, że ma taką a nie inną historię nazywa się i funkcjonuje w świadomości jako Apator. I już nic tego nie zmieni. Najdobitniej pokazała to decyzja Urzędu Patentowego RP, który zastrzegł herb KS Apator jako własność Stowarzyszenia Krzyżacy.

Potrzebne jest zatem nowe otwarcie promocyjne klubu - zmiana nazwy na KS Unibax-Apator Toruń, wraz z powrotem do tradycyjnego herbu oraz oparciem działań marketingowych, promocyjnych i komunikacyjnych na tradycji i historii. W gorsecie z logiem Unibaksu dusi się nawet sam klub z jego zarządem, czego dowodem może być nowa seria gadżetów "Anioły Toruń". Widniejący na nich skrót "AT" (z identycznym A jak na herbie Apatora) jest najlepszym na to dowodem. To taki niby Apator, ale jednak nie do końca, półoficjalnie.

Podsumowując te rozważania uważam, że priorytetem klubu powinno być zapełnienie stadionu kibicami - sytuacja w której bez względu na mecz na stadionie będzie min. 14 tys. ludzi. Nie mistrzostwa, czy inne wyniki sportowe są najważniejsze, a więź klubu z kibicami - stworzenie społeczności, mody na żużel i Apator. Dla kibiców klub, nazwa i herb muszą być wartościami, z którymi się utożsamiają.

Widowisko sportowe to nie tylko zmagania zawodników. To oprawa, wspólna zabawa i miło spędzony czas dla kibiców, a przede wszystkim magiczna atmosfera, która przyciąga i pociąga ludzi. Tej na meczach Unibaksu nie ma i nie będzie dopóki nie zostanie odbudowana więź z kibicami, oparta o tradycyjne symbole. Wtedy też sponsorzy i sukcesy z czasem przyjdą same i będą dumą klubu, miasta, zawodników, kibiców - nas wszystkich, jak kiedyś.



* Adam Jarosz jest kibicem żużla i czytelnikiem serwisu Torun.sport.pl.

Czekamy na kolejne głosy w dyskusji, które opublikujemy w "Gazecie". E-mail: redakcja@torun.agora.pl.

KS Apator Unibax Toruń. Co sądzisz o takiej nazwie klubu żużlowego?
Więcej o: