Sport.pl

As ligi żużlowej: - Unibax złapał dobry rytm [SONDAŻ]

Na sto procent będę gotowy na mecz z Unibaksem.
Tak mówi kontuzjowany dotychczas lider najbliższego rywala torunian, Janusz Kołodziej. Gwiazda Azotów/ Tauronu Tarnów już czeka na niedzielny mecz.

Filip Łazowy: Trener reprezentacji Polski Marek Cieślak bardzo żałuje, że nie może pan jeszcze wrócić na tor. Próbował pan, ale okazało się, że kontuzjowana ręka jeszcze boli.

Janusz Kołodziej: Taki uraz jak mój oznacza zwykle przerwę w jeździe od czterech do sześciu tygodni. W moim przypadku w czwartek miną dokładnie dwa tygodnie. To już świadczy o tym, jak szybko wracam do zdrowia i do sił. Teraz jeszcze nie jestem w stu procentach gotowy do jazdy. Próbowałem już pojechać na motocyklu, ale ręka jednak boli. Nie ma sensu robić niczego na siłę. Dlatego nie było mnie w półfinale Drużynowego Pucharu Świata w Bydgoszczy. Trener Cieślak pytał, czy na czwartkowy baraż byłbym zdolny do jazdy. Niestety, ale musiałem odmówić. Myślę, że jeszcze tych paru dni potrzebuję, by całkowicie dojść do siebie. Wychodzi na to, że dopiero w niedzielę znów pojadę w oficjalnych zawodach.

Czyli w meczu Enea Ekstraligi przeciwko drużynie Unibaksu. To, że będzie pan w składzie na hit Enea Ekstraligi jest już przesądzone?

- Tak, dokładnie. Myślę, że nic nie przeszkodzi w jeździe. To bardzo ważny mecz. Na Unibax będę już gotowy. Niby to jest zaledwie parę dni, ale dla mnie jest to wielka różnica. Wiem, że wtedy już będę mógł w stanie normalnie ścigać się na motorze. To nie będzie żadne ryzyko. Za to ewentualna jazda w czwartek, w barażu DPŚ mógłby źle się skończyć.

O ile w meczu ligowym może pana zastąpić junior, tak w DPŚ nie ma takiej możliwości.

- Właśnie o tym mówię. Może być tak, że pojadę pięć biegów i wszystko będzie w porządku. Może też zdarzyć się, że tor będzie ciężki do jazdy i już po pierwszym wyścigu okaże się, że nie mogę dalej się ścigać - bo ból ręki jest zbyt duży. I co wtedy? Po co narażać zespół na takie ryzyko? Drużyna będzie osłabiona i szanse na awans do finału bardzo by zmalały. Lepiej wystawić zdrowego zawodnika. Dlatego dałem sygnał trenerowi Cieślakowi, że nie ma sensu zabierać na zawody żużlowca, który nie jest w pełni sił. Nasz szkoleniowiec wybrał najlepszych zdrowych zawodników i trzeba trzymać kciuki za występy naszej kadry. A wracając do niedzielnego meczu z Unibaksem - gdyby coś się stało, są juniorzy, którzy mogą mnie zastąpić. To trochę inna sytuacja.

A gdyby stało się tak, że Polacy wygrają baraż, choć jeden zawodnik z reprezentacji zawodzi? Załóżmy, że Cieślak dzwoni do pana i mówi: "Janek, dasz radę w sobotę pojechać w finale w sobotę". A w niedzielę trudny mecz z Unibaksem.

- Wątpię, by do tego doszło. Jeśli Polacy awansują do finału, zwycięskiego składu po prostu się nie zmienia. To jest dzień przed meczem ligowym z Unibaksem i pewnie już czułbym się bardzo dobrze. Ale jak wcześniej wspomniałem - to nie ja wywalczyłbym awans i mi miejsce po prostu by się nie należało.

Tegoroczne rozgrywki Enea Ekstraligi są bardzo interesujące. Pana drużyna może być pewna jazdy w fazie play-off. Kto jeszcze awansuje do czołowej czwórki?

- Nie lubię bawić w takie typowania. Na pewno zgodzę się z tym, że liga jest ciekawa i nieprzewidywalna. Kto będzie w czwórce? Nie wiem. Rywalizacja jest bardzo wyrównana, trudno cokolwiek przewidywać. Walczy kilka drużyn i każda ma jeszcze szanse. Także zespół z Torunia. Widać, że po słabszym początku drużyna złapała wreszcie właściwy rytm. Jej wyniki są coraz lepsze. Mnie osobiście cieszy powrót do wysokiej formy Adriana Miedzińskiego. Ostatnio jeździ znacznie lepiej.

Czy Unibax po fatalnym początku sezonu zdoła jeszcze wywalczyć medal ekstraligi?
Więcej o: