Sport.pl

Kibice wygwizdali Unibax. Przegrał z Tarnowem [ZDJĘCIA]

Adrian Miedziński? Cień samego siebie sprzed lat. Karol Ząbik - podobnie. Chris Holder? Cztery porażki 1:5. Ryan Sullivan chwilami przeciętny. Młodzież? Nijaka. Unibax w niedzielę przegrał z gwiazdami z Tarnowa i ma skromne szanse na awans do play-off.
Ten mecz był brutalną weryfikacją tegorocznego Unibaksu. Klub, który miał być zespołem czterech liderów i ambitnej drugiej linii, z Azotami Tauronem przegrał z kretesem. Niepokonany w lidze klub z Tarnowa zwyciężył na torze w Toruniu bez większych problemów.

I to mimo, że początek Unibaksu był iście piorunujący.

Duet braci Emila i Kamila Pulczyńskich - jakby próbując uciszyć krytyków ich formy - zdobył komplet punktów w biegu młodzieżowym. Była to jedyna zdobycz braci tego popołudnia. Później wszystkie ich starty kończyły się bez punktów. Te w biegu młodzieżowym zdobyli głównie dzięki temu, że upadek w nim zaliczył perfekcyjny później Maciej Janowski.

On - młodzieżowy mistrz świata - i Greg Hancock, najlepszy żużlowiec globu wśród seniorów, to liderzy, jakich nie mieli gospodarze. Unibaksowi bardzo brakowało punktów Chrisa Holdera. Australijczyk przed tygodniem wygrał każdy ze swoich sześciu wyścigów w Rzeszowie. W niedzielę na Motoarenie miał i problemy, i pecha. W pierwszym starcie był bez szans w rywalizacji z parą Janowski-Janusz Kołodziej. W kolejnym biegu z jego udziałem Unibax też zaliczył porażkę 1:5, bo tuż przed metą Holder miał przedziwny defekt: najpierw nagle zwolnił tracąc moc, później przez chwilę przyspieszył, ale i tak został wyprzedzony przez obu żużlowców Azotów Tauronu. Dzięki temu goście objęli po 6. biegu prowadzenie - 17:19.

Chwilę później na Motoarenie pierwszy raz zabrzmiały gwizdy zirytowanej jazdą torunian publiczności.

Świętujący w niedzielę 42. urodziny Greg Hancock i Janowski w rewelacyjnym stylu pokonali słabnącego z okrążenia na okrążenie Sullivana i bezbarwnego tego dnia Miedzińskiego.

Unibax miał już wtedy powody do niepokoju. Mimo znakomitego początku i prowadzenia po biegu młodzieżowym, w połowie spotkania przegrywał aż 18:24. I - co gorsze - miał niewiele atutów, jakimi mógłby straszyć przeciwników. Tarnowianie na Motoarenie czuli się jak u siebie: byli znakomicie dopasowani do nawierzchni na starcie, wiedzieli jak rozwiązywać sytuacje na pierwszym łuku, lepiej znajdowali idealne ścieżki na torze. Za to jak u siebie nie czuli się gospodarze.

W przypadku australijskiego asa torunian okazało się, że lepsze jest wrogiem dobrego. Sullivan wygrał pierwszy swój wyścig, ale już po tym zapowiedział w wywiadzie dla TVP Sport, że z silnika nie jest zadowolony, więc zmieni go na inny. Na nim Sullivan tak szybki już nie był.

Kilka minut później Unibax był pogrążony w żużlowym koszmarze jeszcze bardziej. Ciągle zaskakująco wolny Holder nijak nie był w stanie choćby zbliżyć się do Hancocka i rewelacyjnego z pozycji rezerwowego Janowskiego. Torunianie przegrali trzeci bieg z rzędu 1:5.

Dlatego menedżer Mirosław Kowalik zdecydował się na rozwiązanie, jakie w Unibaksie jest rzadkością - zmienił Miedzińskiego, który jeszcze do niedawna był traktowany niczym król Motoareny. Teraz do perfekcji cechującej go przed kilkoma laty jest daleko - torunianin jest wolny i nie gwarantuje punktów. Jedynymi seniorami, którzy na Motoarenie nie zawodzili, byli Sullivan i Ward - dlatego ten duet w połowie spotkania pojechał dwa razy z rzędu.

Pierwszy był skuteczny - Australijczycy już na pierwszym łuku nie zostawili złudzeń Madsenowi i Vaculikowi. Kolejnym wspólnym - podobnie: prowadzili pewnie przed Kołodziejem.

Wtedy doszło jednak do sytuacji kuriozalnej. Torunianie wpadli na metę pierwsi, ale na czwartym okrążeniu Jakub Jamróg niczym karateka ściął z toru Kołodzieja. Sędzia Jerzy Najwer długo wahał się co zrobić, aż wreszcie uznał, że bieg trzeba powtórzyć - z Kołodziejem w składzie. Ten miał teoretycznie okazję, by odebrać punkty gospodarzom, ale efektów nie było. Unibax znów wygrał 5:1 i po 10. biegu przegrywał tylko 29:31. Toruński klub miał wtedy tylko jeden poważny problem. Para Sullivan - Ward nie mogła przecież jeździć do końca spotkania.

Unibax wrócił więc do kadrowej do rzeczywistości - a kibice do gwizdów - gdy na torze była para Holder-Miedziński. W starciu z nieosiągalnym dla torunian Janowskim oraz Madsenem nie miała żadnych szans. Tarnowianie kolejny raz prowadzili różnicą sześciu punktów. Kowalik mógł rozważać kolejną rezerwę taktyczną. Jednak do wyboru miał beznadziejnego w niedzielę Miedzińskiego, przegrywającego swoje wyścigi 1:5 Holdera, powolnego Ząbika i niewiele wnoszących do jazdy Pulczyńskich.

Postawił na Holdera, który w 13. biegu pojechał razem z Sullivanem. O ile nagle okazało się że ten pierwszy jest w stanie walczyć o coś więcej niż punkt, tak tym razem to kapitan Unibaksu był pasywny. Zero Sullivana oznaczało biegowy remis 3:3 i praktycznie przesądzony triumf Azotów Tauronu. Dwa udane wyścigi nominowane pozwoliły Unibaksowi jedynie na odrobienie części strat - komplet punktów i tak trafia do Tarnowa. Za tydzień Unibax czeka wyjazdowy mecz w Lesznie. Szanse torunian na play-off są skromne. Z dziesięciu drużyn Enea Ekstraligi, tylko cztery awansują do spotkań decydujących o podziale medali.

Unibax - Azoty Tauron 43:47

Unibax: Sullivan 11 (3, 1, 3, 3, 0, 1), Miedziński 4 (1, 0, 1, 2), Ward 13 (3, 2, 2, 2, 1, 3), Ząbik 1 (0, 1), Holder 9 (1, 1, 1, 0, 3, 3), K. Pulczyński 2 (2, 0), E. Pulczyński (3, w, 0, 0)

Azoty Tauron: Hancock 10 (2, 3, 2, 3, 0), Jamróg 0 (0, 0), Madsen 8 (1, 3, 0, 3, 1), Vaculik 7 (2, 2, 1, 2, 0), Kołodziej 10 (3, 3, 1, 1, 2), Janowski 11 (w, 2, 2, 3, 2, 2), Gomólski (1, w)

Dlaczego Unibax przegrał z Azotami Tauronem Tarnów?
Więcej o: