Klub wspomina śmierć żużlowca, a zawodnicy boją się toru

Nawierzchnię na stadionie Dospelu/ Włókniarza poprawiono dopiero po interwencji m.in. Ryana Sullivana.
Kapitan toruńskiego Unibaksu wspominał o tym m.in. w komentarzu dla serwisu Sportowefakty.pl. Po niedzielnym spotkaniu ligowym nie szczędził krytyki organizatorom. - W Częstochowie zastaliśmy bardzo dziwny tor. W Polsce nie przygotowuje się dobrych, które gwarantują walkę na dystansie. Kibice nie są zadowoleni z takich torów. Zwróciliśmy uwagę sędziemu, by nawierzchnię poprawić - mówił tuż po spotkaniu.

Według Australijczyka dopiero to spowodowało, że tor był lepszy i można było się na nim widowiskowo ścigać.

Irytował się też inny żużlowiec Unibaksu, Chris Holder. W komentarzu dla SF mówił: - Myślę, że tory żużlowe są bezpieczne, co nie zmienia faktu, że mogą być bezpieczniejsze. Mogę przytoczyć nawet przykład z tego meczu. Na początku tor nie wyglądał najlepiej i mając w pamięci wydarzenia z zeszłego tygodnia przekazano arbitrowi, że nie będziemy czuć się w pełni komfortowo na tym torze. Potrzeba było czasu, aby niektórzy się z tym zgodzili, a po kilku kosmetycznych pracach okazało się, że nie zanotowaliśmy jednak żadnego niebezpiecznego wypadku i jazda sprawiała nam radość. Mam nadzieję, że niektórzy otworzą oczy na pewne rzeczy. Możemy bowiem odnieść poważne kontuzje i nawet zginąć na torze. Mam nadzieję, że nasze opinie będą bardziej respektowane przez niektóre osoby.

Ireneusz Winiarski, jeden z udziałowców klubu w Częstochowie, w serwisie Espeedway.pl: - Dwóch zawodnikó, czyli Adrian Miedziński i Ryan Sullivan, przestraszyło się naszego toru i zrobiła się boruta.

Unibax wygrał w Częstochowie 52:38.

Przed meczem obie drużyny wspominały zmarłego przed tygodniem żużlowca PGE Marmy Rzeszów Lee Richardsona.

Do Częstochowy przyjechał brat i żona Brytyjczyka oraz jego mechanicy i współpracownicy. Chcieli podziękować kibicom Dospelu/ Włókniarza za wsparcie.

W parku maszyn stworzono miejsce pamięci Richardsona. Kibice wywiesili na stadionie pamiątkowe transparenty, a na prośbę rodziny Brytyjczyka fani na stadionie nie ograniczyli się do cichego, skromnego dopingu. Do takiego namawiała przed meczem spółka organizująca rozgrywki. Żona Richardsona uznała, że jej mąż zamiast ciszy na stadionie żużlowym wolałby usłyszeć gwar.

Richardson w przeszłości był zawodnikiem częstochowskiego zespołu. Z Toruniem miał niewiele wspólnego - w regionie reprezentował jedynie przed dekadą GTŻ Grudziądz. Zawodnicy Unibaksu do meczu wyszli w pamiątkowych czarnych koszulkach wspominających Brytyjczyka.

Po śmierci Lee Richardsona polski światek żużlowy sporo mówił o stanie torów w lidze. Czy po tragedii Brytyjczyka kluby zrezygnują z zaskakiwania rywali nawierzchnią na stadionach?