Żużlowy lot a'la Małysz. "Uff, wpadłem nogami" [WIDEO]

W niedzielę w meczu Unibaksu Chris Holder miał koszmarny upadek, po który leciał - jak obrazowo mówili dziennikarze TVP Sport - niczym Adam Małysz. Zderzenie z torem było bolesne, ale Australijczyk już jest gotowy na kolejne starcia - w sobotnim Grand Prix w Lesznie.
Ta impreza będzie prawdziwym testem możliwości lidera Unibaksu. Holder rywalizację w tegorocznym Grand Prix rozpoczął fatalnie. Choć Australijczyk jest uznawany za jednego z kandydatów do walki o medale mistrzostw świata, pierwsze zawody w Nowej Zelandii skończył z zaledwie czterema punktami. Dało mu to tylko 14. pozycję.

Teraz Holder przyznaje, że w Lesznie liczy na znacznie więcej punktów.

Zainwestował w sprzęt, kupił nowe silniki. - Mam nadzieję, że będę znacznie szybszy niż dotychczas. Oglądanie swojego nazwiska na końcu stawki nie jest przyjemne - mówi Australijczyk.

W angielskich mediach Holder mówił w tym tygodniu m.in. o upadku podczas meczu Unibax - Stelmet Falubaz Zielona Góra, gdy został podcięty przez Piotra Protasiewicza.



- Uderzyłem w bandę. Najpierw nogami. To zawsze jest najlepszym rozwiązaniem - lepszym niż uderzenie głową. Miałem szczęście, że nic mi się nie stało, bo często przy tego typu upadkach można złamać np. obojczyk - mówi Holder, który ocenia też, że był to najgorszy karambol, w jakim ostatnio uczestniczył.

Po pierwszych zawodach GP prowadzi obrońca tytułu, Greg Hancock. Ma 22 punkty. Drugi jest Jarosław Hampel, który zgromadził ich 18. 15 ma Tomasz Gollob. Czwarte miejsce zajmuje Nicki Pedersen. Zebrał w Nowej Zelandii 13 pkt.

Początek zawodów w Lesznie w sobotę o g. 19.