Sport.pl

Żużlowy tor w Lesznie nadaje się do Antynagrody Nobla

Emocje po słynnym spotkaniu żużlowców Unibaksu w Lesznie nie słabną.
W ub. sezonie toruński Unibax przegrał półfinałowy pojedynek Ekstraligi z Unią m.in. ze względu na fatalne przygotowanie nawierzchni. Tor w Lesznie okazywał się dziurawy, pełen pułapek - m.in. to zdecydowało o ukaraniu Unii przez władze ligi. Gorąco było również po meczu, w którym kontuzji doznali Emil Pulczyński i Adrian Miedziński. Wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich zgłosił sprawę do prokuratury.

Do przygotowania toru w Lesznie wraca dziennik Nowości, który publikuje rozmowę z Adamem i Mariuszem Lipińskimi, którzy zajmują się przygotowywaniem toru w Toruniu.

Adam Lipiński mówi o sprawie meczu w Lesznie: - Jest to sprawa, która może spokojnie kandydować do żużlowej Antynagrody Nobla. Kontuzje, które odnieśli wówczas Adrian Miedziński i Emil Pulczyński mówią same za siebie. Reszta niech pozostanie bez zbędnych słów.

Pod kogo robiło i robi się tor w Toruniu? Pod wszystkich, czy też przede wszystkim pod swoich? - pytają Nowości. A. Lipiński odpowiada: - Tor zawsze jest przygotowywany pod miejscowych zawodników. To oni po ostatnim treningu przed meczem mówią, jaki tor sobie życzą. Potem jest to jeszcze konsultowane z trenerem. Słowo "pod swoich" należy jednak odpowiednio rozumieć. Tor musi być oczywiście bezpieczny, bez dziur i pułapek dla wszystkich zawodników. Też i dla przyjezdnych. Inaczej by uwłaczało to nam, jako klubowi, psuło widowiskowość żużla i w efekcie zniechęcało kibiców do przychodzenia na mecze.

Więcej o: