Sport.pl

Niestety, ale rusza żużlowe Grand Prix przeciętności

W nocy z piątku na sobotę rusza żużlowe Grand Prix - cykl zawodów o mistrzostwo świata. Patrząc na skład uczestników, trudno nie odnieść wrażenia, że o złoto walczą gwiazdy i zawodnicy, którzy nijak do nich nie pasują - stawkę zawodników w Grand Prix komentuje Filip Łazowy.
Kilka nazwisk zdecydowanie nie pasuje do stawki zawodników walczących o tytuł mistrza świata. Przyznanie dzikich kart Szwedowi Peterowi Ljungowi i Duńczykowi Hansowi Andersenowi to - delikatnie określając - nieporozumienie. Spora w tym wina polskich działaczy, którzy tak ułożyli regulamin w ENEA Ekstralidze, że w jednej drużynie może startować tylko jeden zawodnik z cyklu Grand Prix.

Efekt? Niektórzy żużlowcy wybrali wysokie zarobki w klubie rezygnując z udziału w walce o tytuł najlepszego zawodnika na świecie. W ten sposób postąpili m.in. startujący w toruńskim Unibaksie Darcy Ward czy też as Falubazu Zielona Góra Piotr Protasiewicz. Byli tacy, którzy powiedzieli wprost: jazda w Grand Prix ich nie interesuje, bo to zbyt droga zabawa. Zarobić na niej się nie da. Za to stracić można sporo.

Teraz jest tylko ośmiu zawodników, którzy będą walczyli o medale. Kilku kolejnych może sprawić niespodziankę w jednym czy dwóch turniejach. Są też tacy jak Ljung czy też Andersen, którzy będą regularnie mijać linię mety na końcu stawki. Tego typu żużlowcy będą obniżali jakość widowiska, które przez wiele lat stało na naprawdę wysokim poziomie. Teraz w GP startować będzie Andersen, który w Polsce stał się obiektem drwin i żartów. Przegrywał nawet z przeciętnymi polskimi juniorami - a i tak trafił do światowej elity. Tzw. dzika karta na inauguracyjny turniej w Nowej Zelandii dla Jasona Bunyana z Wielkiej Brytanii też jest żartem. Aż trudno mi uwierzyć, że nie było nikogo lepszego, nikogo kto gwarantowałby chociaż nawiązanie rywalizacji z pozostałymi zawodnikami. Bunyan tego nie zrobi.

Na początku sezonu wszyscy fani żużla będą interesować się rozgrywkami Grand Prix. Ale obawiam się, że z każdym kolejnym turniejem popyt będzie coraz mniejszy. Tomasz Gollob pytany wielokrotnie, kto jego zdaniem ma szanse na tytuł odpowiadał dyplomatycznie, że każdy ze stawki 16 zawodników. W tym roku to nierealne.

Kto ma największe szanse na mistrzostwo świata?
Więcej o: