Żużlowiec Tomasz B. na wirażu. Z toru do więzienia

Były as toruńskiego żużla Tomasz B. odbędzie w więzieniu wyrok za bankowe oszustwa. Sąd odwiesił mu karę odsiadki, bo były sportowiec ulotnił się z miasta i ani myśli zapłacić grzywnę. Wtajemniczeni mówią, że wyjechał do Rosji lub Stanów Zjednoczonych
Wychowanek toruńskiego Apatora (obecny Unibax ) pójdzie za kraty na równe 2 lata. Ma to jednak na własne życzenie, bo sąd, skazując go w maju ub.r. za wyłudzenie ponad 450 tys. zł i kilka kolejnych prób oszukania banków - łącznie na grubo ponad pół miliona zł, zawiesił mu wykonanie kary więzienia na 4-letni okres próby.

Było to o tyle uzasadnione, że 36-letni dziś Tomasz B. przyznał się do popełnienia tych przestępstw i dobrowolnie poddał karze, co oszczędziło długiego procesu. Ceną wolności był jednak warunek: były gwiazdor speedwaya miał zapłacić 10 tys. zł grzywny, pokryć koszty postępowania i oddać to, co wyłudził.

Niestety, tak jak wyrok szybko zapadł, tak eksżużlowiec jeszcze szybciej zapomniał o nałożonych na niego karach finansowych. Przez ponad rok nie wywiązał się z tego obowiązku, pomimo wezwań i prób zdyscyplinowania go. W końcu toruński sąd okręgowy stracił cierpliwość - nie mogąc nijak zmusić go do płacenia, postanowił odwiesić mu dwuletnią odsiadkę w więzieniu.

Tym co zaważyło na tej decyzji, była informacja, że 36-latek wyniósł się z miasta i wszelki słuch po nim zaginął. Ponoć nawet jego najbliższa rodzina nie wie, gdzie się podziewa i co robi - tak przynajmniej oficjalnie podała. Poszlaki wskazują, że niespełniona nadzieja toruńskiego żużla - Tomasz B. dwa razy był młodzieżowym indywidualnym mistrzem Polski, ale później nie osiągnął sukcesów na miarę swojego talentu - ukrywa się. Zanim bowiem wyjechał z Torunia, pozamykał tu swoje interesy.

Z wywiadu, jaki dotarł do sądu, wynika, że sprzedał motocykle (jeszcze w 2009 r. startował w II lidze) oraz udziały w Orionie - firmie, którą zamierzał rozkręcić za wyłudzone pieniądze. Miała to być knajpa na Starówce. Będący u schyłku kariery sportowiec w 2009 r. chciał wziąć na jej urządzenie 250 tys. zł kredytu, lecz składając w Polbanku wniosek, dołączył do niego sfałszowane przez siebie zaświadczenia o dochodach. Drugie tyle - tą samą metodą - wyłudzić miała dla niego jego siostra Joanna, którą namówił do przestępstwa.

Oboje wpadli, a policja, sprawdzając inne jego pożyczki, natknęła się na kolejne oszustwa: w tym samym roku w banku Meritum dostał 59 tys. zł, a w Eurobanku próbował uzyskać 53 tys. zł. W obu przypadkach posłużył się spreparowanymi dokumentami o zarobkach i zatrudnieniu. I wcale nie były to jego pierwsze takie występki. Już latem 2008 r. w ten sam sposób wyłudził bowiem ponad 400 tys. zł kredytu hipotecznego z banku Santander. Za wspólniczkę miał ówczesną żonę Patrycję, do niedawna koszykarkę toruńskiej Energi (dostała za to 14 miesięcy więzienia w zawieszeniu i 3 tys. zł grzywny). Bank nie wypłacił im tylko ostatniej transzy, bo zwrócił uwagę, że wydali pieniądze niezgodnie z umową.

Za ucieczką przemawia i to, że opuszczając rodzinne miasto, Tomasz B. nie poinformował o tym swojego kuratora.

Wyznaczył mu go w kwietniu ub.r. toruński sąd rejonowy, gdy zamykał sprawę gróźb, jakimi były żużlowiec w 2006 r. przymuszał swojego dłużnika do spłaty pieniędzy. Poszło o rozliczenie za myjnię samochodową przy ul. Grudziądzkiej. Mężczyzna, który ją od niego odkupił, potrącił sobie z należnej kwoty 17 tys. zł, bo sprzęt był ponoć wadliwy.

Oświadczył, że wszystko wyrówna, jak B. go naprawi. Ale ten miał mu wtedy złożyć wizytę, podczas której stwierdził, że "usterki go nie interesują" i zapowiedział, że jeśli nie zobaczy pieniędzy, to " zerżnie i zarżnie mu żonę", jego samego wywiezie do lasu, a myjnię spali. Ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach, bo zanim zapadł wyrok, skłóceni kontrahenci zawarli ugodę, a pokrzywdzony przyznał, że chce o wszystkim jak najszybciej zapomnieć. W tej sytuacji sąd wyznaczył Tomaszowi B. kuratora i warunkowo umorzył postępowanie na dwa lata próby.

Według nieoficjalnych informacji eksżużlowiec ponoć zaszył się w Rosji. To o tyle prawdopodobne, że kiedyś startował na Dalekim Wschodzie w klubie z Władywostoku, gdzie uchodził za gwiazdę największego formatu. Inne źródła mówią, że wyjechał do Stanów Zjednoczonych.

Do piątku Tomasz B. nie odwołał się od werdyktu odsyłającego go do więzienia. Jeśli jego zażalenie nie nadejdzie pocztą na początku tego tygodnia, sąd wezwie go do stawienia się w zakładzie karnym.

Jeśli 36-latek tego nie zrobi, wyda nakaz zatrzymania go i doprowadzenia za kraty. Gdyby i to było nieskuteczne, następnym krokiem może być list gończy.