Szef toruńskich koszykarzy: - Zostaliśmy oszukani

Wszystkie szczegóły zostały umówione. Więcej! Uzgodniony był nawet przyjazd Wojtka na wtorkową konferencję prasową, na którym miał podpisać umowę. Żurawski potwierdził przyjazd. Powiedział, że czeka go podróż ze Śląska, więc miał przyjechać w poniedziałek, przenocować w hotelu, a we wtorek rano być z nami. Nie umiem tego zrozumieć - mówi o nagłej rezygnacji Wojciecha Żurawskiego prezes koszykarz SIDEn / Polskiego Cukru.
Paweł Rzekanowski: Dlaczego Wojciecha Żurawskiego nie będzie w klubie z Torunia, miał uroczyście podpisać kontrakt z SIDEn / Polskim Cukrem?

Piotr Barański, prezes toruńskiej drużyny SIDEn / Polski Cukier: - Jestem zbulwersowany sytuacją. Dla mnie to nie do przyjęcia. Nie jestem w stanie zrozumieć takiego postępowania. Kiedy człowiek zgodnie z kodeksem cywilnym ma zobowiązania słowne, one mają pewną wartość prawną. Jeśli się wycofuje, nie potrafię tego zrozumieć. Nie przyjmuję tego do wiadomości, nie jest to w moim trybie postępowania.

Chciałbym, żeby ludzie, którzy pracują w naszym klubie byli traktowani poważnie. Skoro my zachowujemy się jak dorośli, niech działa to też w drugą stronę. Nie może być w zawodowym sporcie tak, że jak się coś komuś nagle nie podoba, to bierze zabawki i wychodzi z piaskownicy. Skoro od klubów wymaga się tego, by działały profesjonalnie, niech i zatrudniani sportowcy są odpowiedzialni za swoje czyny.

Kiedy zabrałem się za organizację toruńskiego klubu, zdecydowałem się, że wszystko będzie w nim profesjonalne. Mają być poważne zasady, przejrzystość, konkrety. Proszę pomyśleć, jak się czuję teraz - po tym, jak Wojciech Żurawski zostawił nas "na lodzie". Nie mamy tu do czynienia nawet z amatorszczyzną. Żurawski i jego agent po prostu nas oszukali. Zostaliśmy okłamani. Gdyby było to tylko na etapie negocjacji - to co innego.

Kontrakt był ustalony, wydrukowany, przyjazd Żurawskiego na jego podpisanie już zorganizowany?

- Tak! Wszystkie szczegóły zostały umówione. Więcej! Uzgodniony był nawet przyjazd Wojtka na wtorkową konferencję prasową, na którym miał podpisać umowę. Żurawski potwierdził przyjazd. Powiedział, że czeka go podróż ze Śląska, więc miał przyjechać w poniedziałek, przenocować w hotelu, a we wtorek rano być z nami. Nie umiem tego zrozumieć. Przepraszam, ale to wykracza poza moje możliwości. To amatorszczyzna koszykarza, który mieni się zawodowcem.

Zwykle w Polsce to kluby uchodzą za nieprofesjonalne, nieprzygotowane do zawodowej współpracy. Koszykarze są w powszechnej opinii poszkodowani, bo działaczom daleko do zawodowstwa.

- Popatrzmy teraz na to z drugiej strony. Przemek (Lewandowski - red.) i Łukasz (Żytko - red.) też mogliby nie przyjść na podpisanie kontraktów. Jednak byli, podeszli do wszystkiego tak jak powinni - jak zawodowcy. Wymagają profesjonalizmu od klubu, ale i sami go zapewniają. Kontrakt, papier jest konsekwencją pewnych ustaleń słownych. Jeśli te zapadają, obie strony powinny liczyć na to, że się ze zobowiązań wywiążą. Jeśli ja, jako prezes, rozmawiam z zawodnikiem i podajemy sobie rękę, a potem umawiamy się na uroczyste podpisanie umowy - albo nawet telefonicznie uzgadniamy, że mamy porozumienie - to dla mnie jest to wiążące. Patrząc na zachowanie Żurawskiego jestem w szoku.

Jak tłumaczył niespodziewaną rezygnację z przyjazdu?

- Padł argument, że chce być bliżej domu. Z Pleszewa, gdzie będzie teraz grał, na Śląsk też jest daleko. A agent, który prowadzi sprawę Wojtka dzwoni do nas z pretensjami. Szkoda słow. W okresie "przedstransferowym" trener drużyny Grzegorz Sowiński przedstawił zarządowi listę zawodników, których chciałby mieć w drużynie. Były tam nazwiska m.in. Żytko, Lewandowskiego, Dawida Przybyszewskiego i Żurawskiego. Tego samego Żurawskiego, który - nota bene - w ub. sezonie chciał dołączyć do naszego zespołu i przypominał o swojej osobie! "Pamiętajcie o mnie przed nowym sezonem" - mówił. Nazwiska z listy zostały "zrealizowane" - jeśli tak można powiedzieć. Rozmawialiśmy z innym ciekawym podkoszowym, Adamem Lisewskim. Nie ma go z nami, bo uczciwie powiedzieliśmy, że stawiamy na Żurawskiego. Nie chcieliśmy grać na dwa fronty, zależy nam na uczciwym stawianiu sprawy. Straciliśmy podwójnie. Straciliśmy bardzo dobrego gracza - ale dziś mogę śmiało powiedzieć, że również człowieka, którego już bym nie chciał - a także Lisewskiego.

Teraz budowa zespołu będzie utrudniona.

- Rynek koszykarski po miesiącu, jaki straciliśmy na Żurawskiego, jest już chudszy. Nawet bardziej niż chudszy. Teraz będziemy zastanawiali się nie jak uzupełnić dziurę związaną z jego zachowaniem. Chcemy raczej przemodelować zespół, inaczej rozłożyć atuty drużyny. Nie zmienia to jednak tego, że ja od kilkudziesięciu godzin nie potrafię normalnie funkcjonować.

Czwarty koszyk przed losowaniem grup Euroligi dla Asseco Prokomu Gdynia»