Dlaczego koszykarze przegrali finał z AZS Kutno?

W środę Toruń miał świętować awans do koszykarskiej I ligi. Nie świętował, bo wcale nie nadzwyczajny zespół z Kutna przewyższał go dojrzałością, pomysłem na grę.
W wypełnionej w czwartek toruńskiej hali na 5. meczu finału widziałem przeróżnych kibiców zespołu SIDEn / Polskiego Cukru. Byli lokalni biznesmeni - bardziej i mniej zaangażowani w koszykówkę. Byli radni i pracownicy magistratu. Były nastolatki próbujące zwrócić na siebie uwagę koszykarzy. Byli starsi panowie - wśród nich ex-członkowie klubu AZS. Byli zawodnicy pamiętający jeszcze grę toruńskiej drużyny w ekstraklasie - tak, jak Krzysztof Wilangowski skromnie stojący pod jedną ze ścian. Było dwóch barwnych kibiców, którzy w trakcie meczu nagle wpadli na pomysł, by spacerować wzdłuż linii boiska z flagami w barwach klubu.

Wszyscy przyszli z nadzieją, że SIDEn / PC wygra piąty mecz z AZS Kutno, a Toruń awansuje do I ligi. Zawiedli się.

Dlaczego torunianie nie pokonali drużyny, która wcale nie zaprezentowała niczego nadzwyczajnego poza skocznością Aleksandra Perki, który fruwał nad koszami "Spożywczaka" niczym w konkursie wsadów?

Największym zwycięzcą finału II ligi jest trener AZS Andrzej Kowalczyk. Spryciarz, który z szelmowskim uśmiechem potrafi perfekcyjnie ukryć mankamenty swojej drużyny, a wyeksponować atuty. Dobitnie pokazał, jak ważne w profesjonalnej koszykówce jest doświadczenie, wyczucie sytuacji, dobry kontakt z zawodnikami, analiza akcji rywali.

Po pierwszym meczu finałów - zwycięskim dla torunian - w SIDEn / PC zapanowała umiarkowana radość. Z dzisiejszej perspektywy widać, że Kowalczyk poświęcił go na poligon doświadczalny.

Zobaczył jak grają torunianie, doszedł do wniosku - słusznego - że kluczem do pokonania rywali jest zatrzymanie Przemysława Lewandowskiego. I zrobił to perfekcyjnie. Odtąd lidera torunian pilnował Perka. To gracz w II lidze wybitny. Bynajmniej nie pod względem techniki, ale możliwości fizycznych. Skakać potrafi pół metra wyżej niż rywale, biega bez oznak zmęczenia, w obronie stanowił koszmar sprytnego przecież Lewandowskiego. To nie przypadek, że w meczach od 2. do 5. gwiazda SIDEn / PC trafiła - o zgrozo! - 14 z 49 rzutów z gry! Lider torunian męczył się jak jeszcze nigdy w sezonie, odważnie brał na siebie odpowiedzialność za grę w ofensywie, ale wynikało z tego niewiele. Alternatyw dla niego nie było. Kowalczyk miał pomysł jak wyłączyć z gry Lewandowskiego, Sowiński nie miał pomysłu, jak wyłączyć z gry Perkę. Dzięki temu to zespół z Kutna w środę wieczorem z grupą około stu kibiców świętował awans.

Problemów w grze torunian było więcej.

Grzechem w koszykówce jest sytuacja, w której ma się centra wyższego od rywali o dobre 10 centymetrów, a grającego daleko od kosza. Nie zgadzam się z całkiem sporym gronem jego krytyków. To, że Przybyszewski w finałach grał poniżej oczekiwań nie wynika z jego braku umiejętności. To taki typ gracza, że musi otrzymać precyzyjną piłkę pod tablicą - a tych obwodowi mu nie potrafili zapewnić. W środę naprawdę dobre podanie od rozgrywającego Przybyszewski otrzymał raz - kiedy Dawid Wójcik sprytnie znalazł go w polu trzech sekund. To dało punkty, wyjścia Przybyszewskiego gdzieś dalej od tablicy - już nie. Efekt widoczny: SIDEn / PC miał wielkiego środkowego, który błąkał się po parkiecie mało wykorzystywany. Znamienne była sytuacja z 5. meczu finału, kiedy wściekły Sowiński aż zaklął pod nosem po nonsensownym rzucie Arkadiusza Kobusa z dystansu, kiedy - według założeń - miał szukać możliwości podania do Przybyszewskiego.

Można mieć wątpliwości, czy Sowiński - bardzo żyjący meczem, zdenerwowany i starający się ciągle motywować swoich zawodników - zbytnio nie poddał się właśnie emocjom. Swoich graczy zmieniał co chwilę - wystarczało do tego jedno złe zagranie. Kowalczyk pod względem prowadzenia zespołu zachowywał się inaczej. Był spokojniejszy, jakby bardziej ufał własnym zawodnikom nawet jeśli popełniali błędy. Lepiej potrafił też wyegzekwować od nich to, czego oczekiwał. I dlatego nawet kiedy torunianie zmniejszyli prowadzenie AZS z 14 punktów przewagi do dwóch, nie było widać na ławce kutnian nerwowości.

Brakowało torunianom koszykarskiej agresji. Nie można wygrać meczu o sporą stawkę bez elementu adrenaliny. Ta w czwartek była widoczna tylko sporadycznie. Znakomity w finałach Tomasz Lipiński wiedział jak sportową złość przełożyć na efekty na parkiecie. Tomasz Beciński - po udanym wsadzie nad Perką - podobnie. Problem w tym, że większości torunian owa sportowa złość bardziej przeszkadzała, niż pomagała.

Nadzieja dla Torunia w tym, że w turnieju barażowym - nie wiadomo gdzie się odbędzie - SIDEn / PC w porównaniu z finałami przejdzie metamorfozę.

Co było głównym powodem porażki SIDEn / Polskiego Cukru?
Zespół AZS był lepiej prowadzony przez trenera niż SIDEn
68%
48 głosów
Drużyna z Kutna miała świetnego lidera - Aleksandra Perkę
17%
12 głosów
Torunianom brakowało doświadczenia
15%
11 głosów