Sport.pl

Hala przy ul. Grunwaldzkiej będzie wypełniona jak nigdy

Po czterech meczach jest remis 2:2 w finałowej rywalizacji SIDEn Polski Cukier - AZS WSGK Kutno. Dzisiaj ostatni mecz obu drużyn w Toruniu. Kto wygra ten wywalczy bezpośredni awans na zaplecze koszykarskiej ekstraklasy


Tak ważnego meczu w hali przy ul. Grunwaldzkiej z udziałem koszykarzy nie było już od bardzo dawna. Torunianie stoją przed ogromną szansą aby wejść na przedsionek salonów koszykarskich. W finałowej rywalizacji w drugiej lidze jest remis 2:2. Lepsi w sezonie zasadniczym byli koszykarze SIDEn Polski Cukier i dlatego oni decydujący mecz będą rozgrywali we własnej hali. Wystarczy pokonać dzisiaj zespół z Kutna. Ale rywale mają taki sam cel i już raz w Toruniu wygrali. Jedno jest za to pewne, pojedynek podopiecznych Grzegorza Sowińskiego z zawodnikami Andrzej Kowalczyka obejrzy nadkomplet publiczności.





Rozmowa z koszykarzem SIDEn Polski Cukier Kamilem Michalskim



Filip Łazowy: Ile razy oglądał pał powtórkę ostatniej akcji podczas czwartego meczu w Kutnie? Piłka rzeczywiście już opadała, czy też może dopiero wznosiła się do góry?

Kamil Michalski: Z ciekawości obejrzałem powtórkę kilkanaście razy. Piłka już opadała, choć zdaję sobie sprawę, że arbiter mógł podjąć każdą decyzję. To był ułamek sekundy by wychwycić, czy piłka była opadająca, czy też jeszcze się wznosiła. Podczas oddawania rzutu byłem przekonany, że już opadała. Zatem punkty w takim przypadku muszą być zaliczone, gdyż blok został zrobiony zbyt późno.

Gdyby nie próba bloku przez Aleksandra Perkę piłka wpadła by do kosza?

- Taki miałem zamiar. Kiedy podczas meczu patrzyłem na piłkę to wydawało mi się, że leci prosto w kierunku do kosza. Ale oglądając powtórki to miałem ważenie, że mógłby być niedolot. Trudno teraz powiedzieć, bo piłka ze względu na blok rywala nie miała okazji trafić do kosza. Najważniejsze, że wygraliśmy ten mecz i wyrównaliśmy stan rywalizacji na 2:2. Teraz decydujące starcie będziemy rozgrywali na własnym parkiecie.

To chyba nie jest wielka przewaga. Obie drużyny przegrały bowiem po razie we własnej hali...

- To prawda. Ale ten dzisiejszy mecz będzie już zupełnie inny. Do piąty pojedynek, decydujący o tym, która z drużyn bezpośrednio awansuje do pierwszej ligi. To już nie ma możliwości odrobienia strat w kolejnym meczu. Teraz gramy o wszystko.

Praktycznie tak, ale przegrany nie traci definitywnie szans na awans na zaplecze koszykarskiej ekstraklasy...

- To prawda. Ale zarówno my, jak i zawodnicy z Kutna nie chcą grać w barażach. Oba zespoły chcą wygrać i uniknąć dodatkowego stresu. Dlatego mobilizacja jest ogromna. Własna hala będzie naszym atutem. Bardzo liczymy na kibiców. W takim meczu nie obędzie się bez ich dopingu. Jestem przekonany, że publiczność będzie naszym szóstym zawodnikiem i pomoże nam w odniesieniu zwycięstwa. Każdy kto uprawia sport doskonale zdaje sobie sprawę, że granie decydującego meczu w swojej hali jest wielkim przeżyciem. Myślę, że nasi fani będą się czuli podobnie. Stawka jest wielka i dlatego kibice pomóżcie.

Wygląda na to, że nie koszykarze z Torunia nie mogą się już doczekać dzisiejszego meczu...

- Bo tak jest. Bardzo nam zależało na tym, aby wygrać choć jeden mecz w Kutnie i przedłużyć nadzieje na awans do pierwszej ligi. Wszyscy bardzo chcemy zwyciężyć i sprawić radość nie tylko sobie, ale przede wszystkim kibicom. Na pojedynkach z AZS WSGK hala przy ul. Grunwaldzkiej była pełna. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby dzisiaj było inaczej.

Po porażce w czwartym meczu w Kutnie rywale są załamani? Czy też obudzi się w nich sportowa złość?

- Ja wiem, że są mocno wkurzeni. Są wściekli, że nie wygrali. Byli bardzo blisko, ale my im pokrzyżowaliśmy te plany. Przed finałem wiedzieliśmy, że rywalizacja nie skończy się w trzech meczach. Że będzie cztery, albo nawet pięć pojedynków. Rywale mają w swoim składzie doświadczonego szkoleniowca i kilku naprawdę znakomitych graczy. W przeszłości występowali na parkietach ekstraklasy i posiadają nieprzeciętne umiejętności. Dlatego też spodziewaliśmy się, że walka będzie bardzo zacięta.

Ciężka przeprawa w półfinale z PWiK Piaseczno. Teraz jeszcze niesamowita walka w finale. Koszykarze SIDEn Polski Cukier mają jeszcze siły na ten ostatni mecz?

- Przyznam szczerze, że jesteśmy bardzo zmęczeni. Rywale w półfinale mieli spacerek z SMS Władysławowo. My z kolei strasznie męczyliśmy się z drużyną z Piaseczna. Teraz też każde spotkanie kosztuje mnóstwo sił. Ale nie poddajemy się. Na pewno siły znajdziemy i zagramy jak najlepiej potrafimy. Marzyliśmy o takim meczu i co mamy teraz powiedzieć, ze coś nas boli, że jesteśmy zmęczeni? Nigdy w życiu. Nawet jak będzie coś bolało to po prostu nie będziemy tego czuć. Adrenalina będzie bardzo wysoka i nikt o tym w ogóle nie myśli. Rywale też są zmęczeni, ale nie odpuszczą. Będą chcieli wygrać za wszelką cenę. My też. Ale tylko jeden zespół będzie się mógł cieszyć. Mam nadzieję, że będzie to nasz zespół.

Jak poradzić sobie z presją w takim meczu?

- Hmm. Myślę, że trzeba grać jak najlepiej się tylko potrafi. Jeśli kibice będą nas głośno wspierać, to będzie nam łatwiej. Zdajemy sobie sprawę z wagi meczu. Wiemy też, że musimy słuchać trenera i realizować jego założenia taktyczne. W naszej drużynie nie brakuje doświadczonych koszykarzy. Wierzę, że pokonamy rywali i będziemy świętowali awans do pierwszej ligi. Taki był nasz cel przed rozpoczęciem rozgrywek i mamy wielką szansę go dzisiaj zrealizować.



Początek decydującego starcia dzisiaj w hali przy ul. Grunwaldzkiej o godz. 18





Atrakcje w przerwie

Dzisiejszy mecz będzie wyjątkowy nie tylko ze względu na ogromną stawkę. Organizatorzy spotkania zaprosili na finał finałów czirliderki zwykle występujące podczas meczów ekstraklasy Anwilu Włocławek. W przerwie występ da Tomasz Cebo - torunianin znany ostatnio z rywalizacji w transmitowanym przez Polsat konkursie muzycznym 'Must be the music'.