Sport.pl

Nasi koszykarze muszą odpocząć

Koszykarze SIDEn Polski Cukier odpoczywają po ciężkich bojach w półfinale i dwóch meczach finałowych z AZS WSGK Kutno. Torunianie, którzy walczą o awans do pierwszej ligi nie mogą sobie pozwolić na dwie kolejne porażki na parkiecie w Kutnie


Podopieczni Grzegorza Sowińskiego mają jasno określony cel w tym sezonie - awans na zaplecze koszykarskiej ekstraklasy. Pierwszy krok został zrobiony, kiedy zespól toruński pewnie zwyciężył w sezonie zasadniczym. Później kolejnym etapem było wyeliminowanie w półfinale PWiK Piaseczno. Także to udało się zrealizować, choć przeciwnik zmusił torunian do wielkiego wysiłku. Ostatnim krokiem miało być wygranie trzech meczów w finałowej rywalizacji z AZS WSGK Kutno. Po dwóch meczach w Toruniu więcej powodów do zadowolenia mają goście, którzy wygrali jedno spotkanie w hali przy ul. Grunwaldzkiej. Teraz rywalizacja przeniesie się do Kutna. Tam odbędą się kolejne dwa pojedynki.

Rozmowa z koszykarzem SIDEn Polski Cukier Dawidem Przybyszewskim



Filip Łazowy: Remis 1:1 po meczach w Toruniu to wynik jakiego pewnie się Pan nie spodziewał. Wszyscy liczyli na dwa zwycięstwa SIDEn Polski Cukier..

- Ma pan rację. Ja też sam liczyłem na to, że będzie 2:0 dla nas. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo. Drużyna z Kutna jest bardzo silna i spodziewaliśmy się zaciętej walki. Jednak wierzyliśmy, że dwa mecze na swoim terenie wygramy. Stało się inaczej, ale nie można już do tego wracać i się załamywać. Są kolejne mecze, w których stać nas na zwycięstwa. Na pewno rywale udowodnili, że bardzo dobrze grają w koszykówkę. Mają w swoim składzie doświadczonych zawodników a także trenera, który wcześniej prowadził m.in. reprezentację Polski.

W pierwszym meczu zespół z Torunia zagrał wręcz koncertowo, natomiast dzień później na parkiecie panował chaos, brakowało pomysłu na grę i spokoju w wykańczaniu akcji...

- To prawda. Wszystko dokładnie tak wyglądało. W pierwszym meczu wszystko nam wychodziło. Byliśmy skuteczni w ataku, a obrona funkcjonowała bez zarzutu. Właściwie trudno było się przyczepić do naszej gry. Wierzyliśmy, że podobnie będzie w kolejnym meczu. Niestety zagraliśmy znacznie poniżej oczekiwań, poniżej swoich umiejętności. Niepotrzebnie wiele akcji kończyliśmy rzutami z dystansu. Gdyby one nam wcześniej przynosiły punkty, to jeszcze można byłoby to zrozumieć. Ale nie trafialiśmy i mimo to wciąż oddawaliśmy rzuty z dystansu. Trener mówił nam, żebyśmy wchodzi pod kosz i rzucali lub wymuszali faule. Ale jak widać nie potrafiliśmy zrealizować tych założeń.

Z czego to wynikało? Z twardej obrony AZS WSGK Kutno, czy może były jeszcze jakieś inne powody?

- Na pewno rywale zagrali lepiej niż w pierwszym meczu. Ale wydaje mi się, że wina leży po naszej stronie. To my zagraliśmy gorzej niż potrafimy. Ja sam do siebie też miałem duże pretensje. Gra nam się nie układała, nie potrafiliśmy wykorzystać naszych atutów pod koszem. Zamiast grać bliżej pola trzech sekund to my z uporem maniaka rzucaliśmy z daleka. Pewien wpływ na naszą postawę miało zmęczenie. Czuliśmy w nogach półfinałową rywalizację z PWiK Piaseczno i mieliśmy mniej czasu niż rywale na odpoczynek. Ale nie szukam usprawiedliwienia. Zagraliśmy źle i postaramy się to na parkiecie w Kutnie odzyskać. Dokładnie przeanalizowaliśmy nasze błędy i wyciągniemy odpowiednie wnioski. Każdy z nas wie co zrobił nie tak i ma pomysł jak uniknąć podobnych pomyłek.

Teraz rywale wywalczyli przewagę własnego parkietu. Wygrają dwa razy w Kutnie i jest koniec rywalizacji...

- Spokojnie. My się łatwo nie poddamy. Teraz oni będą czuli większą presję. Już kibice widzą w nich faworytów, a to może im przeszkodzić. Może nagle zadrżeć ręka i gra nie będzie układała się po ich myśli. Ja w Kutnie nie grałem, bo nie było mnie jeszcze wtedy w drużynie. Słyszałem, że tak są dziwne kosze i ciężko się rzuca. Ale na wielu obiektach grałem i myślę, że dam radę. Stać nas na przynajmniej jedną wygraną na terenie przeciwników. Jesteśmy zmobilizowani i skoncentrowani.

Kolejny mecz w finałowej rywalizacji o pierwszą ligę dopiero 30 kwietnia. W przerwie czekają nas Święta Wielkanocne. To niełatwy okres jeśli chodzi o utrzymanie wysokiej dyspozycji...

- To prawda. Natomiast my wszyscy cieszymy się z tego, że kolejny mecz dopiero 30 kwietnia. Nie ukrywam, że byliśmy zmęczeni. Teraz dobrze się zregenerujemy i będziemy gotowi do walki. Wcześniej to przeciwnicy mieli ułatwione zadanie. Dłużej odpoczywali niż my i mieli za sobą spacerek w półfinale z SMS Władysławowo. Dlatego uważam, że czas pracuje na naszą korzyść. A co do świąt, to każdy z nas jest profesjonalistą. Każdy wie na co może sobie pozwolić, a czego nie wolno robić. Ja nigdy z tym kłopotów nie miałem i teraz będzie podobnie. Stół będzie zastawiony potrawami, ale ja będę jadł tylko to co mogę. Dieta jest bowiem bardzo ważna. Każdy do tej sprawy podchodzi indywidualnie, bo to zależy od organizmu. Nie ma się co martwić, że ktoś sobie trochę pofolguje. Wszyscy mamy jasno określony cel - awans do pierwszej ligi i wszystko jest podporządkowane temu aby go zrealizować.

W Kutnie czeka graczy ciężka przeprawa. Kibice w tym mieście już zapowiadają, że zgotują koszykarzom z Torunia prawdziwe piekło...

- Słyszałem. Kibice z Kutna znakomicie dopingowali swój zespół w Toruniu. Spodziewamy się, że będzie znacznie głośniej w ich hali. Może tym razem nasi kibice przyjadą i nam pomogą? Na pewno doping fanów dużo może pomóc. Wyzwala dodatkową energię. Cieszę się, że mecze w Toruniu toczyły się w takiej atmosferze. Oba zespoły czuły wsparcie swoich kibiców i oby podobnie było w Kutnie. Przyznam szczerze, że już się nie mogę doczekać kolejnego meczu.