Sport.pl

Ewenement koszykarsko-lekarski kontra gracze SIDEn

Równie specyficznego koszykarza w Toruniu jeszcze nie było. Mistrz lotów nad obręczami, człowiek potrafiący przeskoczyć nad 190-centymetrowym mężczyzną będzie w sobotę i niedzielę rywalem drużyny SIDEn. Nie przeszkadza mu to, że zanim zaczął treningi, jego prawa noga była dziesięć centymetrów krótsza od lewej
Gdyby przed ponad dekadą ktoś powiedział Aleksandrowi Perce, że teraz będzie w Polsce zawodowym koszykarzem słynącym z niezwykłej dynamiki i widowiskowych wsadów piłki do obręczy nad głowami zwykle bezradnych rywali, mógłby się gorzko zaśmiać. Przecież jego nogi różniło wtedy dziesięć centymetrów długości.

Historia Perki jest wyjątkowa.

Pochodzi ze sportowej rodziny olimpijczyków. Ojciec - Włodzimierz - był skoczkiem wzwyż. Matka, Delfina Skąpska - florecistką. Dzięki temu od dzieciństwa Perka miał styczność z rywalizacją, wynikami, walką. Jednak sam sportu uprawiać nie mógł.

Od dzieciństwa miał problem - jego lewa noga rosła szybciej. Lekarze w Polsce nie wiedzieli, co zrobić z nietypowym schorzeniem. Różnica stawała się coraz bardziej widoczna. Kiedy Perka miał 12 lat, sięgnęła już dziesięciu centymetrów. Jak poruszać się, kiedy między kończynami jest taka dysproporcja?

Rodzina Perków zaczęła szukać pomocy w Stanach Zjednoczonych. Poleciała za ocean, do Houston. Tam lekarze w specjalistycznej klinice byli przekonani, że choć przypadek Perki jest wyjątkowo rzadki - sam koszykarz twierdzi, iż według medyków zdarza się to raz na milion - są w stanie przeprowadzić operację.

Udała się. Rozwój lewego kolana został powstrzymany - noga już nie rosła. Za to wydłużać zaczęła się prawa.

Rok później Perka był już całkowicie sprawny, mógł zacząć treningi koszykarskie.

Był zdeterminowany - na siłowni spędzał więcej czasu niż rówieśnicy. Wszystko po to, by wzmocnić ciało. Dziś Perka jest uznawany za jednego z najmocniej zbudowanych polskich koszykarzy. Najbardziej w środowisku zwraca się uwagę na umięśnienie jego łydek - żartuje się nawet, że są jak wyćwiczone godzinami treningów sprężyny, które wynoszą go nad kosz.

Właśnie skoczność, dynamika to teraz największy atut Perki - kiedy z impetem wsadza piłkę do kosza lub wyskakuje pół metra wyżej niż rywal, trudno uwierzyć w to, że 12 lat temu jego nogi różniło dziesięć centymetrów. Przypomina o tym jedynie opaska, którą zwyczajowo zakłada na kończynę. - Widać, że nogi są nieco inne, ale grać mogę normalnie - mówi.

Teraz ponaddwumetrowy skrzydłowy z lotów nad koszami zrobił swoją koszykarską wizytówkę. Gdy przygotowywał się w 2010 r. do konkursu wsadów polskiej ligi, przed kamerami portalu Sport.pl pokazał zagranie niczym z ligi NBA. W drodze do kosza przeskoczył nad tylko lekko zgarbionym - a mającym ponad 190 cm wzrostu - rzecznikiem prasowym warszawskiej Polonii.

Kibice uwielbiają Perkę za to, że za wszelką cenę chce kończyć akcje wsadami. Kiedy przed rokiem organizowano Mecz Gwiazd Polskiej Ligi Koszykówki i na jej stronie internetowej przeprowadzono głosowanie kibiców na kandydatów do udziału w konkursie wsadów, to właśnie ówczesny skrzydłowy Polonii Warszawa zgromadził najwięcej punktów.

Ten sezon zaczął w ekstraklasie i zespole AZS Koszalin. Jednak w połowie sezonu zdecydował się na zmianę zespołu - przeniósł się do AZS Kutno, z który walczy o awans do I ligi. Właśnie ten zespół - główny konkurent toruńskiego SIDEn/Polskiego Cukru w walce o pierwszej miejsce w tabeli - będzie w niedzielę gościem drużyny trenera Grzegorza Sowińskiego w hali przy ul. Grunwaldzkiej.

Jeśli tylko torunianie zostawią Perce zbyt wiele miejsca, pokaże, dlaczego był uznawany za faworyta ubiegłorocznego konkursu wsadów Meczu Gwiazd w ekstraklasie.

Kto wygra finał i awansuje?