Sport.pl

Ile Karkosik daje na żużel? Ostatnio 12-18 procent budżetu

W porównaniu do rozgrywek sprzed czterech lat budżet toruńskiego klubu musiał powiększyć się aż o 70 procent. Czy żużel w mieście przetrwałby na poziomie ekstraligi, gdyby nie jego sponsor Roman Karkosik?
Rozmowa z Wojciechem Stępniewskim

Paweł Rzekanowski: Jak bardzo zmienił się budżet toruńskiego klubu w porównaniu z sezonem, kiedy został przejęty przez firmę Unibax należącą do Romana Karkosika?

Wojciech Stępniewski: - To zwyżka o około 70 proc. w stosunku do roku 2007.

Sporo.

- Na tą podwyżkę składają się przede wszystkim większe wynagrodzenia dla zawodników.

Jak duży jest wkład w budżet ze strony Unibaksu, ogólnie pojętych pieniędzy Karkosika?

- To, w zależności od sezonu, w granicach 12-18 proc. całkowitego budżetu klubu. Jednakże pamiętam rok 2007, gdzie całkowity wkład wyniósł ponad 30 proc. Do tego należy doliczyć ok. 1,4 mln długu po starym klubie. Tak duży wkład wynikał przede wszystkim z tego, iż spółka powstała w listopadzie, a zwykle rozmowy ze sponsorami rozpoczyna się w październiku. My poza rozmowami z potencjalnym sponsorami musieliśmy zmierzyć się jeszcze z całą machiną organizacyjną. Czasu było mało, ale się udało.

Czy Unibax ma np. sponsorów, którzy angażują się w utrzymywanie klubu właśnie ze względu na Karkosika, interesy z jego firmami? Gdyby zrezygnował z utrzymywania klubu, groziłoby to wycofaniem się kolejnych.

- Dla wielu naszych sponsorów obecność Unibaksu i Romana Karkosika jest gwarancją stabilności i rozsądnej polityki finansowej klubu, więc również rozmowy z nimi bywają łatwiejsze. Aczkolwiek zdarzają się sytuacje, gdzie potencjał finansowy właściciela nie ułatwia nam rozmów handlowych.

Dlaczego?

- W myśl zasady: "Nie pomagamy bogatym". Jednak podkreślę to już chyba po raz setny: wkład obecnej rzeszy naszych sponsorów w rozwój toruńskiego żużla jest ogromny i bez nich wiele sukcesów naszego klubu nie byłby możliwych. Za to jeszcze raz im dziękuję.

Czy dziś bez klub mógłby istnieć samodzielnie - bez np. Unibaksu?

- Przy tak rosnących budżetach - w jednym z miast żużlowych wynosi on ok. 9,5 mln zł - wątpię w utrzymanie stabilności finansowej bez zaangażowania sponsora tytularnego.

Zna pan świetnie środowisko ligowych szefów. Czy nie dziwią się, że Karkosik - biznesmen nastawiony na zysk - okazuje się altruistą, który godzi się na utrzymywanie klubu wiedząc, że nie jest on nastawiony na dochód?

- Nie dziwią się, bo oni sami z prywatnych pieniędzy dokładają do swoich budżetów. Tak robi np: Józef Dworakowski i firma Agromix w Lesznie czy Marta Półtorak (szefowa Marma - red.) w Rzeszowie. Tym bardziej powinniśmy docenić takich żużlowych filantropów.

Co jest celem klubu żużlowego w Toruniu? Wynik sportowy? Wynik finansowy? Dochód? Promocja marki Unibax?

- Wszystko razem, ale przede wszystkim wynik sportowy.

Czy można w ogóle mówić o jakiejkolwiek dochodowości żużla w Polsce? Czy można na tym zarobić, czy klub - tak jak Unibax - istnieje dla zysku jego właściciela? Jeśli nie, to właściwie po co to wszystko - dla reklamy, wizerunku firmy?

- Ciężko jest zaplanować strategię finansową, w sytuacji, gdy co roku istnieje duże prawdopodobieństwo wzrostu kosztów zawodników na poziomie ok. 20 proc. To jest jedyna przyczyna braku stabilności budżetowej w wielu misach. Poza tym nakłada się na to kryzys gospodarczy, który ma się na chwilę obecną dobrze a jego końca jak na razie nie widać. W związku z tym spółka Ekstraliga Żużlowa podjęła działania, które choć w małej części ale pozwolą nam zejść z kosztów od sezonu 2012.

Czego brakuje w polskim żużlu, by był on dochodowy - jak np. kluby piłkarskie? Wystarczy powiększyć grono odbiorców?

- Nie znam w Polsce dochodowego klubu piłkarskiego. Pan Wojciechowski w Polonię Warszawa zainwestował już ok. 50 mln zł, nic z tego na razie nie mając. Dużo więcej pan Cupiał w Wisłę Kraków - również bez zysków. Podobne kwoty przeznaczył koncern ITI w Legię Warszawa. Chwilowo dochodowy jest Lech Poznań, którego stadion pęka w szwach i gra na zapleczu Ligi Mistrzów, gdzie mimo tego zaplecza do Poznania przyjeżdżają drużyny z czołówki europejskiej, "nakręcając" kibicowską koniunkturę na Lecha. Przed oddaniem nowego stadionu przychodziło śrdnio ok. 13.000 kibiców, co jak na 550 tysięczne miasto nie było wynikiem powalającym na kolana.

A przypomnę tylko, iż sam kontrakt telewizji Canal+ z ekstraklasą piłkarską był wart ponad 300 mln zł.

Wracając na nasze żużlowe podwórko, brakuje nam: ? umowy z telewizją na odpowiednim poziomie finansowym proporcjonalnym do oglądalności dyscypliny ? sponsora tytularnego ekstraligi ? zahamowania podwyżek wynagrodzeń dla zawodników.