Sport.pl

Energa zaledwie jeden mecz od półfinału

Dziś decydujący mecz o awansie do ćwierćfinału ligi koszykarek. Jeśli Energa wygra w Gorzowie z AZS, toruński klub będzie miał problem
Powód: w niedzielę zarząd ligi zdecydował się na zamknięcie hali przy ul. Grunwaldzkiej dla rozgrywek koszykarskiej ekstraklasy kobiet.

To efekt kuriozalnego meczu w sobotę, kiedy w hali kolejny raz popsuła się tablica świetlna, która na tym szczeblu rozgrywek jest obowiązkiem stawianym organizatorom spotkań. Ponieważ nie działały wyświetlacze oraz zegary poszczególnych akcji oraz czasu całego spotkania, upływające sekundy musiał liczyć spiker. Robił to po polsku i angielsku - ponieważ w drużynach Energi i AZS jest sporo zawodniczek zagranicznych.

Jeszcze w trakcie spotkania możliwe było nawet przerwanie meczu - domagali się tego gorzowianie. Kilka tygodni wcześniej do podobnej sytuacji doszło w trakcie spotkania w męskiej ekstraklasie. Ponieważ tablica świetlna nie działała, jedno ze spotkań po prostu odwołano. W Toruniu rozegrano je do końca ze względu na sporą wagę ćwierćfinałowego pojedynku.

Jednak zarząd ligi szybko zdecydował się na kary wobec Energi. Klub otrzyma karę finansową i - od niedzieli - nie ma gdzie grać. Kierownictwo ligi uznało, że nie ma wyjścia i musi do odwołania zamknąć obiekt w Toruniu dla rozgrywek ekstraklasy.

Można to zmienić pod warunkiem, że hala znów będzie spełniała wszystkie standardy stawiane tego typu obiektom.

Takich problemów z infrastrukturą sportową nie ma w Gorzowie. Tam dziś wieczorem zawodniczki AZS i Energi zmierzą się w trzecim, ostatnim meczu ćwierćfinałowym. To już spotkanie o wszystko - zwycięzca awansuje do półfinału, w którym zmierzy się z CCC Polkowice. Jeszcze przed startem rywalizacji z gorzowiankami, trener Energi Elmedin Omanić przyznał, że wierzy to, iż jego zespół mógłby awansować nawet do finału ligi. Uważa, że CCC jest w zasięgu Energi - stąd kluczowa okazuje się rywalizacja z AZS.

Już w pierwszym spotkaniu obu drużyn ekipa Omanicia mogła wygrać w Gorzowie, ale zabrakło jej punktów Moniki Krawiec. Liderka torunianek wyrasta na najważniejszą postać ćwierćfinałowych starć. Jeszcze niedawno leczyła kontuzję i ciągle odczuwa jej skutki, ale zdecydowała się grać dla Energi mimo, że nie wróciła do pełni formy. Widać to było przed tygodniem, kiedy raziła nieskutecznością i miała problemy z tym, by grać na swoim zwykłym poziomie. Krawiec była wtedy mało widoczna i AZS nieznacznie zwyciężył.

W sobotnim rewanżu torunianka czuła się już znacznie lepiej. Zdobyła 19 punktów, imponowała zaangażowaniem w defensywie, a Energa szybko zyskała filar, na którym oparła całą swoją grę. Wystarczyło, by Krawiec zapewniła jej więcej punktów, a to torunianki zwyciężyły.

Postawa Krawiec ma podtekst personalny. Choć jest jedną z najlepszych polskich zawodniczek w lidze, nie otrzymuje powołań do reprezentacji narodowej. W składzie kadry nie widzi jej właśnie prowadzący AZS Dariusz Maciejewski. W ostatnich tygodniach szkoleniowiec reprezentacji opowiadał m.in. o zastrzeżeniach wobec możliwości Krawiec. Ta z kolei przyznała, że jest rozczarowana postawą trenera, który miał nie zwrócić uwagi na to, że jest tuż po kontuzji.

Wiele będzie dziś także zależało od postawy podkoszowych Energi. W pierwszym spotkaniu fatalnie spisała się środkowa Jelena Maksimović, która już po siedmiu minutach wyczerpała limit fauli. Torunianki miały za to wielki problem z bardzo silną Izabelą Piekarską - wtedy najlepszą zawodniczką AZS.

Środkowa gorzowianek ma aż 195 cm wzrostu. Jest drugą po Małgorzacie Dydek Polką wybraną w drafcie do ligi WNBA. Jednak w sobotę zespołowi Omanicia udało się ograniczyć jej swobodę.

Mecz w Gorzowie rozpocznie się o godz. 18. Transmisja statystyczna w internecie - Plkk.pl.