Sport.pl

Trener koszykarek pewny siebie: - Energa może być w finale

Dziś rusza najważniejsza część sezonu ligi koszykarek. - Jeżeli pokonamy AZS, możemy zrobić niespodziankę. Jesteśmy w stanie osiągnąć lepszy wynik niż przed rokiem, nawet zagrać w finale - mówi przed ćwierćfinałem z gorzowiankami Elmedin Omanić, trener toruńskiej Energi.
Rozmowa z Elmedinem Omaniciem

Łukasz Maleszewski: W środę start play-off i decydującej walki o medale mistrzostw Polski. Jest pan zadowolony z szóstego miejsca Energi po rundzie zasadniczej?

Elmedin Omanić: Mogło być trochę lepiej, ale trzeba pamiętać, że na początku sezonu mieliśmy w zespole bardzo dużo kontuzji. Z tego wzięły się porażki, gdy musieliśmy sobie radzić bez naszych najlepszych zawodniczek. Jednak kilka spotkań przegraliśmy też przez naszą głupotę.

Powiedział pan, że w tym sezonie Energa ma najsilniejszy skład odkąd jest pan w Toruniu. Tylko że w ub. sezonie po rundzie zasadniczej zespół startował do play off z trzeciego miejsca.

- Tak jak mówiłem wcześniej: obecne miejsce zajmujemy z powodu kontuzji i naszej głupoty. Mamy bardzo profesjonalny zespół, ale w kilku meczach zawodniczki mogły dać więcej serca. Nie można też powiedzieć, że któraś z nich nie jest dobrym wyborem. Są dwie zawodniczki, które grały na ostatnich mistrzostwach świata (Veronika Bortelova oraz Lizanne Murphy - red.). Jest kilka zawodniczek, które grają w reprezentacjach i wystąpią na zbliżających się mistrzostwach Europy w Polsce. Nie był to więc zły wybór, ale zawsze oczywiście można było wybrać lepiej. Nasz zespół jest tanią drużyną, dlatego szóste miejsce nie jest złe.

Teraz kadra Energi to dziesięć zawodniczek oraz juniorka Paulina Olszak i kontuzjowana Róża Ratajczak. Takiego komfortu pracy i możliwości rotacji jeszcze nie miał pan podczas pracy w Toruniu.

- Oczywiście, że to lepsza sytuacja. Gdybyśmy grali tylko sześcioma, ośmioma zawodniczkami, to nie byłoby szansy na osiągnięcie tegorocznych sukcesów. W tym sezonie w rozgrywkach FIBA EuroCup zaszliśmy dalej (Energa odpadła w 1/8, rok temu w 1/16 rozgrywek - red.). Graliśmy także w finale Pucharu Polski, tak więc ten skład już zrobił krok do przodu.

Czy zamiast dwóch, trzech przeciętnych zawodniczek nie lepiej było sprowadzić jedną gwiazdę ze sporym doświadczeniem w WNBA?

- Tak, na przykład LaTangela Atkinson (w sezonie 2008/2009 występowała w Utex ROW Rybnik - red.), która kosztuje tyle, ile trzy nasze zawodniczki. A średnio zdobywa 8 punktów i notuje 6 zbiórek. Wtedy też by ludzie mówili: "Co za zawodniczkę wziął ten wariat?" A Yelena Leuchanka (jedna z najlepszych środkowych Europy, sezon zaczynała w AZS Gorzów, z którego przeniosła się do Wisły Can-Pack Kraków - red.)? Jak przyjechała do Torunia z AZS Gorzów, wygraliśmy ten mecz. W trakcie sezonu też dużo nie pokazała, a moim zdaniem jest to jedna z najlepszych zawodniczek na świecie.

Ale np. Monica Wright z Lotosu Gdynia, nie jest tak drogą zawodniczką.

- Tak, to prawda, ale w tej kwestii trzeba też mieć odrobinę szczęścia. Załóżmy, że w przyszłym sezonie będziemy mieli jedną tanią zawodniczkę oraz drugą pokroju Wright. I tak nie mamy gwarancji jak one będą grały. Są też zawodniczki, na które nas po prostu nie stać - jak Tina Thompson, Diana Taurasi czy Sue Bird (reprezentantki USA, złote medalistki IO w Pekinie w 2008 r. - red.). Zresztą gdyby Sue Bird rozgrywała w Enerdze i rzucała tylko 7 punktów i miała 6 asyst, to ludzie i tak mówiliby, że to wariactwo, płacić jej za takie statystyki tak ogromne pieniądze.

W środę pierwszy mecz play off z Gorzowem. Jak Energa musi zagrać by nie powtórzył się wynik sprzed tygodnia?

- Trzeba zagrać lepiej (śmiech). AZS to naprawdę dobry zespół. Ma niezłe Polki, Amerykankę (Lyndra Weaver - przyp. red.), Szwedkę (Chioma Nnamaka - przyp. red.) oraz Samanthę Richards, która jest rewelacyjnym zawodnikiem. Tak, to bardzo dobry zespół. Dodatkowo, ciężko się gra w gorzowskiej hali. Do sali, w której mieści się - załóżmy - 500 osób, na mecz przyjdzie 1,5 tys. kibiców. Co ciekawe, AZS rozgrywał tam swoje mecze w Eurolidze, a przecież jest wymóg by na tym poziomie rozgrywek hala miała co najmniej 2 tys. miejsc. Gdy to Energa chciała walczyć w Eurolidze, jako największy problem wytykano nam brak hali z odpowiednią liczbą miejsc. Zresztą Wisła Kraków też nie ma sali z dwoma tysiącami. Ale to jest dowód na to, że regulamin nie jest taki sam dla wszystkich.

Który AZS Gorzów jest silniejszy? Ten z pierwszej rundy z Yeleną Leuchanką, Kalaną Greene i Johanną Leedham, które opuściły drużynę, czy obecny?

- Moim zdaniem, Gorzów jest teraz silniejszą drużyną. Te dwie nowe zagraniczne zawodniczki na pozycji 2 i 3 (Nnamaka i Weaver - przyp. red.) prezentują taki sam poziom - o ile nawet nie wyższy - niż te, których już w AZS nie ma. Wcześniej taktyka Gorzowa głównie opierała się na grze pod koszem. Na Leuchance i na jej indywidualnych umiejętnościach, ale to nie wychodziło. Teraz AZS gra o wiele lepiej, bardziej zespołowo.

W meczu przed tygodniem w Gorzowie, po raz czwarty już w tym sezonie został pan ukarany przewinieniem technicznym. Sędziowie są już bardzo wyczuleni na Elmedina Omanicia.

- Dokładnie oglądałem nagranie z tego meczu i moim zdaniem moje zachowanie było właściwe. Pamiętajmy, że jedno z tych czterech przewinień technicznych jest konsekwencją mojego błędu podczas meczu w Gdyni. Wtedy, gdy na boisku było za dużo zawodniczek. To nie był więc techniczny za moje zachowanie. O ile mogę się zgodzić, że na te dwa pierwsze takie przewinienia (mecz w Krakowie z Wisłą oraz mecz w Gdyni z Lotosem - przy. red.) zasłużyłem, to na ten ostatni, z Gorzowem, na pewno już nie. Myślę, że przez cały mecz z AZS dobrze się zachowywałem, współpracowałem z sędziami, którzy po meczu byli zadowoleni. Po spotkaniu komisarz powiedział mi tylko, że sędzia musiał tak postąpić, byśmy spokojnie dograli mecz, bo trener Maciejewski (Dariusz Maciejewski - trener AZS Gorzów, także ukarany w tym meczu przewinieniem technicznym - przy. red.) i ja przekroczyliśmy strefę ławki.

Nie ma pan obaw, że w tej chwili każde kolejne tego typu zachowanie - np. opuszczenie strefy ławki lub krytykowanie decyzji arbitrów - skończy się kolejnym przewinieniem technicznym, a w konsekwencji dyskwalifikacją?

- Proszę obejrzeć sobie np. mecz z Krakowa z tego sezonu pomiędzy Wisłą a AZS. Tam dokładnie widać ile osób z ławki skacze, krzyczy, przekracza linię strefy ławki i ile osób zostało za takie zachowanie ukaranych przewinieniami technicznymi. To jest przykład tylko z jednego meczu. Takich spotkań jest bardzo wiele, czy to w męskiej czy żeńskiej koszykówce. Sędziowie trochę przesadzają z technicznymi przewinieniami. Jest co prawda kilku naprawdę bardzo dobrych sędziów, z którymi można normalnie współpracować, np. Kuba Zamojski. Oprócz tego, że ja próbuję się teraz bardzo dobrze zachowywać, to kilku arbitrów też powinno zobaczyć, że wcale nie jestem najgorszym trenerem w lidze i nie powinni tak szybko karać mnie technicznymi.

Czy w środę przeciwko AZS Gorzów zagra już kontuzjowana ostatnio liderka Energi Monika Krawiec?

- Pytałem się Moniki czy będzie mogła zagrać. Odpowiedziała, że musi. To dla nas bardzo ważny mecz i myślę, że Monika już w nim wystąpi. W poniedziałek miała pierwszy trening. Trochę pobiegała, ale z jej ścięgnem Achillesa nie jest jeszcze wszystko w porządku.

Mecz z CCC miał być ostatnią szansą dla Hajdany Radunović. Zdała ten test i pozostanie w Toruniu do końca sezonu?

- Nie wiem skąd informacja, że mecz z CCC miał być jakimś testem dla Hajdany. Problem jest nie tylko z Radunović, ale też z innymi zawodniczkami. Od początku mamy kłopot z pozycją "jedynki". Nasze dwie bardzo doświadczone rozgrywające nie potrafią być trenerami na boisku i to jest jeden z większych problemów, jakie ma zespół w tym sezonie. Próbowaliśmy już różnych kombinacji na tej pozycji. Sądzę, że kilka minut, które Magda Radwan zagrała jako "jedynka" pokazały, że podczas gry dużo myśli i np. ma o wiele mniej strat niż nasze dwie podstawowe rozgrywające.

Wracając jednak do Radunović i jej postawy. Nie żałuje pan, że nie ma już w Toruniu Patrycji Gulak-Lipki, która w trakcie sezonu wyjechała za granicę?

- Patrycja pierwszy sezon w Toruniu miała niezły. Później chciała zmienić klub na inny - taki, w którym trener nie krzyczy na zawodniczki i w którym będzie grać więcej. Proszę więc zobaczyć statystyki Gulak-Lipki. Proszę zobaczyć ile teraz gra we Francji i ile zdobywa tam punktów oraz porównać to z wynikami jakie notowała w Toruniu. Wszystko wtedy będzie jasne.

Środkowa Energi Jelena Maksimović miała być gwiazdą ligi i na pewno ma potencjał by być liderką drużyny, ale gra bardzo nierówno.

- Zgadza się. W Toruniu jest tylko jedna zawodniczka, która gra równo - to Monika Krawiec. Teraz widać jak ważną postacią jest dla naszego zespołu. Maksimović potrafi zagrać bardzo dobre mecze, ale zdarzają się jej też słabe występy. Jelena to zawodniczka, która chce walczyć, intensywnie trenuje, ale jeszcze nie pokazała pełni swoich możliwości.

Wróciła już do Polski Charity Egenti reprezentująca Energę w ub. sezonie. Rozmawia pan z nią o jej grze dla toruńskiej drużyny? Zwłaszcza, że będzie mogła występować jako Polka.

- Nie wiem kiedy i czy w ogóle Charity będzie miało polskie obywatelstwo. W Polsce są ogromne problemy z załatwieniem takich spraw, wszystko przez biurokrację. Sam tego doświadczyłem, gdy w Toruniu urodził się mój syn i walczyłem przez 4-5 miesięcy, żeby dostał kartę stałego pobytu. Pracuję już piąty sezon w Polsce, a za każdym razem, dwa razy do roku, muszę zebrać masę dokumentów, żeby zalegalizować swój pobyt. Moje dzieci chodzą tu do szkoły, więc skończą swoją naukę 15 czerwca, a nasza karta pobytu jest ważna tylko do połowy maja. Nie wiem więc jak z taką biurokracją poradzi sobie Charity. Wracając jednak do pytania. Charity miała dobry poprzedni sezon, ale toruńscy kibice chcą jeszcze lepszych zawodniczek, które gwarantują większe sukcesy.

Kto zdobędzie w tym sezonie mistrzostwo Polski?

- W tym momencie najsilniejszą drużyną jest na pewno Wisła Kraków i jeśli nie zdobędzie mistrzostwa Polski, to będzie spora niespodzianka. W tym sezonie udało nam się nieco pokrzyżować im plany - po pierwsze w Pucharze Polski, a po drugie Wisła nie spotka się w finale z Lotosem (mogą trafić na siebie już w półfinale - red.). Jedna z tych drużyn pożegna się z marzeniami o złocie szybciej.

A na którym miejscu będzie Energa?

- Jeżeli wejdziemy do "czwórki", możemy zrobić niespodziankę i osiągnąć lepszy wynik niż przed rokiem (wtedy Energa zdobyła brązowy medal - red.). Możemy nawet zagrać w finale. Jeśli uda nam się pokonać Gorzów, w półfinale prawdopodobnie zagramy z Polkowicami, a to jest zespół, który najbardziej nam pasuje. Ale oczywiście nic jeszcze nie wiadomo, możemy zrobić dużą niespodziankę, a możemy też skończyć na ósmym miejscu.



Dzisiejszy mecz AZS i Energi w Gorzowie o godz. 18. Rewanż w sobotę w Toruniu. Do półfinału awansuje zespół, który wygra dwukrotnie. Ewentualne trzecie spotkanie zaplanowane jest na środę w Gorzowie.