Sport.pl

Czy w żużlu może być nawet drużyna Koziołka Matołka?

Apator to hasło żużla w Toruniu. Zaczęło żyć swoim życiem. Nie ma nic wspólnego ze swoim pierwotnym właścicielem. To paradoks, ale potwierdzający zasadę tożsamości: wartości ponad pieniędzmi, schematami.
Popieram sugestię - i również bardzo proszę - by nie wyrażać się zbyt lekceważąco o tej i każdej innej inicjatywie kibiców. Przykład z ulica Pera Jonssona wyraźnie pokazał, ze chodzi o działania prężnej i zdecydowanej grupy ludzi, która w odróżnieniu od lokalnej władzy, potrafi działać bardzo skutecznie. Na marginesie, to właśnie tej skuteczności wszelkie lokalne (i nie tylko) PO, PiS-y, Czasy Gospodarzy, czy inne grupy nie-mocy publicznej mogą się tylko uczyć. Pomysł ulicy Pera Jonssona był również szeroko dyskutowany, uważany przez wielu za absurdalny, krytykowany gdzie się tylko dało, a.. został zrealizowany i po prostu jest! I nic się nie stało - świat się nie zawalił, a samo uhonorowanie wybitnego sportowca, który poświecenie dla toruńskiego żużla przypłacił utrata zdrowia, przyniosło jemu i wielu kibicom wspaniale chwile wzruszenia. Ja osobiście cieszę się, że dzięki temu gestowi ponownie Toruń pokazał Perowi Jonssonowi, że stale docenia i pamięta jego oddanie. Na przekór kilku marnym, lokalnym nieudacznikom, którzy nigdy, niczego dla tego miasta nie zrobili i pewnie już nie zrobią. I nikt od nich tego nie oczekuje. Szczerze i bez zbędnych złudzeń!



"Oswajanie" kibica w Toruniu

Wracając do wątku głównego - nazwa Apator czy Unibax? Aby dojść do sedna tego punktu, moim zdaniem należy zacząć od samego początku, a mianowicie od uświadomienia sobie, że istnieje coś takiego jak tożsamość klubu.

Czym jest owa tożsamość? To zbiór pewnych cech, fundamentalnych cech, które tworzą pewna niematerialną, ale kluczową wartość klubu. To jego historia - ludzie, którzy ją tworzyli, miejsce rozgrywania meczów (stadion), barwy, czasami hymn. Nazwa! W toruńskim klubie w ostatnim czasie doszło dwóch wielkich zmian: stadionu i nazwy. Zmiana stadionu została przyjęta przez kibiców ze zrozumieniem. Jest to wyraźnie zmiana na lepsze, chociaż oczywiście pewnie znajdą się i tacy, którzy z sentymentem powracają w pamięci do chwil spędzonych na ul. Broniewskiego. Z tą zmiana kibice byli "oswajani" długo - o nowym stadionie i konieczności przeprowadzki mówiło się już długie lata przed tym niż się to stało. I ta zmiana nie była zbyt bolesna - po prostu nowe i lepsze wyparło to, co może i sentymentalne, ale wyraźnie gorsze.

Tutaj jednak przyszła w tym samym czasie i druga zmiana - nazwy. Pomysł zmiany nazwy klubu (w tym momencie abstrahuje od naszego konkretnego przypadku) jest sam w sobie absurdalny. Jak można zmieniać coś, co jest tak istotną częścią tożsamości praktycznie z dnia na dzień?! My oczywiście w dzisiejszym, zmaterializowanym świecie jesteśmy już przyzwyczajeni do magicznego wytłumaczenia tego faktu - "kasa" i sponsor tłumaczy dzisiaj wszystko! Ot, nowoczesny sport! Do bólu komercyjny. Gdzie lepiej to widać niż właśnie w żużlu? Chyba w żadnej dyscyplinie sportu! Ale czy można dzisiaj mieć na imię np.: "Paweł Kwiatkowski", a jutro - za pieniądze sponsora - "Staszek Kowadło"? A może bliżej sportu: zamiast np.: Ruch Chorzów nazwa Kopalnia" albo Huta Chorzów? Owszem, to dosyć płytkie przykłady, ale chcę, byśmy wszyscy dobrze się rozumieli - są rzeczy, których pieniądze nie maja prawa zmieniać! Wchodzenie w tak delikatna sferę tożsamości, powoduje konflikt wartości - prędzej czy później. A to dlatego, ze tożsamość jest zbiorem wartości, które sa większe (dla pewnej grupy ludzi) niż jakiekolwiek pieniądze - nawet jeśli te pieniądze pozwalają przeżyć tej tożsamości.

To właśnie ten pozorny strzał w stopę! Strzał, którego nigdy by nie było, gdyby sponsor poprzestał na tym, co może zmienić, a nie dobierał się (za kasę) do tożsamości klubu!



"Oklejmy" stadion Unibaksem



Proszę mnie źle nie zrozumieć: jestem wdzięczny Romanowi Karkosikowi -podobnie pewnie jak i wszyscy ci kibice, którzy zjednoczyli się na Facebooku pod szyldem zmiany nazwy Unibax na Apator - za jego inwestycje. To jego pieniądze pomogły żużlowi w Toruniu przetrwać ciężkie chwile - nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Ale została przekroczona pewna granica - granica konfliktu między pieniędzmi, a wartościami. Szkoda, ze nikt nie wpadł na to w momencie "sprzedaży" nazwy "Apator" - myślę, ze to miało duży wpływ na mniejsze przyciąganie kibiców na trybuny. A może wystarczyłoby - zamiast zmieniać nazwę klubu - zmienić nazwę stadionu na Unibax Arena (zmiana bezpieczna i widzialna), "okleić" stadion Unibaxem gdzie się tylko da (biorąc pod uwagę, że kamery telewizyjne są tam praktycznie co dwa tygodnie, to chyba też dosyć opłacalne). I jeszcze Unibax na plastronach, Unibax, na programach, Unibax w reklamach żużla, Unibax niech będzie wszędzie! Ale nazwa ta właściwa - czyli znany i kojarzony Apator. Doskonale zdaję sobie sprawę, że Apator nie jest tą pierwotną i historyczną nazwą - zaraz odezwą się głosy, że pewnie lepiej wrócić do nazwy Stal, albo może jeszcze dalej poszperać w historii i wyciągnąć na światło dzienne coś, co kiedyś, gdzieś tam, na początku, itd. Wszystko prawda - ale to właśnie nazwa Apator przyjęła się i tworzy element tożsamości. Bo tożsamość kształtuje się właśnie w taki oryginalny sposób: w pamięci i w sercach ludzi związanych jakąś pasją, jakimś wspólnym kierunkiem. I nie mają na to wpływu pieniądze sponsora (...).



Nazwa żyje swoim życiem



Apator to marka i hasło żużla w Toruniu. Nazwa, która zaczęła żyć swoim żużlowym życiem już dawno i tak samo dawno nie ma już nic wspólnego (lub bardzo niewiele) ze swoim pierwotnym właścicielem, zakładem przemysłowym. To paradoks, ale tylko potwierdzający zasadę tożsamości: wartości ponad pieniędzmi, schematami. Firma Apator do tej pory nie potrafiła zbudować swojej marki na żużlu. Pozwoliła się "urwać" swojej nazwie na rzecz toruńskiego klubu - nie należy się spodziewać, ze nagle sytuacja się zmieni, a firma naprawi swój błąd i zacznie czerpać profity z powrotu nazwy Apator na żużlowe salony. Ta sytuacja jest już dla niej przegrana.

Jestem za przywróceniem nazwy Apator nie dlatego, ze jakoś szczególnie jest mi bliska firma o tej samej nazwie, nie dlatego, ze w histerycznym ataku chcę pozbawić mój ukochany klub jego głównego sponsora, ale dlatego, że właśnie ta nazwa stanowi jeden z fundamentów tożsamości toruńskiego żużla. Ona jest kluczowa dla zjawiska jakim określamy żużel w Toruniu. Wierzę, że Roman Karkosik nie będzie się czuł urażony tą inicjatywą - jako wyjątkowo skuteczny i kreatywny człowiek biznesu jest bez wątpienia w stanie uzyskać odpowiednie profity ze swojej inwestycji w toruński żużel. I to nawet, jeśli klub będzie się nazywał "Koziołek Matołek Speedway Team"! Musimy sobie wszyscy uświadomić, ze manipulowanie tożsamością klubu nikomu nie wyjdzie na dobre (...).







* Skąd dyskusja o nazwie - Unibax czy Apator?

W piątek w "Gazecie" opisaliśmy inicjatywę kibiców toruńskiego żużla skupionych w stowarzyszeniu Net Fans. W społecznościowym serwisie internetowym Facebook proponują - jednocześnie namawiając innych kibiców do poparcia swojej inicjatywy - zmianę nazwy toruńskiego klubu: z "Unibax" na "Apator". Argumentują, że ma to wydźwięk historyczny - właśnie z takim brzmieniem są związani kibice. Ich sugestie - na Facebooku ideę poparło już niemal tysiąc osób - zbiegają się z terminem obietnicy właściciela drużyny Romana Karkosika. Kiedy giełdowy potentat przejmował drużynę ligową, zadeklarował - zmieniając jej nazwę na Unibax - że będzie ją utrzymywał przez pięć lat. Ostatni sezon tego mecenatu skończy się wraz z zakończeniem tegorocznych rozgrywek ligowych. Nie deklarował, czy przedłuży współpracę.

Prowadzenie klubu żużlowego generuje ogromne koszty - jego budżet to kilka milionów zł. Bez wsparcia strategicznego sponsora nie ma szansy na to, by walczyć o medale w ekstralidze.