Bukmacher: - Mecz hokeistów Torunia i Gdańska był... dziwny

Ustawiony hokejowy ćwierćfinał Pucharu Polski? Firma bukmacherska twierdzi, że gracze Stoczniowca Gdańsk z premedytacją przegrali mecz z teoretycznie słabszą Nestą Toruń - dowiedziała się "Gazeta". Fatalna jednodniowa forma nadmorskiej drużyny zadziwiła wszystkich - od ich rywali po szefa klubu.
Ćwierćfinałowa rywalizacja obu drużyn w listopadzie skończyła się największą sensacją w tegorocznym sezonie hokejowym.

Stoczniowiec - zespół z ekstraklasy, złożony z graczy doświadczonych i mający w składzie reprezentantów Polski - przegrał w Pucharze Polski z toruńską Nestą występującą tylko w I lidze. To klub stworzony pół roku temu - głównie z nastolatków dotychczas grających jedynie w meczach juniorskich.

Mimo tego, ćwierćfinałowe spotkanie Pucharu Polski w Gdańsku Nesta wygrała aż 8:1. Zwycięstwo - i jego rozmiary - były ogromną niespodzianką.

W Toruniu wynik przyjęto jako sensację. "Jest powalający" - napisano na stronie internetowej Nesty (www.torunskihokej.pl). Jest też kilka słów o grze gospodarzy: "Wykorzystaliśmy też fakt, że Stoczniowiec obsadził słabszego z bramkarzy. Dlaczego? Plotki donoszą, że gospodarzom nie zależało na tym meczu i tym bardziej na wyniku. I podeszli do tematu mało ambicjonalnie".

W innych relacjach dominuje zdziwienie.

Trójmiejska "Gazeta" w relacji z meczu o grze Stoczniowca w tym spotkaniu: "Zamiast walki o jak najlepszy wynik zobaczyliśmy pozorowany hokej na ćwierć gwizdka, który zakończył się totalną kompromitacją. Uniknął jej jedynie bramkarz Przemysław Odrobny, który cały mecz oglądał z boksu. Jego koledzy zwyczajnie zadrwili sobie z kibiców. Szczególnie w trzeciej tercji zamiast grać, już tylko ślizgali się po lodzie".

Serwis hokej.net pisze: "Po stracie ósmej bramki rozgoryczeni kibice Stoczniowca krzyknęli do swoich zawodników "Po co wy gracie, jak honoru nie macie?" i zamilkli do końca spotkania, co już dawno się nie zdarzyło na gdańskich trybunach".

O jedynej bramce dla gospodarzy serwis pisze: "Tak naprawdę trudno nazwać to trafienie honorowym, gdyż w kontekście całego spotkania Stoczniowcy nie okazali honoru, ani nawet krzty szacunku dla kibiców, którzy zapłacili bilety jak na regularny mecz ligowy, a obejrzeli żenujący spektakl".

Tuż po meczu trener torunian Wiesław Walicki mówił, że "Stoczniowiec poddał się po czwartym golu". - Nie wiem, czemu ten zespół grał tak słabo - komentował. Anonimowy hokeista Nesty: - Nie jestem naiwny. Grało nam się po prostu łatwo.

Osoba z otoczenia gdańskiego klubu: - Byłem na tym spotkaniu. Katastrofa! Gołym okiem było widać, że komuś tu nie zależy na wyniku. Nikt nikogo za rękę nie złapał, ale pewne rzeczy się czuje.

Według internetowego bukmachera Tobet.com tuż przed meczem zarejestrowało się w nim kilkanaście osób, które stawiały na Nestę, choć to Stoczniowiec był zdecydowanym faworytem tego spotkania.

Wtedy kurs na zwycięstwo Nesty był niezwykle wysoki - 7:1. Później zaczął spadać, ale ciągle kusił graczy. Ci wybierali najpierw tzw. single - pojedyncze zakłady. Później wzbogacali je - jakby dla formalności - dodatkowymi, ale takimi, w których niespodzianki były wykluczone.

Jakimi stawkami grano na sensacyjne zwycięstwo torunian? Jarosław Andruszkiewicz, rzecznik Tobet.com: - Dużymi. Przyznaję, że to było dziwne, ale nie wycofywaliśmy tego meczu.

Dlaczego? - pytam.

- Byliśmy przekonani, że Stoczniowiec zagra fair i nie odda rywalom spotkania. Rzeczywistość okazała się jednak inna - mówi Andruszkiewicz.

Rzecznik bukmachera mówi wprost o pojedynku, w którym gdańszczanie przegrali z torunianami: - Z tym spotkaniem było coś dziwnego. Okazuje się, że hokeiści z Gdańska nie mieli zamiaru wygrywać tego meczu, ale postanowili się zadowolić wygranymi w zakładach.

Kierownictwo Polskiego Związku Hokeja na Lodzie - organizatora pucharowej rywalizacji - wczoraj było niechwytne.

Gdyby firma bukmacherska chciała ujawnić dane osób stawiających na Nestę - według Andruszkiewicza imiona i nazwiska oraz miejsca zamieszkania są zbieżne z tymi dotyczącymi hokeistów Stoczniowca - nie może tego zrobić. Zabrania jej tego prawo, które chroni personalia grających.

Dla "Gazety"

Janusz Biesiada, prezes Stoczniowca S.A.

Skoro bukmacher nie podaje nazwisk graczy, którzy grali w nim na porażkę swojej drużyny, to jakaś aberracja. Nie interesuje mnie to. Jeśli je poda - mogę się do tego ustosunkować. Ale zrobię to tylko wtedy, gdy bukmacher ujawni personalia osób, które podejrzewa. Skoro ich nie podaje, nie będę niczego komentował. Jeśli Tobet wie o "przekręcie" w meczu Pucharu Polski, niech się zgłosi do prokuratury. To nawet jego obowiązek. Jaki był mecz z toruńską Nestą? Oglądałem go, owszem. Jeśli chodzi o nasz zespół to była bryndza, aż głowa boli. Grali beznadziejnie.

Hokeiści Stoczniowca obstawili własną porażkę?  »