Gollob zarobi milion mniej? Wielkie cięcia w żużlu

Żużlowcy będą musieli zacząć ciąć wydatki - nie tylko w niższych klasach, ale i Ekstralidze. O ile szefowie klubów dotrzymają umowy o ograniczeniu zarobków zawodników, skończy się ich Eldorado. Problem w tym, że to już trzecia taka próba.
Teoretycznie - o ile plany klubowych prezesów wejdą w życie - największą gwiazdę ligi, Tomasza Golloba, będzie mógł zatrudnić każdy. Jeśli wprowadzone zostaną odgórne regulacje płacowe, koszt jego zatrudnienia w sezonie nie powinien przekroczyć 1,3 mln zł. I znów teoretycznie: na taki wydatek stać będzie każdy klub Ekstraligi.

1,3 mln zł za występy najlepszego polskiego żużlowca to - w porównaniu do obecnych wynagrodzeń w kontekście klasy zawodników - niewiele. Tyle wart jest w tym sezonie kontrakt Grzegorza Walaska. Podobną kwotę mógłby zarobić w Bydgoszczy Emil Sajfutdinow, gdyby nie kontuzja. Kiedy zimą Greg Hancock - teraz lider Falubazu - szukał klubu, oczekiwał 5,5 tys. zł za każdy zdobyty punkt oraz ponad pół miliona za podpis na kontrakcie, a także 6 tys. zł za każdy przyjazd do Polski. A w ramach dodatków: nowego samochodu, zakwaterowania w wysokiej klasy hotelu, wyżywienia dla siebie i swojej ekipy mechaników. W Toruniu takich warunków nie zaakceptowano - duże wydatki są rzadkością. Kontrakty dla najlepszych osiągają maksymalnie milion zł. W gorzowskiej Stali Gollob w tym roku dostał ok. 2,2 mln zł - to najwyższy kontrakt w lidze.

W przyszłym sezonie żaden z żużlowców ekstraligi nie powinien zarabiać takich pieniędzy. To pomysł szefów ośmiu najlepszych klubów w Polsce, którzy chcą ograniczyć płace, bo zespołom grozi bankructwo.

Idea obniżki i wspólnej umowy nie jest nowa. Wcześniej nigdy nie została zrealizowana, bo kiedy nadchodziła jesień i czas budowania nowych składów, prezesi zapominali o wzajemnych deklaracjach.

W ostatnich latach już trzecia taka próba: ? rok 2008 - prezesi chcieli podzielić żużlowców na trzy grupy w zależności od klasy sportowej i dawać im oczywiście różne pieniądze ? 2009 - rozmawiali o obniżeniu zarobków aż o jedna trzecią, ostrzegając, że w innej sytuacji grozi zawieszenie rozgrywek w kolejnym sezonie ? 2010 - lig żużlowych oczywiście nie zawieszono. Podpisano nowe, wyższe kontrakty. Jest jednak kolejna idea obniżania płac dla zawodników.

Teraz ma być inaczej. Wszyscy szefowie zarzekają się, że to wielka szansa na uregulowanie finansów ekstraligi. Najlepsi - tacy jak Gollob - mogliby za jeden zdobyty na torze punkt zarobić maksymalnie 5 tys. zł. Najwyższa stawka za podpisanie kontraktu może wynosić 200 tys. zł. Dziś sięga ona nawet pół miliona. Niższe mają być także stawki za dojazd - dotyczą głównie zagranicznych gwiazd.

Ekstraliga idzie w ślady I i II ligi. Tydzień temu pomysł ograniczenia zarobków startujących w nich zawodników przedstawiła Główna Komisja Sportu Żużlowego. Wprowadza maksymalne kwoty (zróżnicowane w zależności od średniej zawodnika) za podpis na umowie, za zdobyty na torze punkt. Dodatkowe pieniądze do podziału w zespole (10 tys. zł) są za zwycięstwo.

Pomysł wywołał burzę. Szef związku zawodowego żużlowców Krzysztof Cegielski grzmiał, że to wprowadzanie socjalizmu na modłę kubańską czy koreańską.

Co na to toruński Unibax? Jego prezes Wojciech Stępniewski niedawno w "Przeglądzie Sportowym" zaproponował inne rozwiązanie. - Najlepiej byłoby zredukować do minimum płacenie za podpis, a jak najwięcej dawać w postaci premii. Generalnie ograniczenia są potrzebne, ale według mnie o wszystkim powinien decydować nie przepis, a zdrowy rozsądek. Jeśli kogoś stać, żeby dać pięć milionów, to niech daje - powiedział.

Wszystko o żużlu - znajdziesz na Sport.pl »