Szef żużlowców: - Mamy płakać, że wygraliśmy z Unią za nisko?

Gdyby mi ktoś przed meczem powiedział, że Adrian zdobędzie trzy punkty, tylko bym się zaśmiał - mówi po zwycięstwie żużlowców Unibaksu z Unią Leszno 46:44 prezes torunian Wojciech Stępniewski.
Filip Łazowy: Emil Pulczyński był bohaterem meczu z Betardem Wrocław. W spotkaniu z Unią Leszno na torze był tylko raz. Czy jeden punkt i pokonanie Juricy Pavlica na dystansie to za mało na kolejną szansę?

Wojciech Stępniewski, prezes żużlowców Unibaksu: Od decyzji personalnych jest trener i menedżer. Ich zdaniem w niedzielę Darcy Ward był lepszy od Emila. W biegu młodzieżowym Australijczyk był na mecie przed Emilem z 40-metrową przewagą. W kolejnych biegach Ward nie zawodził. Zdobył osiem punktów i jeden bonus. Miałby większy dorobek, ale w jednym z biegów spalił sprzęgło i wyprzedził go Jarosław Hampel. Każdy punkt w tej rywalizacji jest bardzo ważny i zmienianie zawodnika, który pokonuje rywali byłoby dziwne.

Moim zdaniem Pulczyński powinien wystartować przynajmniej jeszcze raz - wyścig młodzieżowy to za mało, by ocenić jego dyspozycję.

- Ma pan prawo tak myśleć. Emil niestety nie był w programie z numerem 15 i nie mógł zastępować kolegów z zespołu. Przy słabszej postawie Adriana Miedzińskiego i Wiesława Jagusia mógłby dostać szansę. Ale jadąc z numerem 14 nie było takiej możliwości. Ja też chciałbym, by Pulczyński miał okazję do tylu biegów co z Betardem, ale tego dnia Ward był lepszy.

Zwycięstwo z Lesznem cieszy, ale zaliczka przed rewanżem daje niewielkie szanse na awans do finału. Unia na swoim torze nie pozwala w tym roku na zacięte spotkania - Unibax musiałby rozegrać najlepszy pojedynek sezonu, by awansować do finału.

- Zgodzę się z tym, że zwycięstwo nad Unią cieszy. Przed meczem zakładaliśmy, że uda nam się wygrać trochę wyżej. Nie udało się, ale nie jest to powód do zmartwień. Drużyna z Leszna jest bardzo mocna w tym sezonie. Niczym burza przeszli rundę zasadniczą. My ich po raz drugi pokonaliśmy, ale trochę za nisko. Na pewno w rewanżu czeka nas bardzo trudne zadanie. Jednak jedziemy tam z otwartą przyłbicą po korzystny wynik. Nie poddajemy się. Wierzymy, że stać nas na rezultat, który da nam awans do finału.

Biorąc pod uwagę dwie ostatnie kompromitujące porażki na stadionie im. Alfreda Smoczyka jest to możliwe? Unibax ostatnio miał wielkie problemy z tym, by walczyć w Lesznie - tor Unii jest niczym twierdza tej drużyny.

- Ja to wszystko pamiętam. Ale mecze w play-off to zupełnie co innego. Podam tylko przykład z tego sezonu. Po minimalnym zwycięstwie Falubazu w Zielonej Górze wszyscy myśleli, że Stal spokojnie odrobi te straty. Okazało się, że faworyzowani gorzowianie przegrali po raz drugi.

Wierzy pan w podobny scenariusz?

- Nie rezygnujemy z walki o finał. Wygraliśmy z Unią i mamy teraz płakać, że za nisko? To byłoby chore. Ja wiem, że kibice chcieliby wysokiego zwycięstwa. Zarówno zawodnicy jak i ja tego bardzo chciałem. Ale się nie udało.

Dlaczego? Zawiedli Miedziński i Jaguś?

- Na pewno można było oczekiwać od tych zawodników lepszej jazdy i większego dorobku.

Wydawało się, że Miedziński jest gotowy na rolę lidera drużyny.

- Gdyby mi ktoś przed meczem powiedział, że Adrian zdobędzie trzy punkty, tylko bym się zaśmiał. Ale niestety jeden z naszych liderów trochę się zagubił. Rozmawiałem z zawodnikami i oni zdają sobie sprawę z tego, że powinno być lepiej. Będą mieli okazję w rewanżu do rehabilitacji. Jak w Lesznie przynajmniej zremisujemy, nikt na nich złego słowa nie powie.

Wszystko o żużlu - znajdziesz na Sport.pl »


Kto awansuje do finału DMP?