Emil Pulczyński, czyli junior bez kredytu zaufania

To był ewenement: choć Emil Pulczyński w poprzednim meczu Unibaksu był jego najlepszym zawodnikiem, w niedzielę przeciwko Unii wystartował tylko raz. Dlaczego toruński klub odstawił młodego żużlowca na margines drużyny?
Żeby sprawdzić, kiedy ostatni raz w toruńskiej drużynie podobna sytuacja, trzeba sięgnąć do archiwów.

W 2007 r. Robert Kościecha w spotkaniu w Częstochowie zdobył dla Unibaksu 12 punktów i był najlepszym zawodnikiem torunian. W kolejnym meczu - w Rzeszowie - nie wystartował ani razu. Było to jednak spowodowane kontuzją, a nie decyzją kierownictwa drużyny.

Pulczyński, który był gwiazdą spotkania ćwierćfinałowego z Betardem, w półfinale w niedzielę - Unibax wygrał z Unią Leszno 46:44 - wystąpił zaledwie raz.

W wyścigu młodzieżowym przyjechał za plecami Darcy Warda i Sławomira Musielaka, a przed Juricą Pavlicem. Choć nie popełniał na torze błędów, nie otrzymał kolejnej szansy. Menedżer Unibaksu Jacek Gajewski konsekwentnie stawiał na Warda.

Pulczyński wrócił więc do punktu wyścia. W meczu z Betardem wykorzystał kredyt zaufania - zdobył 13 punktów i wygrał cztery wyścigi, a kibice na Motoarenie skandując jego imię domagali się obecności juniora na torze. Nie wystarczyło to do przekonania Gajewskiego, by wystawiał go częściej w meczu z Unią.



Komentarz Filipa Łazowego

MŁOKOS SPROWADZONY NA ZIEMIĘ

Po meczu z Betardem na ustach wszystkich kibiców był tylko jeden zawodnik - Emil Pulczyński. 13 punktów młokosa w starciu z gwiazdami - Jasonem Crumpem i Kennethem Bjerre - to nie lada wyczyn. W kolejnym spotkaniu torunianin został już sprowadzony na ziemię.

Mecz zakończył się dla niego już po pierwszym biegu. Ward tego dnia był bardzo skuteczny i zdobył osiem punktów i jeden bonus. Pulczyński podany był w składzie z numerem 14 i nie mógł zastępować innych zawodników poza juniorem. Według regulaminu byłoby to możliwe, gdyby Unibax przegrywał z Unią różnicą przynajmniej sześciu punktów. Pulczyński mógł tylko obserwować z parkingu jak spisują się jego koledzy.

Ward nie zawodził - osiem punktów w takim spotkaniu to wynik lepszy niż przyzwoity. Tylko jeden więcej uzbierali w sumie Wiesław Jaguś i Adrian Miedziński.

Moim zdaniem po meczu pozostał niesmak. Ward w tym sezonie już wiele razy zawodził - mógł jednak liczyć na kolejne występy. Pulczyński już nie. Wielka szkoda, że z góry jest skazany na rolę tego drugiego.