Finał TBL. Anwil wyśle wojowników na skandalistę Woodsa

Przed finałem ligi koszykarzy między Anwilem, a Asseco Prokomem najważniejsze pytanie brzmi: kto będzie na tyle odważny, by zatrzymać rozpędzoną lokomotywę?
Gdyńska lokomotywa to Qyntel Woods. Gracz, który fizycznie jest poza zasięgiem drużyn Tauron Basket Ligi.

Zniechęcony do gry Woods to szansa na pokonanie mistrzów Polski. Ale czy włocławianie mają w składzie zawodników, którzy pod względem siły, dynamiki, wzrostu są w stanie ograniczyć Amerykanina?

Woods na warunki polskiej ekstraklasy to gracz-ideał - pod warunkiem, że ma ochotę do gry. 203 cm, czyli wzrost środkowego, praca nóg jak u typowego skrzydłowego, ręka ułożona przy rzucie godna najlepszych snajperów. Kilka lat temu miał być wielką gwiazdą ligi NBA. Byłby, gdyby nie ówczesna zła natura Woodsa - stał się skandalistą organizującym nielegalne walki psów, palącym marihuanę, sprawiającym problemy swoim szefom. W Europie było podobnie.

Zmienił się w Polsce. W Asseco Prokomie skandalista stał się potulnym koszykarzem skoncentrowanym tylko na wprowadzaniu chaosu w defensywę przeciwników. W trakcie meczu wygląda jakby był w transie - niezależnie od tego, czy akcja mu się uda, czy nie, jego mina jest taka sama. Bez wyrazu, niczym u robota.

We wprowadzaniu chaosu w obronę rywali jest koszykarskim mistrzem. Jak zatrzymać zawodnika silnego jak tur, a jednocześnie o technice i finezji, o jakiej inni gracze polskiej ligi mogą jedynie marzyć?

Od soboty zatrzymanie Woodsa będzie priorytetem dla Anwilu Włocławek. Kujawski zespół po kilku latach przerwy wraca do finału rozgrywek. Jeśli Woods będzie grał na swoim tradycyjnym poziomie, szanse zwycięstwo są tylko teoretyczne.

Jak ograniczyć lokomotywę z Gdyni?

Anwil personalnie ma kilka atutów. Pierwszy - Mujo Tuljković. Fizycznie znacznie szczuplejszy od potężnego Woodsa, co jednak może przemienić w walor. W siłowych pojedynkach z Amerykaninem szans nie ma. Ale Tuljković, gracz potrafiący całe spotkanie walczyć na maksymalnej intensywności, potrafi być obrońcą uciążliwym. Wystarczy, że wyprzedza rywala, umiejętnie się ustawia. Nie zablokuje Woodsa, ale ma szansę "odcinać" go od podań tak, by Amerykanin w ataku miał piłkę rzadziej niż zwykle. Atutem Tuljkovicia jest też niesforny charakter. To wojownik, który sprawia wrażenie, jakby był gotowy wsadzić głowę tam, gdzie inny obawiałby się zaryzykować dłoń. Tak, jak wielu graczy z Bałkanów, Tuljković lubi prowokacje na parkiecie, ciche rozmowy wyprowadzające rywala z równowagi. A w przypadku Woodsa to łatwe. Jest nieco jak chodzący wulkan emocji - nie wiadomo, kiedy i w jakich okolicznościach wybuchnie.

Przeciwieństwem Tuljkovicia jest inny skrzydłowy, który jest w stanie chociaż częściowo ograniczyć swobodę Woodsa. Jego rodak, Brett Winkleman, w półfinałach z Polpharmą Starogard Gdański był cichym bohaterem Anwilu. Pracowity, wnoszący mnóstwo dobrego do ataku zespołu, jest również niezłym obrońcą. Przy niespełna dwóch metrach wzrostu jest minimalnie niższy od Woodsa, jednak siłą i skocznością mu ustępuje niewiele.

Dwa pierwsze spotkania finału TBL w Gdyni. W sobotę o g. 19.15 i w niedzielę o g. 18 - oba pokaże TVP Sport. Później rywalizacja przeniesie się do włocławskiej Hali Mistrzów. Anwil podejmie rywali 27 (g. 18) i 29 maja (g. 20.15).