Jak biegacze z Torunia oszukują ból

Prawdziwego biegacza może coś boleć. Ale jak już ruszy, to przestaje. A następnego dnia? To już jak Czarnecki powiedział: "Jam nie z soli, ja nie z roli, jam jest z tego, co mnie boli".
Rozmowa z Mikołajem Orcholskim i Krzysztofem Góralskim*

Paweł Rzekanowski: Biegacie po to, by zmienić granicę swojego bólu?

Mikołaj Orcholski: Ale on nie jest niczym strasznym, można się przyzwyczaić. Ktoś, kto zaczyna biegi, ma wrażenie wypalania mu płuc, bólu kości, stawów, mięśni. Ale im częściej się biega, tym bardziej to uczucie odsuwa się na bok.

Nawet kiedy zaliczacie 12-godzinny bieg w starej kopalni? W marcu w Bochni pokonaliście prawie po 50 kilometrów po nierównościach, wąskich trasach i 212 metrów pod ziemią. Bez bólu?

Orcholski: - Jak już ktoś zaczyna biegać, to przychodzi czas, że szuka nowych pomysłów. Tak jest z nami. Zwykle tak jest: zaczyna się od biegów osiedlowych, własnych treningów, później przychodzą standardowe zawody. Ale organizm w pewnym momencie sam domaga się, żeby iść dalej.

Wchodzę biegać pod ziemię, ruszam. Dam radę choćby kilka kilometrów bez treningu?

Orcholski: - Nie da się. To zupełnie inna sprawa niż zwykły bieg na zewnątrz. Nie biegasz na co dzień i od kilku lat - nie dasz rady. Dystans większy niż maraton, a wysiłek, trudności fizyczne, psychiczne - nieporównywalne. Przygotowując się do tego startu w Bochni, wraz z Krzysztofem dwa tygodnie przed startem zrobiliśmy oprócz codziennych treningów dodatkowo 30 km. Właśnie wtedy, kiedy był jeszcze mokry śnieg. Mieliśmy mokre nogi, a jednocześnie czuliśmy się niesamowicie zgrzani.

Choroba murowana.

Orcholski: - To był taki mix, żeby było trudniej, żeby w końcu się pojawiło zniechęcenie. Całe bieganie polega na tym, żeby przełamywać w sobie kolejne bariery. W Bochni, w kopalni był niby bieg taki, jak każdy maraton. Może ciut dłuższy, 47 km. Ale tempo już dużo wyższe.

Krzysztof Góralski: - Problemem nawet nie jest sprawa oddychania pod ziemią. Raczej różnice temperatury. Od zera do kilkunastu stopni. Ale to też da się uznać za normalne.

A na mecie - ból.

Orcholski: - Nie skłamię. Jest, owszem. Jakby ktoś mnie zapytał, co najbardziej boli, powiedziałbym raczej: "A co nie boli?". Ale jak ktoś chce biegać, bólu bać się nie może.

Góralski: - Moja pierwsza myśl po biegu: "Aj, płuca!". Nie wiem skąd się to bierze, ale czułem jakby ktoś położył mi odważniki na klatce piersiowej. Może to specyficzne ciśnienie pod ziemią, może zasolone powietrze? Ale wrażenie jest niesamowite. Później organizm się przyzwyczaja, nie czuje się już bólu. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Jak zaczynałem codzienne, zwykłe bieganie też mnie bolało. Ale minęło, dziś tego nie czuję. Tak samo z bieganiem pod ziemią.

Justyna Kowalczyk niedawno powiedziała, że bieg na nartach to ciągłe oszukiwanie własnej głowy, iż wcale nie odczuwa bólu. Zwykłe, po osiedlu czy w lesie - również?

Góralski: - Tak, bo biegnie się głową. Nogami - tak. Ale i głową. Ultramaratończycy, ci biegający po 100 km mówią, że jest taki moment, kiedy człowiek czuje, że boli go krew.

A nogi?

Orcholski: - W kopalni chodnik jest podłużny, więc nie nabiera się dużych prędkości. Ale jest ciasno. Trzeba czasem zejść z trasy, wbiec na torowisko.

Góralski: - Ale głównie są jednak płyty chodnikowe. Prawie jak bieganie po osiedlu.

Orcholski: - Jest nowa tendencja w bieganiu: powrót do natury. Czyli najprostszego obuwia. Kończy się produkcja butów z potężnymi amortyzorami, specjalnymi żelami. Trzeba zaufać temu, że człowiek jest stworzony do biegania na własnej stopie. Ona utrzyma go, dostosuje się do warunków. W kopalni był inny problem. 212 m pod ziemią to dno morza. Prócz chlorku sodu są jeszcze iły, glinki. Jeśli biegnie 60 osób, pył się unosi. Nigdzie nie ma takiego klimatu, jak w kopalni. Zimno, a wokół unosi się ciepłe powietrze z glinką przypominającą nieco płatki kukurydziane.

Biegnę, boli mnie wszystko, nie mam czym oddychać. Jeśli zrezygnuję - wytkniecie mnie palcami?

Orcholski: - Wspólne bieganie, w sztafecie - ale nawet z grupą przyjaciół w lesie - uczy odpowiedzialności. Nie pozwalam sobie na to, żeby odpuścić kilkanaście metrów, nawet jeśli czuję, że już jestem na granicy wytrzymałości. Nie mogę zrezygnować, bo wtedy ktoś, kto mnie zmienia w sztafecie, będzie miał dłuższy dystans. Jak któreś ogniwo pęknie, to po sprawie.

Góralski: Biegnąc w kopalni widzieliśmy scenkę: facet dobiega, czeka na zmianę. Inni rozłożyli ręce, mieli już dość. Więc pobiegł dalej, chociaż widać było, że już czuje ból. O to chodzi.

Kiedy mija uczucie, że bieg to obijanie ciała kijami?

Góralski: Biegać zacząłem 23 marca 2003 r. Takie daty się pamięta. Wyszedłem do lasu. Przebiegłem 4 km, odpoczywając w połowie. W maju pobiegłem już Maraton Toruński. Ale z dzisiejszej perspektywy myślę, że to nie było mądre. Biegałem mimo bólu, a do tego trzeba się przygotować. Nie można się go bać, ale trzeba szanować.

Orcholski: Spójrzmy na słynny w Polsce Bieg Katorżnika: 13 km, 30 proc. trasy to teren suchy. Reszta to bieg przez bagno, jezioro, przeszkody. A następnego dnia? Jak to Czarnecki powiedział: "Jam nie z soli, ja nie z roli, ja z tego, co mnie boli".

Góralski: Dla kogoś, kto nie biega, to będzie dziwne. Ale jak się wraca po biegu do cywilizacji, idąc po schodach łatwiej jest wchodzić na górę, niż schodzić. Dziwne, ale prawdziwe. Też można się przyzwyczaić.

* Mikołaj Orcholski i Krzysztof Góralski - jedni z najlepszych toruńskich biegaczy, mają za sobą m.in. rywalizację w tym roku w prestiżowym biegu w Bochni - w położonej 212 m pod ziemią kopalni soli. Tam ekipa naszego województwa pokonała 186 km i zajęła szóste miejsce.



Tu można biec w weekend

Toruń

8 maja, g. 17. Trasa toruńskiego Topcrossu. Trzy pętle po ok. 1,3 km plus podbieg w laski między V LO, a ul. Bema - droga przełajowa o zróżnicowanej powierzchni. Koordynator - Rafał Flis (56 - 471 38 29).



Włocławek

7 maja, g. 12. Miejsce: okolice stadionu OSiR. Siedem biegów w różnych kategoriach wiekowych. Koordynator - Anna Szafrańska (607 754 135).



Brzozówka

9 maja, g. 17. Koordynator - Janusz Tybuszewski (tel. 517 728 111)



Chełmno

9 maja, g. 13. Start i meta na Stadionie Miejskim. Koordynator - Michał Rosiński (725 085 415)



Golub Dobrzyń

8 maja, g. 11.30. Przełaj na trasie ok. 5 km. Koordynator - Jerzy Nadolski (509 292 512)



Grudziądz

8 maja, g. 11. 5 km trasa ścieżkami leśnymi. Koordynator - Rafał Zbrzeźny (665 931 919)

Pełne zestawienie wojewódzkich startów - www.polskabiega.pl