Czy Ryan Sullivan straci rolę lidera Unibaksu?

Na torze: zaskakująco przeciętny, jakby bez mocy. W parkingu: nerwowy, desperacko szukający sposobu na poprawę szybkości własnych motocykli. Przedsezonowe sparingi i turnieje są dalekie od oczekiwań Ryana Sullivana.
Australijczyk nigdy nie był żużlowcem, który od początku sezonu pewnie wygrywał. Potrzebuje kilku tygodni, by wejść w swój rytm - zwykle najlepsze mecze rozgrywa właśnie w połowie rozgrywek, kiedy już zapomina o zimowej przerwie.

Ale Unibax nie ma czasu - potrzebuje skutecznego Sullivana już na początku tegorocznych rozgrywek. W drugiej kolejce wicemistrzów Polski czeka np. pojedynek z Unią Leszno. Poniedziałkowy sparing z zespołem z Wielkopolski skończył z dwoma punktami w dwóch wyścigach. Przegrywał z zawodnikami przeciętnymi - Troyem Batchelorem, Adamem Shieldsem. Memoriał Alfreda Smoczyka, również na torze w Lesznie, także był dla Sullivana nieudany - pięć zdobytych punktów dało mu dopiero 12 miejsce w klasyfikacji. I znów lepsi od niego byli zawodnicy Unii - Janusz Kołodziej, Jurica Pavlic, Leigh Adams, Batchelor.

Lepiej niż Australijczyk z Unibaksu w ostatnich meczach kontrolnych prezentują się inni żużlowcy toruńskiego klubu. Czy to spowoduje, że Sullivan straci pozycję prowadzącego parę? Dotychczas był jednym z filarów zespołu. Ale teraz na liderów wyrastają Adrian Miedziński, Chris Holder i bardzo skuteczny przed sezonem Hans Andersen.