Jaguś o Unibaksie: Roszady w składzie są potrzebne

Jeśli mamy odzyskać tytuł, małe zmiany w składzie są potrzebne. Ale decyzje muszą podjąć działacze. To oni ustalą, o co mamy walczyć w nowym roku - mówi po sezonie i srebrnym medalu Unibaksu jego kapitan, Wiesław Jaguś.
Rozmowa z Wiesławem Jagusiem

Filip Łazowy: Srebrny medal w rozgrywkach drużynowych to dla pana sukces czy niedosyt?

Wiesław Jaguś: I jedno, i drugie. Jednak nie ukrywam, że zadowolony nie jestem. Przed sezonem mało kto na nas stawiał. Jednak apetyt rósł w miarę jedzenia. Wygraliśmy sezon zasadniczy, do finału awansowaliśmy w dobrym stylu i bardzo chcieliśmy obronić tytuł. Nie udało się i dlatego też podobnie jak reszta kolegów jestem zawiedziony. Dużo nam nie brakowało. Rywale byli lepsi i zasłużenie zdobyli tytuł.

Dlaczego byli lepsi? W konfrontacji z Falubazem to Unibax był jednak uważany za zespół solidniejszy i silniejszy.

- Zielonogórzanie nie zawiedli w decydujących momentach. My zaliczyliśmy kilka wpadek i to zaważyło na końcowym wyniku. Każdy z zawodników Falubazu w Toruniu był mocnym punktem swojego zespołu. To wystarczyło aby nas pokonać i zdobyć złoto. Rywale mieli lepsze starty a tor był taki, że ciężko było wyprzedzać na dystansie.

Można powiedzieć, że własny tor nie był atutem w spotkaniach finałowych?

- Dokładnie. Zarówno Falubaz jak i my nie mogliśmy przygotować nawierzchni tak jak przed wcześniejszymi meczami. W Toruniu często padało i trzeba było zdjąć trochę błotka, by móc w ogóle jeździć. Jednak brakowało walki na dystansie. Było to właśnie spowodowane opadami deszczu. W Zielonej Górze było podobnie. Jednak nie można powiedzieć, że warunki atmosferyczne wypaczyły losy rywalizacji. Podkreślam, rywale byli lepsi i zasłużyli na tytuł. Gratuluję im mistrzostwa.

Ze swojej postawy jest pan zadowolony? 12 punktów w dwumeczu to dobry rezultat?

- Byłbym zadowolony, gdybyśmy zdobyli złoty medal. Nie udało się, więc nie jestem. Nie chcę się tłumaczyć, ale ból w nadgarstku bardzo mi dokuczał. Im tor był trudniejszy, tym gorzej się czułem. Na pewno miało to jakiś wpływ na mój dorobek. W Toruniu dwa razy leżałem na torze i solidnie się potłukłem. Teraz idę do szpitala na zabieg. Będę miał wyjęte blachy z ręki i czeka mnie rehabilitacja. Przed nami długa zima, więc powinienem do wiosny być w pełni sił.

Przed 14. biegiem konsultował się pan z Adrianem Miedzińskim, jak go rozegrać?

- Nie. Tor był taki, że jazda parą była wręcz niemożliwa. Trzeba było jechać do przodu. Nie czułem się najlepiej i Niels Kristian Iversen mnie wyprzedził. Próbowałem go atakować, ale Adrian zwolnił chcąc przyblokować rywala. Nie opanował jednak motocykla i upadł na tor. My nie zdołaliśmy ominąć Miedzińskiego i doszło do karambolu. Nie ma co gdybać już teraz. Nie udało się i trzeba ochłonąć. Szkoda, bo gdybyśmy w tym biegu wygrali podwójnie, to myślę, że w ostatnim wyścigu Chris Holder i Ryan Sullivan też by przywieźli komplet punktów.

Co dalej z Unibaksem? Warto utrzymać obecny skład czy też wzmocnic drużynę?

- To zależy o co mamy walczyć. Na pewno jesteśmy silną drużyną. Jednak jeśli chcemy odzyskać tytuł to małe roszady w składzie są potrzebne. To zależy już od działaczy i sponsorów, bo na pozyskanie dobrego zawodnika potrzebne są dodatkowe pieniądze.

Kto mógłby dołączyć do Unibaksu? Nicki Pedersen, Greg Hancock, Tai Woffinden a może wróciłby Hans Andersen?

- Nie mam swojego ulubionego zawodnika. Ale gdyby był to bardzo dobry żużlowiec, to i mi jeździłoby się łatwiej. Zdobywanie punktów rozłożyłoby się na większą ilość zawodników. Lepiej się ściga z rywalami wiedząc, że w składzie są sami znakomici żużlowcy.