Unibax i Flaubaz - drużyny godne finału

Każde inne zestawienie finału Ekstraligi niż Unibax-Falubaz byłoby niesprawiedliwe.
Chociażby z jednego konkretnego powodu: pieniędzy. Kiedy wszyscy dookoła licytują się o podpisy wielkich i możnych świata speedwaya, ani w Toruniu, ani w Zielonej Górze takich nie ma. Bo czy w Unibaksie - klubie bez jakiegokolwiek żużlowca tegorocznego Grand Prix! - są potentaci? Wiesław Jaguś, Adrian Miedziński, Ryan Sullivan, Chris Holder - wszyscy to świetni zawodnicy. Ale szaleństwem byłoby ich uważać za zawodników miary Nicki Pedersena czy Jasona Crumpa.

A Falubaz? Z Fredrika Lindgrena taka gwiazda, jak falubazowej Myszki Miki Kaczor Donald - bajka podobna, ale nie ta sama. Niels Kristian Iversen - przeciętniak. Siłą Falubazu są Polacy - Rafał Dobrucki, Grzegorz Walasek, Piotr Protasiewicz. Pod tym względem żużel w Toruniu i Zielonej Górze są niezwykle zbliżone.

Podobieństw jest więcej. Oba miasta to wręcz twierdze tych klubów - w tym sezonie zasadniczym niezdobyte. Falubaz u siebie gromi rywali, chwilami aż bawi się nimi. Unibax kilka miesięcy temu przegrał tam w żenującym stylu. Polonia Bydgoszcz w półfinale liczyła na awans - ba, wręcz była jego pewna. A w Zielonej Górze Falubaz odrobił straty z dzienną łatwością.

Podobnie jest w Toruniu. Na Motoarenie wyczynem dla gości jest zwykle osiągnięcie 40 punktów w meczu. Tylko tu mistrz świata Nicki Pedersen ogląda plecy nastoletniego młodziana Darcy Warda. Tylko tu niektórzy torunianie już jeżdżą tak pewnie, że pozwalają sobie na jazdę na prostych na jednym kole.

I Falubaz, i Unibax są klubami utrzymywanymi nie przez wielkich sponsorów, a tysięcy mieszkańców. Osiągnęły sytuację idealną - zainteresowanie ich meczami jest tak duże, że sprzedaż kompletu biletów to żaden problem. A kosztują niemało - kilkadziesiąt zł. Z jednego meczu dla klubu to wielki zysk. W Zielonej Górze i Toruniu żużel utrzymują kibice.

To, że tegoroczny finał - choć rozgrywany diabelnie późno patrząc na kalendarz - to starcie właśnie tych dwóch klubów, jest wskazówką. Wcale nie trzeba mieć gwiazd i wielkich indywidualności, by walczyć o drużynowe złoto. Wystarcza kolektyw, niezłe zarządzanie, atut własnego toru i kibice.