Sport.pl

Trener Falubazu do Unibaksu: - Zaskoczymy was torem

Dziś czwarta próba rozegrania w Zielonej Górze finału Ekstraligi. Wcześniej tor nie nadawał się do jazdy, a kibice na zaczęli spekulować: czy trener Falubazu Piotr Żyto preparuje nawierzchnię? - Mam ich w gdzieś. - odpowiada szkoleniowiec. I dodaje: - Pracujemy nad torem dniami i nocami.
Rozmowa z Piotrem Żyto

Filip Łazowy: Wie pan, co wśród kibiców mówi się o wcześniejszych próbach rozegrania finału? Podobno mecze są specjalnie przekładane, bo nie macie czasu na spreparowanie nawierzchni.

Piotr Żyto: Takich kibiców to ja mam gdzieś! Wiem swoje, takie opinie w ogóle mnie nie obchodzą. Mieliśmy fatalną pogodę i nie było najmniejszej szansy na to, by mecz został rozegrany we wcześniejszym terminie. Robiliśmy wszystko, by się odbył, ale z padającym deszczem nie jesteśmy w stanie wygrać. Nie warto ryzykować zdrowiem żużlowców? Tor nie nadawał się do jazdy. Tyle na ten temat.

A w czwartek będzie się nadawał? Prognozy pogody są bardziej optymistyczne niż ostatnio.

- Takie optymistyczne, że w środę miało nie padać a jest mżawka (rozmowa przeprowadzona po południu - red.). Drobny deszcz też mocno szkodzi. Jednak sytuacja jest opanowana. Tor przykryliśmy folią i wszystko jest pod kontrolą. Może uda się jeszcze potrenować. Zobaczymy, czy nam się to uda. Jeśli mamy wierzyć synoptykom, to nie ma padać. Robimy wszystko, aby mecz w Zielonej Górze doszedł do skutku.

"Robimy wszystko". To ogólnik. "Wszystko", czyli co?

- Ja już "siedzę" w żużlu wiele lat, ale czegoś takiego nie widziałem. Ludzie pracują w dzień i w nocy. Po torze jeżdżą ciągniki, a specjalne palniki ogrzewają tor. Do tego, jeśli tylko zacznie kropić deszcz, nawierzchnia jest przykrywana folią. Niektórzy pracownicy nie śpią już drugą noc. Ile nas to kosztowało, nie jestem w stanie policzyć. Tych kosztów nikt nam nie zwróci. Jednak zależy nam na tym, by spotkanie się odbyło. To ma być święto dla Zielonej Góry. Zespół z Torunia chce obronić tytuł, my go chcemy zdobyć. Cieszę się, że działacze Unibaksu są z nami zgodni i można się dogadać w każdej kwestii.

Jakiego toru zawodnicy Unibaksu mogą się spodziewać w czwartek?

- (śmiech) Nie mogę powiedzieć. Jedynie tyle, że będzie podobny do tego, jaki był w sezonie zasadniczym, kiedy mój Falubaz wygrał z Unibaksem 67:23. Ale o przyczynach tak wysokiej porażki powiem panu dopiero po pierwszym meczu. Nie chcę zdradzić naszej tajemnicy. Przypięto mi łatkę kogoś kto kombinuje z torem i preparuje go. A czy jest coś złego w tym, że chcę go przygotować pod swój zespół? Własny obiekt powinien być atutem gospodarzy.

Niedawno powiedział pan "wściekłe Motomyszy czekają na torunian". Czy oczekiwanie na finał już osłabiło zapał zielonogórzan?

- Spokojnie. Moje "Motomyszy" są w świetnej formie. Tylko ich trener wygląda gorzej. Jestem przeziębiony, ale na szczęście to nie ja będę jeździł na torze. Na pewno długie oczekiwanie na mecz nie wpływa pozytywnie na zawodników. Zarówno na moich, jak i tych z Torunia. Wszyscy chcemy już rozpocząć rywalizację o złoty medal. Jeśli Unibax będzie lepszy, to im szczerze pogratuluję, ale to my chcemy być pierwsi.