Sport.pl

Miedziński w Grand Prix - chętny, ale niepewny

W czwartek rozstrzygnie się jacy zawodnicy otrzymają stałe dzikie karty na starty w przyszłrocznym Grand Prix. Duże szansę na jedno z czterech zaproszeń ma żużlowiec Unibaksu Adrian Miedziński. Ale nic już nie zależy od niego.
W przyszłym roku pewni jazdy w Grand Prix są zawodnicy, którzy zajęli miejsca w czołowej ósemce w tegorocznej rywalizacji: Jason Crump, Tomasz Gollob, Emil Sajfutdinow, Greg Hancock, Andreas Jonsson, Nicki Pedersen i Kenneth Bjerre. Co prawda siódmy był Rune Holta, ale Norweg z polskim paszportem niedawno ogłosił, że rezygnuje z jazdy Grand Prix. Żużlowiec tłumaczy to tym, że traci finansowo na ściganiu się z najlepszymi i będzie wolał skupić się na jeździe w lidze polskiej i szwedzkiej. Jednak ostatnie świetne występy zmieniły nastawianie Holty. Norweg stwierdził, że jeszcze raz przemyśli swoją decyzję. Jeśli zdecyduje się dalej ścigać, szanse Miedzińskiego zmaleją niemal do zera. Czterech Polaków w Grand Prix to mało prawdopodobne rozwiązanie. Działacze Polskiego Związku Motorowego rozważają jeszcze jedną możliwość, by zwiększyć szanse Miedzińskiego na dziką kartę. Jeśli Holta zdecydowałby się dalej startować w Grand Prix to już nie jako Polak, ale Norweg. Wtedy federacja nie wyda mu polskiej licencji. Taki pomysł działacze tłumaczą tym, że Miedziński to młody reprezentant Polski, z którym wiązane są duże nadzieje. Nie można tego powiedzieć o Holcie, który zbliża się do końca kariery.

Problemem mogą być jednak ostatnie wyniki torunianina. W finale eliminacji do GP nie imponował - jeździł w przeciętnie. Wydawało się, że atutem może być jego gościnny start w turnieju w Bydgoszczy. Ale ostatnie zawody GP też dla niego nie okazały się udane. Skończył turniej z sześcioma punktami, jednym biegowym zwycięstwem i na jedenastym miejscu w klasyfikacji. Oczekiwania wobec niego były nieco wyższe - spekulowano, że miejsce w czołowej ósemce mogłoby być solidnym argumentem przy przyznawaniu stałych dzikich kart na przyszły rok.

O tym, kto je otrzyma w czwartek rozstrzygnie w Genewie na kongresie FIM - światowej federacji motocyklowej. Organizatorzy cyklu Grand Prix, firma BSI/IMG zdecyduje tam kto z zawodników dostanie zaproszenia na starty w przyszłym sezonie w cyklu.

Kandydatów mnóstwo. Pewniakami do zaproszeń wydają się być Fredrik Lindgren i Hans Andersen, którzy zajęli w tegorocznej klasyfikacji dziewiąte i dziesiąte miejsce. Na pewno też przynajmniej jedną z dzikich kart otrzyma angielski żużlowiec - organizatorzy chcą być jak najbardziej widoczni na Wyspach. Kandydatów do jazdy w GP jest trzech: świetnie startujący np. w polskiej lidze Tai Woffinden, Lee Richardson i Chris Harris, którego chwali się za widowiskową jazdę. Szansę ma także Antonio Lindbaeck, któremu pomaga były mistrz świata Tony Rickardsson. Szwedzki żużlowiec się zmienił: po ostatnich sezonach, w których miał problemy osobiste, teraz skoncentrował się wyłącznie na żużlu. I według Rickardssona powinien znów zaprezentować się w GP.

Miedziński oczekuje decyzji bardzo spokojnie. Przyznaje, że nic już zrobić nie może - jest gotowy na ewentualne dodatkowe starty, ale nie jest pewny, czy otrzyma zaproszenie. - Chciałbym startować w Grand Prix, ale to nie zależy teraz ode mnie. Czekam ze spokojem na decyzję. Jeśli otrzymam dziką kartę, będę szczęśliwy. Jeśli nie, to spróbuję powalczyć w przyszłym roku. Logistycznie, jestem w stanie startować w mistrzostwach - powiedział Miedziński.