Sport.pl

Miedziński przed GP: bez stresu, z nadziejami

W Grand Prix nie ma słabych żużlowców. Każdy może wygrać z każdym, a minimalny błąd, złe wejście w łuk kończy się często stratą miejsca, bo tu już są tacy zawodowcy, którzy nie zmarnują okazji - mówi przed dzisiejszym startem w Bydgoszczy Adrian Miedziński.
Paweł Rzekanowski: Atmosfera przez Grand Prix w Bydgoszczy - więcej było zdenerwowania i presji, czy spokojnego oczekiwania?

Adrian Miedziński: Ja w ogóle staram się nie denerwować przed turniejami, czy meczami, bo wtedy traci się skupienie. Zdaję sobie sprawę z tego, że zawody w Bydgoszczy są ważne - dla mnie, dla mojej kariery, będą je oglądać sponsorzy i wielu kibiców. Ale jeśli będę zbyt wiele o tym myślał, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Trzeba przyjechać, skoncentrować się, wyjechać na tor, dobrze wystartować i dowieźć punkty do mety.

Przyznanie "dzikiej karty" na Grand Prix w Bydgoszczy było...

- ... przede wszystkim zaskoczeniem. I wyróżnieniem. Wiadomo, jaką rangę mają takie zawody - żeby się do nich dostać, trzeba być zauważonym. Dla mnie to zaszczyt.

Tor w Bydgoszczy chyba jest jednym z ulubionych?

- Nie narzekam. Znam go, nie powinno być niespodzianek. Mam jeden silnik ustawiony na Bydgoszcz, więc mam nadzieję, że się sprawdzi.

Już był używany w lidze?

- Tak, startowałem na nim, więc jest sprawdzony. Będzie też jeszcze jeden już konkretnie na Grand Prix.

Były jakieś inne specjalne przygotowania pod kątem Grand Prix?

- Trenowałem w Bydgoszczy. Tor znam, już nie jeden raz jeździłem przeciwko Polonii. Myślę, że akurat z tym nie będę miał większego problemu.

Zwykle żużlowcy z dzikimi kartami nie robią wielkiej kariery w Grand Prix. Zawodnicy startujący w cyklu na stałe mają przewagę nad tymi okazjonalnymi?

- Być może są w swoim rytmie. Mają też sprzęt konkretnie pod Grand Prix. Nie wiem, nie chcę patrzeć na konkurentów. W Grand Prix nie ma słabych żużlowców. Każdy może wygrać z każdym, a minimalny błąd, złe wejście w łuk kończy się często stratą miejsca, bo tu już są tacy zawodowcy, którzy nie zmarnują okazji. Ja na pewno nie będę miał takiego obciążenia psychicznego, jak np. żużlowcy walczący o konkretne medale. Czasami właśnie taki luz pomaga w lepszej jeździe. Chcę się po prostu pokazać z dobrej strony - bez konkretnego planu.

Ale to mogą być bardzo ważne zawody w kontekście pańskiej dalszej kariery. W środowisku żużlowym mówi się, że dobry start w Bydgoszczy mógłby zaowocować przyznaniem Adrianowi Miedzińskiemu stałej dzikiej karty na Grand Prix.

- No, mówi się różne rzeczy, ale ja się plotkami nie zajmuję.

A były już konkretne rozmowy w tej sprawie?

- To znaczy: z kim?

Czy np. organizatorzy pytali pana, czy jest gotowy na cały sezon w Grand Prix? Głównym kandydatem do dzikiej karty na cały sezon 2010 był Jarosław Hampel, ale awansował bezpośrednio. Więc jeśli trzymać się tego klucza, to ciągle jedno zaproszenie jest dla Polaka. A pan ma najwyższe notowania.

- Nie, takich rozmów nie było. Zresztą na razie nie myślę o tych sprawach. Koncentruję się na finale ligi i dobrej jeździe w Bydgoszczy. A wszystko, co poza tym schodzi teraz na drugi plan. Jeśli pokażę w Bydgoszczy dobry żużel, może taki temat się pojawi. Ale na razie się tym nie zajmuję.

Chciał pan awansować do GP już w turnieju w Coventry, ale się nie udało. Czego zabrakło? A może po prostu Adrian Miedziński jest jeszcze nieco słabszy od światowej czołówki?

- Tam mogło awansować tylko trzech zawodników. Najlepiej czuli się ci, którzy mają większe obycie na angielskich torach. Mi się po prostu nie udało. Gorszy dzień. Oby w Bydgoszczy było lepiej.

Sobotnie GP w Bydgoszczy o g. 19. Transmisja w Canal+, retransmisja ok. północy w TVP Info.