Wściekłe "Motomyszy" czekają na Unibax

Torunianie, bójcie się wściekłych ?motomyszy"! - tak trener Falubazu, klubu z Myszką Miki na plastronach, mówi przed finałowym starciem żużlowców z Zielonej Góry i Unibaksu.
Rozmowa z Piotrem Żyto

Filip Łazowy: Jak żużlowcy Falubazu spędzą ostatnie dni przed pierwszym meczem finałowym z Unibaksem?

Piotr Żyto: Normalnie, będziemy chodzili po knajpach. Żartuję (śmiech). Bardzo starannie zamierzamy przygotować się do niedzielnego meczu. Trenujemy na swoim torze. Poza tym mamy zaplanowane wspólne wyjścia. Cała drużyna spędzi czas na kolacji, będziemy grali w piłkę, spotkamy się także z kibicami. W przeddzień meczu żużlowcy mają zaplanowaną odnowę. Wierzę, że przyniesie to dobry efekt.

Finał to szczyt marzeń dla Falubazu? Przed sezonem srebro wziąłby pan pewnie w ciemno.

- To prawda. Ale skoro już jesteśmy w finale, to po to, by wywalczyć tytuł mistrzowski. Jesteśmy zadowoleni z tego co do tej pory osiągnęliśmy, ale to nie koniec. Niech Unibax boi się wściekłych "motomyszy" z Zielonej Góry!

W finale zmierzą się zespoły, w których jest doskonała atmosfera, a kadrę buduje się w oparciu o wychowanków. To klucz do sukcesu?

- Na pewno coś w tym jest. Wcześniej były jakieś nieporozumienia na linii zarząd - kibice - zawodnicy. W tym sezonie jest wręcz rewelacyjnie. Nie wiem jak w Toruniu, ale u nas jest znakomita atmosfera. Nie boję się tego powiedzieć, ale Falubaz ma najlepszych kibiców w Polsce. Na stadion przychodzi komplet widzów. Na meczu sprzedajemy mnóstwo pamiątek i gadżetów klubowych. Obliczyliśmy, że zarabiamy na tym od 28 tys. do 30 tys. - to naprawdę świetny wynik. Masa ludzi jeździ na mecze wyjazdowe. W Bydgoszczy podczas półfinału nasi fani przekrzyczeli miejscowych. O czymś to świadczy. Ludzie bardziej identyfikują się z zawodnikami, którzy pochodzą z tego samego miasta co oni. To, że w dwóch ostatnich latach w finale walczyły zespoły z Torunia i Leszna nie było przypadkowe. Te dwa kluby bazowały na swoich wychowankach. W tym roku w tym ostatnim klubie coś się popsuło. Poza tym budowanie drużyny na armii zaciężnej nie jest dobrą drogą do osiągnięcia sukcesu.

Wiele mówi się o sztuce przygotowania toru w Zielonej Górze przeciwko drużynie gości. Obok Marka Cieślaka jest pan uważany za jednego z tych speców, którzy świetnie potrafią "kopać" tor.

- Chyba tylko prezes Unibaksu tak uważa. Ja mam zupełnie inne zdanie na ten temat. Owszem, przygotowuję tor, ale tak by sprzyjał on mojej drużynie. Żeby moi zawodnicy czuli się na nim najlepiej - przecież o to chodzi. Własna nawierzchnia ma być atutem gospodarzy. Czy jest w tym coś dziwnego? Nienormalnego?

Co się takiego stało, że Unibax przegrał w sezonie zasadniczym w Zielonej Górze aż 23:67? Powtórka takiego wyniku jest możliwa?

- Wiem co się stało, ale powiem panu po meczu - tak, by nie ułatwiać zawodnikom Unibaksu zadania. Poza tym dla torunian ten mecz nie miał większego znaczenia. Rywale byli pewni pierwszego miejsca przed fazą play-off. Pierwsze cztery biegi dostali 1:5 i odechciało im się ścigać. Tylko, że na żużlu powinni jeździć prawdziwi faceci, a nie panienki. Taki wynik na pewno się nie powtórzy. Nie ma takiej możliwości. To był wypadek przy pracy.

Jaki wynik zadowoli pana w perspektywie rewanżu w Toruniu?

- Jeśli wygramy różnicą około 20 punktów, będę bardzo zadowolony i spokojny przed rewanżem na Motoarenie. Słyszałem, że mój kolega Czesiek Czernicki (trener Unii - red.) udostępni tor zawodnikom Unibaksu w Lesznie. No, niech pomaga, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Zawodnicy Falubazu są w formie? Czy taka długa przerwa pomiędzy półfinałem a finałem była konieczna?

- Jeśli chodzi o formę, wystarczy spojrzeć na wyniki naszych zawodników. Fredrik Lindgren świetnie spisuje się w Anglii, Piotr Protasiewicz został drużynowym mistrzem Czech i Niemiec a Grzegorz Walasek był drugi w Zlatej Prilbie w Pardubicach. Co do przerwy - już rozmawiałem z redaktorem TVP Sport Rafałem Darżynkiewiczem i zgodziliśmy się, że finały mogły zostać już rozegrane podobnie jak mecze o brązowy medal. Teraz jest coraz zimniej i pogoda robi się mniej pewna. W przyszłym roku trzeba będzie to zmienić.