Żużlowi prezesi nerwowo liczą długi

Prezesi klubów żużlowych w strachu. Mają tylko miesiąc na to, by spłacić wszystkie długi i niemałe zaległości wobec zawodników. Kto tego nie zrobi, nie powinien mieć miejsca w Ekstralidze. Zostaną w niej cztery drużyny?
Okaże się, że tylko cztery kluby będą wypłacalne i zostaną w ekstralidze. Uważam, że w dobie potężnego kryzysu należy do takich spraw podejść z wyrozumiałością - tak w "Tygodniku Żużlowym" pomysł Speedway Ekstraligi, spółki organizującej rozgrywki, komentuje prezes Włókniarza Marian Maślanka. On również musi szukać pieniędzy, by przedstawić za miesiąc stan klubowej kasy bez długów. A to niełatwe. - Czy to dobry pomysł? Nie. Wszędzie jest tak, że rok budżetowy kończy się z końcem roku.

Na koniec października wszystkie kluby muszą udowodnić, że nie mają zaległości wobec zawodników. Teoretycznie ci, którzy będą mieli długi, muszą się liczyć z wyrzuceniem z Ekstraligi. Tylko, że w takiej sytuacji w rozgrywkach będzie uczestniczyć zaledwie cztery zespoły!

Kto nie ma problemów finansowych? Przede wszystkim toruński Unibax. Rekordowo wielu sponsorów, Motoarena zwykle wypełniona po brzegi, co daje kilkaset tys. zł tylko ze sprzedanych biletów na jeden mecz - dzięki temu mistrzowie są spokojni. Podobnie Falubaz Zielona Góra. Tam to efekt polityki prezesa Roberta Dowhana. Zimą podpisywał stosunkowo niewysokie w porównaniu do konkurencji kontrakty. Za to na stadionie może cieszyć się ze znakomitej frekwencji. Na dodatek w Zielonej Górze - podobnie jak w Toruniu - żużel to sport numer jeden w mieście.

Spokojnie będzie też w Gorzowie, gdzie w razie kłopotów klub może ratować się hojnością prezesa - Władysława Komarnickiego.

Problemów nie powinna mieć także wracająca do Ekstraligi Unia Tarnów.

Za to niemałe kłopoty czekają innych. Szef Włókniarza apeluje do kibiców, by ci przyszli w niedzielę na mecz o trzecie miejsce z Polonią Bydgoszcz, bo to pozwoli choćby cześciowo domknąć budżet. Podobną politykę stosują zresztą sami bydgoszczanie. Dla szefa Polonii Leszka Tillingera najważniejszą imprezą jesieni zapewne nie jest rywalizacja o brąz, ale zaplanowane na 17 października Grand Prix. Dzięki temu, że Tomasz Gollob ma nadal realne szanse nawet na złoty medal mistrzostw świata, na stadionie będzie komplet widzów. A to oznacza ogromny napływ gotówki do klubowej - bo to Polonia jest organizatorem - kasy. Jeszcze niedawno z jednego turnieju można było zarobić nawet ok. miliona zł, teraz - kilkaset tys. Wystarczy, by domknąć budżet?

Niepewną sytuację ma Unia Leszno. Już po tym, jak ubiegłoroczni wicemistrzowie przedwcześnie skończyli ten sezon, kierownictwo klubu zapowiedziało spore oszczędności. Możliwe, że mimo ciągle ważnego kontraktu, z Unii odejdzie lider Jarosław Hampel - na dziś jest po prostu za drogi. A więc i w Lesznie doszło do problemów finansowych.

Nadzieja prezesów w historii. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by jesienią jakikolwiek klub został zdegradowany za nieotrzymanie licencji, a więc niespełnienie podstawowego warunki - braku zadłużenia wobec żużlowców.