Sport.pl

Jak Ząbik szkoli młody Unibax? Na wabik

?Biorę motocykl do samochodu i jadę na wioskę, gdzie umawiam się z wójtem lub strażakami?
WCZORAJ PRZECZYTANE:

"Tygodnik Żużlowy"

14 września 2009 r. - wywiad z Janem Ząbikiem, trenerem młodzieży żużlowców Unibaksu o tym, jak szkoli i wyszukuje talenty

W czym tkwi toruńska recepta na sukces? Kandydaci na żużlowców są różni: wysocy, niscy, drobni, grubsi, tacy, których tata lub mama chcą, by jeździli na żużlu i tacy, którzy sami pragną zostać żużlowcami.

Najlepiej jednak, gdy biore motocykl do samochodu i jadę na wioskę, gdzie umawiam się z wójtem lub strażakami. Stawiam tam motor bez łańcucha, a młodzi ludzie patrzą sobie na niego, siadają, a czasami nawet przepychają się jeden przez drugiego. Lecz motocykl nie zostaje uruchomiony, bo nie ma łańcucha.

Po godzinie, dwóch zwijam ten "majdan" i jadę do domu. Za dwa, trzy dni mam już tych chłopaków w klubie. Przyjeżdżają z rodzicami, a motor to taka przynęta. Z drugiej strony wiem, gdzie jest dużo chłopaków, którzy mogą być kandydatami na żużlowców. Znam miejsca, gdzie jeżdżą na motocyklach. Na przykład w Chełmnie można znaleźć kilku kandydatów. jeden chłopak z Lubicza zdał licencję, ale ma też młodszego brata, u którego już w oczach widać, że byłby bardzo dobrym żużlowcem. Na razie jest zachęta, bo mama z tatą mu pozwalają i on sam musi teraz chcieć. Na siłę nie można można przecież niczego zrobić, bo to nie da efektu. Oczywiście jeździć da się nauczyć każdego, nawet słonia. Ale potem musi być widoczny efekt tej pracy.