Sport.pl

Jaguś: - Cudów nie ma, ręka boli jeszcze bardziej

Kapitan Unibaksu był bohaterem pierwszego meczu półfinałowego z Włókniarzem w Częstochowie. Do ostatniej chwili nie wiadomo było, czy Wiesław Jaguś w ogóle wystąpi w tym spotkaniu. Po miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją nadgarstka zawodnik z Torunia zdobył dziewięć punktów. Ale przyznaje, że nadal nie czuje się komfortowo i czuje ból w czasie jazdy.


Filip Łazowy: Pański powrót po kontuzji zaskoczył wszystkich. Dziewięć punktów na torze w Częstochowie to niespodziewany wynik.

Wiesław Jaguś: Do końca nie wiadomo było czy pojadę. Złamanie nadgarstka jest poważnym urazem. Przed meczem ręka mnie bolała, ale zadecydowałem, że pojadę i pomogę kolegom. To był niesamowicie ważny mecz i trzeba było zaryzykować. Pierwszy bieg? Asekuracyjna jazda z mojej strony. Jechałem pasywnie i to było widać. Później było już lepiej. Zwłaszcza wtedy, gdy wygrałem start i tylko uciekałem do przodu. To nie wymagało wielkiego wysiłku. Gorzej, gdy musiałem walczyć o pozycję na dystansie.

Po meczu ręka nadal boli?

- Niestety tak. Szczerze mówiąc, to nawet bardziej niż przed meczem. Ale to jest normalne. Cały czas jeszcze przechodzę rehabilitację. Tu cudów nie ma, musi minąć sporo czasu zanim nadgarstek zostanie wyleczony do końca. Na razie z ręką nie jest dobrze, ale też nie jest źle. Mogę jechać a to jest najważniejsze w tej chwili.

Do rewanżowego meczu z Włókniarzem pozostało kilka dni. Ma pan zaplanowane jakieś starty w tym czasie?

- Szwecja odpadła, bo mój zespół nie awansował do fazy play-off. W czwartek na torze w Lesznie zaplanowany jest finał Mistrzostw Polski Par Klubowych. Jednak nie wystartuję tam, podobnie jak Adrian Miedziński. Może pojedzie Robert Kościecha i juniorzy. Priorytetem dla nas jest rewanżowy pojedynek półfinałowy z Włókniarzem i chcemy się do niego przygotować jak najlepiej.

Wynik pierwszego meczu nadal nie wskazał faworyta tej rywalizacji.

- Zgadza się. Co prawda udało nam się zdobyć w Częstochowie 44 punkty, to jednak wciąż daleko nam do finału. Odrobić dwa punkty może być łatwo, albo też i trudno. Włókniarz w Lesznie pokazał, że na wyjazdach spisuje się chyba lepiej niż na własnym torze. Dlatego czeka nas bardzo trudne zadanie. Rywal jest wymagający i nikt nie jest w stanie dzisiaj powiedzieć, kto wygra tę rywalizację.

W wyniku kontuzji ominęły pana derby Pomorza. Jednak bardzo możliwe, że będzie jeszcze jedna okazja do walki z Polonią Bydgoszcz. W finale.

- Faktycznie. Wyniki półfinałów wskazują, że teki scenariusz jest bardzo możliwy. My musimy wygrać u siebie z Włókniarzem, a Polonia obronić zaliczkę z pierwszego meczu. Nie ukrywam, że trzecie derby Pomorza w finale to byłoby najlepsze rozwiązanie.