Czy Unibax wkrótce stanie się Unią Leszno?

Nie mam wątpliwości: toruński klub potrzebuje zmian. Nazwijmy to jak chcemy - rewolucją, przewietrzeniem składu, kosmetyką zestawienia. Ale coś zmienić się musi. I to nie ze względu na wyniki.
Te nie są przecież złe. Ale mam wrażenie, że skład torunian powoduje swoiste uśpienie kibiców. Ciągle te same nazwiska, brak tu świeżości, ekscytacji budzącej się, kiedy gorąca głowa fana zastanawia się, jak w nowych barwach zaprezentuje się X. Nawet patrząc przez pryzmat sprzedanych biletów - jak wielu kibiców przyciągnąłby zimowy transfer Jasona Crumpa, Nicki Pedersena, Grega Hancocka, Kennetha Bjerre czy kogokolwiek innego? Dobry zespół musi się zmieniać, ewoluować - inaczej staje się nudny.

Już jeden zespół w ten sposób zamroził swój skład. Unia Leszno - tam zmiany były naprawdę minimalne. Zamknięte grono zawodników, ciągle ci sami liderzy. Można powiedzieć - oczywiście - że to stabilizacja sprzyjająca budowie drużyny. Ale ci, którzy w Lesznie jeżdżą przez lata - Leigh Adams, Krzysztof Kasprzak, Jarosław Hampel, Damian Baliński - w tym sezonie zasadniczym już kilka razy zaskakiwali swoją przeciętnością. Później przyszedł krótki zryw i prawdziwa katastrofa w niedzielę, kiedy Unia przegrała wysoko na swoim torze z Cognorem/Włókniarzem Częstochowa. Nie oszukujmy się: sezon w Lesznie w tym sezonie skończy się w sierpniu.

Niech Unibax zmieni skład, by za rok, dwa nie być w podobnej sytuacji.