Nasze finały IMP: 29 pkt. Żabiałowicza...

Miasto było gospodarzem trzech turniejów o indywidualne mistrzostwo Polski. W tym jednego - bardzo wyjątkowego. I wspominanego z sentymentem do dziś.
Był rok 1987. Na koniec sierpnia zaplanowano finał dwudniowy - dziś to już niemożliwe. Napięte grafiki żużlowców nie pozwalają na takie imprezy - tym bardziej, że wtedy zawodnicy narzekali na zmęczenie tak ważną i rozłożoną na weekend imprezą.

Ale turniej bez wątpienia okazał się wielką gratką dla kibiców - stadion przy ul. Broniewskiego był wypchany do granic możliwości. Tym bardziej, że Toruń wierzył w zwycięstwo lidera Apatora, Wojciecha Żabiałowicza. Ten nie zawiódł. Poprawił swój wynik z wcześniejszego sezonu, kiedy był wicemistrzem. Tylko wicemistrzem, bo Toruń liczył na inny rezultat.

Skąd tak wielka presja na Żabiałowiczu 22 lata temu? Trzeba tu cofnąć się do wcześniejszego sezonu. W 1986 r. nie wygrał finału, choć miał perfekcyjny rok - ze średnią aż 2,77 wygrał klasyfikację najskuteczniejszych żużlowców ligi. Ale wtedy w finale lepszy od niego był zielonogórzanin Maciej Jaworek.

Rok później na swoim torze Żabiałowicz skończył zawody z 29 punktami (15+14, przegrał wtedy tylko jeden bieg - z Romanem Huszczą). Na podium stanęli jeszcze Zenon Kasprzak i Roman Jankowski - obaj z Unii Leszno. Żużlowy Toruń wtedy oszalał ze szczęścia, a Żabiałowicz był traktowany jako wizytówka miasta.

Ciekawostka: oprócz Kasprzaka w turnieju walczył też zawodnik Apatora, Stanisław Miedziński (10 m., 12 pkt.). Dziś, 22 lata później, jego syn Adrian powalczy o złoto z synem Kasprzaka, Krzysztofem.

Na drugi finał IMP Toruń musiał poczekać do kolejnego triumfu Apatora w ekstraklasie. 15 sierpnia 1991 r. nadzieje fanów drużyny pokładano w Mirosławie Kowaliku. Ale na podium nie stanął. Bez konkurencji niespodziewanie był Sławomir Drabik - wygrał z kompletem punktów. Niższe stopnie podium - niespodzianki: Wojciech Załuski i Sławomir Dudek. A tuż za nimi Tomasz Gollob.

Wtedy bydgoszczaninowi nie udało się zwyciężyć na torze w Toruniu. Ale w 2002 r. już tak. Turniej był niesamowicie zacięty - różnica między pierwszym, a czwartym zawodnikiem finału to zaledwie jeden punkt! Gollob pokonał wtedy Krzysztofa Cegielskiego i Jacka Krzyżaniaka reprezentującego wtedy Atlas Wrocław. A finał tradycyjnie oglądał komplet widzów.