Latka lecą, ale Jaguś wciąż marzy o złocie

I mi, i Adrianowi Miedzińskiemu, będzie oczywiście łatwiej. Ale większość konkurentów już startowała na Motoarenie, więc też będą wiedzieli jak jechać, by wygrać - mówi przed sobotnim finałem indywidualnych mistrzostw Polski w Toruniu Wiesław Jaguś, lider zespołu Unibaksu. I jeden z faworytów turnieju.
Kapitan żużlowców Unibaksu wrócił do formy - jeszcze kilka tygodni temu jeździł przeciętnie, ale później zapewnił torunianom zwycięstwo w Gorzowie Wielkopolskim, a derby Pomorza z Polonią Bydgoszcz skończył z niemal kompletem punktów. Miał 13 i bonus. Kilka razy udowodnił, że na Motoarenie czuje się znakomicie. Nawet, gdy przegrywał starty, pędził do mety z taką szybkością, że rywali mijał bez problemów. Jeśli podobnie będzie w sobotę, Jaguś ma szansę nawet na złoty medal mistrzostw Polski.



Filip Łazowy: 13 punktów w meczu z Polonią dobrze wróży przed finałem indywidualnych mistrzostw Polski seniorów, które w sobotę na Motoarenie. Taki wynik dałby miejsce na podium, a może nawet i zwycięstwo.

Wiesław Jaguś: To prawda. Bardzo się cieszę z dobrego występu w derbach Pomorza przeciwko Polonii. Bardzo mi zależało na tym, by mieć w końcu naprawdę dobry mecz. Nie oszukujmy się, na początku sezonu spisywałem się różnie - raz lepiej, raz gorzej. Oby teraz było inaczej. Dążę do ustabilizowania swojej formy na coraz wyższym poziomie.

Co wymaga zmian? To kwestia sprzętu, przystosowania się do toru?

- Przede wszystkim muszę jeszcze poprawić starty, żeby się tak później na dystansie nie męczyć (śmiech). Jak mi się to uda, będę zadowolony. Gdy już jadę, jest nieźle.

Własny tor będzie dużym atutem w sobotę?

- Na pewno mi - i Adrianowi Miedzińskiemu - będzie łatwiej.

Na tyle, że jeden z was zostanie mistrzem?

- Nie bądźmy tego tacy pewni. Mistrzostwa to turniej, gdzie szesnastu zawodników jest w podobnej formie. Trzeba zauważyć, że większość zawodników startowała już na naszym obiekcie i wiedzą jak jechać. Tor nie będzie dla nich niespodzianką.

Ale Wiesław Jaguś zna go lepiej.

- Ja na pewno chcę powalczyć o medal.

Jaki?

- Oczywiście, że o złoty! Każdego rywala szanuję i każde zwycięstwo będzie trudne, ale trzeba sobie stawiać wysokie cele. Minimalizm nie dla mnie.

Pańskie ostatnie mecze były świetne. Ma to znaczenie w kontekście finału?

- Cieszę się, że w spotkaniach w Gorzowie i przeciw Polonii jechało mi się świetnie. Po prostu czułem tor.

Moja filozofia jest prosta - chcę wygrywać jak najwięcej wyścigów. Nie jestem już młody i latka mi lecą, ale cały czas mam chęć jazdy. Jednak na ocenę mojej postawy trzeba będzie jednak poczekać do końca sezonu. Kilka udanych meczów to za mało. Ja się cieszę, że wciąż mam motywację do dalszego ścigania. Bez niej ciężko o dobre wyniki.

Dlaczego zabrakło pana w reprezentacji Polski na zawody Drużynowego Pucharu Świata?

- W pierwszej wersji byłem brany pod uwagę przez trenera Marka Cieślaka. Można nawet powiedzieć, że byłem wydelegowany do czołowej "szóstki". Później nastąpiły zmiany i wypadłem "z obiegu".

Nie mam jednak o to żalu. Selekcjoner wybrał takich, a nie innych żużlowców - jak się okazało dokonał słusznego wyboru. Kadra bez Jagusia "namieszała" i zdobyła złoty medal. Szkoda, że nie było mnie w niej, ale za rok postaram się być w jeszcze lepszej dyspozycji i wystąpić w DPŚ. Chciałbym wrócić do reprezentacji.

Które miejsce zajmie Jaguś w finale?